statystyki

Konfident Piłsudski: Marszałek też był tajnym współpracownikiem

autor: Mariusz Nowik05.03.2016, 09:00
„[Narutowicz] oświadczył mi z przerażeniem, że wie o zamiarze postawienia jego kandydatury na prezydenta w Zgromadzeniu Narodowym” – wspominał Józef Piłsudski. Zapytany o opinię, stanowczo odradził profesorowi kandydowanie. Sam również odmówił startowania w wyborach

Józef Piłsudski nigdy nie wypierał się zawierania układów z Austriakami. Przyznając się do kontaktów z oficerami armii habsburskiej, uprawiał jednocześnie sprytną grę niedomówień.źródło: Wikimedia Commons

Skąd my to znamy. Aby przywrócić niepodległość Polsce, Józef Piłsudski nie cofał się przed współpracą z wywiadem austriackim i pobieraniem pieniędzy od tajnych służb. Potem zadbał o to, by niewygodne dokumenty nie ujrzały światła dziennego.

Reklama


Reklama


Fotografia była stara, do tego zniszczona – z pewnością od wielokrotnego pokazywania i obracania w palcach. Czarno-biała. Na niej dwaj mężczyźni, jeden obok drugiego. Ten z czarnym wąsem, w wojskowych butach z cholewami i płaszczu to Józef Piłsudski, drugi to Jan Wałęsa, gospodarz z Popowa niedaleko Dobrzynia nad Wisłą. Zdjęcie miało być dowodem na to, że Jan – oprócz tego, że rolnik, to także członek Polskiej Organizacji Wojskowej – uratował w 1920 r. naczelnika przed ścigającymi go Kozakami, kiedy armia polska wycofywała się przed bolszewikami nad Wisłę. Ponoć dziadek Jan narzucił na Piłsudskiego strój kobiecy, a oddział kozacki pognał dalej. Tak przynajmniej rodzinną opowieść i starą fotografię zapamiętał wnuk Lech. Wyniesiony z domu szacunek do marszałka najchętniej okazywał, kiedy już został prezydentem. Porównania do Józefa Piłsudskiego, jakimi obdarzano go w towarzyskich rozmowach czy publikacjach prasowych, sprawiały mu wyraźną przyjemność.

– W obu przypadkach Polska odzyskiwała suwerenność i czymś naturalnym było odwoływanie się na początku lat 90. do tradycji dwudziestolecia międzywojennego. Było to coś w rodzaju zabiegu socjotechnicznego. Stąd pojawiło się budowanie analogii między Piłsudskim a Wałęsą, czemu Wałęsa nie zaprzeczał, a wręcz temu przyklaskiwał. Chętnie pozował do fotografii z figurką Piłsudskiego stojącą w jego gabinecie, a nawet powiadał, że robi to samo, co marszałek, tylko lepiej – wyjaśnia Mariusz Urbanek, historyk i autor książki „Piłsudski bis” analizującej podobieństwa między Wałęsą z początków III RP a Piłsudskim z czasów II RP. Ale jak dodaje, największa różnica między oboma politykami wyraźnie rysuje się dopiero teraz, przy spojrzeniu z większego dystansu historycznego. – Wałęsa brutalnie odpychał ludzi, z którymi wchodził w konflikt. Środowisko Unii Wolności, dawni opozycjoniści, jak Henryk Wujec, Janusz Onyszkiewicz, Władysław Frasyniuk – wylicza. – Zamienił ich na Jarosława i Lecha Kaczyńskich, przez których został zdradzony i został na długie lata sam: smutna, opuszczona, miotająca się postać na scenie politycznej – podkreśla. Piłsudski, jego zdaniem, nigdy by nie dopuścił do takiej sytuacji. Przede wszystkim nie odpychał i nie zrażał do siebie tych, z którymi w 1914 r. ruszał na front. – Nawet w najgorszych momentach byli przy nim ludzie gotowi na wszystko, ofiarujący mu „wierne, w bojach zaprawione szable” – dodaje Urbanek.

Dlatego marszałek bez szwanku wychodził z opresji, jakim teraz nie może sprostać Lech Wałęsa.

Płonące teczki

„Z tym mam istną rozpacz!” – skarżył się historyk i publicysta Władysław Pobóg-Malinowski w liście z grudnia 1961 r. do gen. Kazimierza Sosnkowskiego, założyciela piłsudczykowskiego Związku Walki Czynnej, szefa sztabu Legionów Polskich i przyjaciela Józefa Piłsudskiego. Pobóg-Malinowski próbował ustalić, jak przed I wojną światową przebiegała współpraca komendanta z austriackim wywiadem Kundschafts-Stelle (HK-Stelle). „Ci, co w swoim czasie mogliby to wyjaśnić, utrwalić, przekazać potomności, uważali to za największą tajemnicę i nie zostawili nic!” – pisał.

Piłsudski nie musiał sam zacierać śladów po swoich kontaktach z oficerami cesarskich służb. Miał od tego odpowiednich ludzi, poza tym sprzyjały mu okoliczności. Operacja niszczenia teczek osobowych, donosów i rejestrów tajnych agentów rozpoczęła się w Wiedniu w październiku 1918 r., kiedy imperium Habsburgów chwiało się w posadach. Trzeba jednak przyznać, że wywiad austriacki do końca pozostał lojalny wobec swoich współpracowników. Zadbał o to gen. Maximilian Ronge, szef Biura Ewidencyjnego Sztabu Generalnego, który nakazał zniszczenie wszystkich archiwów, nie tylko w centrali, ale przede wszystkim w terenowych oddziałach, m.in. we Lwowie, w Lublinie, Kielcach, Piotrkowie oraz w Przemyślu i Krakowie, gdzie Piłsudski prowadził rozmowy z oficerami wywiadu.

Archiwa, skrzynia za skrzynią, szły do pieca. Spalono rejestry wszystkich agentów, rejestry Oddziału Informacyjnego zawierające 300 tys. pozycji oraz 2 tys. kart ewidencyjnych tajnych współpracowników – pisał dr Ryszard Świętek w książce „Lodowa ściana. Sekrety polityki Józefa Piłsudskiego 1904–1918”. Z dymem poszły niemal wszystkie materiały, które mogły potwierdzić powiązania przyszłego marszałka z wywiadem austriackim. Generał Ronge pomyślał nawet o zatarciu śladów we wpisach w dziennikach podawczych Biura Ewidencyjnego, na podstawie których można by potwierdzić sam fakt kontaktowania się konkretnych osób z oficerami wywiadu. Nikt wtedy nie bawił się w zamazywanie nazwisk konfidentów. Po prostu powycinano je żyletkami.

Kryptonim „R”

Co ciekawe, Józef Piłsudski nigdy nie wypierał się zawierania układów z Austriakami. Przyznając się do kontaktów z oficerami armii habsburskiej, uprawiał jednocześnie sprytną grę niedomówień.

„W oczekiwaniu wojny, zastanawiając się nad położeniem Polski, która stać się miała teatrem wojny i której synowie stanąć by musieli z bronią w ręku do bratobójczej walki, przyszedłem do przekonania, że interesy mojej ojczyzny wymagają czynnego wystąpienia po stronie mocarstw centralnych w ich wojnie z Rosją” – pisał osadzony w niemieckiej twierdzy w Magdeburgu Józef Piłsudski w liście do księcia Zdzisława Lubomirskiego w lipcu 1918 r. „Wobec tego, gdy mi zaproponowano, wszedłem w stosunki ze sztabem cesarskiej i królewskiej armii austro-węgierskiej. W stosunkach tych trzymałem się następujących wytycznych, którym do końca życia pozostałem wierny. Po pierwsze – żadnej pieniężnej zależności, po drugie – żadnych umów politycznych” – przekonywał przyszły naczelnik państwa.

A jak było w rzeczywistości? – Piłsudski nie mógłby ukryć kontaktów ze stroną austriacką, dlatego ich nie ukrywał. Zdecydowanie wypierał się natomiast kontaktów z wywiadem. Twierdził, że miał do czynienia jedynie ze sztabowcami armii cesarskiej, co jest oczywiście nieprawdą – wytyka prof. Tomasz Nałęcz, historyk dwudziestolecia międzywojennego i były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Piłsudski przez cały okres współpracy z zagranicznymi wywiadami – nie tylko z austriackim, ale też z japońskim – stawiał siebie w pozycji partnera. Przychodził z konkretną ofertą i w zamian oczekiwał korzyści. Pierwszy kontakt ze służbami austriackimi nawiązał 29 września 1906 r. Zgłosił się wówczas na umówione spotkanie do ekspozytury HK-Stelle w Przemyślu i przedstawił jako przywódca Polskiej Partii Socjalistycznej działającej w Królestwie Polskim. Towarzyszył mu Witold Jodko-Narkiewicz, jego bliski współpracownik i współzałożyciel Frakcji Rewolucyjnej PPS. Jak zapisał potem w raporcie do szefa Sztabu Generalnego w Wiedniu uczestniczący w rozmowach płk Franz Kanik, Polacy zaproponowali usługi wywiadowcze przeciwko Rosji w zamian za „poparcie walki przeciw rządowi rosyjskiemu w sposób następujący: ułatwienie nabywania broni, tolerowanie tajnych składów broni i agentów partyjnych w Galicji, niestosowanie represji wobec rezerwistów austriackich, którzy braliby udział w walce przeciwko Rosji, i wobec rewolucjonistów”. Ponadto Piłsudski i Jodko-Narkiewicz przedstawili argument, który ostatecznie przekonał austriackiego oficera, że warto rozpocząć negocjacje. 70 tys. uzbrojonych ludzi, jakich według zapewnień obu rewolucjonistów mogli wystawić w ramach PPS, a w razie otwartej walki – nawet 200 tys. Nieważne, że były to liczby wyssane z palca, płk Kanik o tym nie musiał wiedzieć. Najważniejsze, że obaj rewolucjoniści brzmieli wiarygodnie, a Piłsudski miał nadzieję, że w razie zgody Austro-Węgier mógłby liczyć na umundurowanie i broń dla tych mitycznych 70 tys. bojowników.

Jednak dopiero pod koniec 1908 r. Biuro Ewidencyjne Sztabu Generalnego wróciło do rozmów. Dokumentów na ten temat brak, zachował się jedynie lakoniczny wpis w rejestrze cudzoziemców odwiedzających Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Wiedniu: „Piłsudski – służba wywiadowcza na rzecz Austrii”. Mniej więcej w tym czasie w aktach wywiadu HK-Stelle zaczęto określać ludzi z PPS kryptonimem „Konfident R”. „R” jak „rewolucyjny”. Kierownictwo Polskiej Partii Socjalistycznej, w tym Józef Piłsudski i Walery Sławek, używało pseudonimu „Stefan”. Współpraca szybko nabierała rozpędu, „Konfident R” stał się cennym źródłem informacji wywiadowczych na temat Rosji, a wkrótce agent „Stefan” zaczął otrzymywać środki na prowadzenie działalności rewolucyjnej w Królestwie Polskim.

Jak podkreśla prof. Wiesław Jan Wysocki, historyk i prezes Instytutu Józefa Piłsudskiego w Warszawie, bez kontaktów Piłsudskiego ze służbami monarchii austro-węgierskiej nie byłoby możliwe założenie Związku Strzeleckiego we Lwowie ani krakowskiego Towarzystwa „Strzelec”, późniejszych zalążków Legionów Polskich. – Jeśli ktoś chce walczyć o niepodległość, to siłą rzeczy musi się chwytać różnych sposobów – ocenia prof. Wysocki kwestię współpracy przyszłego komendanta z HK-Stelle. – Nie było w tym nic nagannego – wtóruje mu prof. Tomasz Nałęcz. – Piłsudski uważał, że głównym narzędziem walki o niepodległość jest siła zbrojna. Ponieważ był poddanym rosyjskim, do tego antyrosyjskim rewolucjonistą, udało mu się przekonać Austro-Węgry do uformowania i wyszkolenia przyszłych polskich kadr wojskowych – podkreśla. – Cały czas dążył do tego, by Legiony stały się pełnoprawnym partnerem dla sił monarchii habsburskiej, a następnie wykorzystał sytuację polityczną, by stworzyć dla własnej armii rząd. Polski rząd – dodaje prof. Wysocki.

Gdzie jest generał?

Jednak mimo szczytnych celów, jakie jej przyświecały, oraz faktu, że pozwoliła Piłsudskiemu odbudować niepodległe państwo polskie, sprawa współpracy z austriackim wywiadem ciągnęła się za nim jeszcze długo. Niewykluczone też, że pośrednio stała się powodem najbardziej tajemniczego morderstwa politycznego II Rzeczypospolitej.

Ryszard Świętek w książce „Lodowa ściana” rozpatruje jeden ze scenariuszy, według których kpt. Włodzimierz Ostoja-Zagórski, początkowo oficer wywiadu austriackiego, a następnie szef sztabu Legionów Polskich, wszedł w posiadanie teczki zawierającej najważniejsze dowody na współpracę komendanta z HK-Stelle. Miały tam być dwie umowy wywiadowcze, jakie Józef Piłsudski miał zawrzeć z kpt. Józefem Rybakiem, kierownikiem krakowskiej ekspozytury przed 1914 r. Co prawda wydane w roku 1953 r. wspomnienia Rybaka dotyczące agenturalnej przeszłości marszałka i przedstawiające go jako szpiega obcego mocarstwa mogą rodzić pytania o ich wiarygodność, ponieważ prawdopodobnie zostały sfałszowane przez bezpiekę, niemniej ich autor był przed wojną cenionym i zdolnym oficerem wywiadu. Niewykluczone, że to właśnie on przekazał w sierpniu 1914 r. na ręce kpt. Włodzimierza Zagórskiego, wtedy już szefa sztabu Legionach i prywatnie zagorzałego przeciwnika Piłsudskiego, oprawioną w zielone płótno teczkę z umowami wywiadowczymi. Świętek przypuszcza, że również mjr Ludwik Morawski, który kierował krakowską placówką HK-Stelle w latach 1914–1918, mógł znać te dokumenty i być może nawet oddał je kpt. Zagórskiemu. Ten ostatni w trakcie jednej z rozmów przyznał, że dysponuje dowodami na pobieranie przez komendanta Legionów pieniędzy od austriackiego wywiadu. Ponoć jeden z kwitów, wystawiony na 20 tys. marek i podpisany przez Piłsudskiego, miał trafić do Wincentego Witosa, który zbierał kompromitujące materiały na polityków. Trudno dziś jednak potwierdzić te rewelacje. Faktem jest, że zielona teczka spoczęła wkrótce w sejfie w Belwederze, a po wybuchu II wojny światowej wraz z innymi cennymi dokumentami wywieziono ją do Rumunii. Dziś znajduje się w innym sejfie, w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku.

Faktem jest również, że Morawski i Zagórski stracili życie w tajemniczych okolicznościach. Ppłk Ludwik Morawski został zastrzelony 6 lipca 1920 r. przez nieznanego sprawcę, kiedy wyszedł na podwórze kwatery dowództwa w Czarnym Ostrowie. Na pytanie o losy gen. Włodzimierza Zagórskiego próbuje odpowiedzieć Andrzej Ceglarski w wydanej właśnie książce „Sprawa generała Zagórskiego. Zabójstwo prawie doskonałe”. Generał zaginął 6 sierpnia 1927 r., tuż po zwolnieniu z więzienia w Wilnie, do którego trafił po tym, jak opowiedział się przeciwko Piłsudskiemu podczas zamachu majowego. Witos pisał we wspomnieniach, że Zagórski został zamordowany przez fanatycznych zwolenników Piłsudskiego. Ceglarski o uprowadzenie eskortowanego w pociągu Zagórskiego i współsprawstwo w zabójstwie oskarża najbliższych towarzyszy marszałka – Aleksandra Prystora, który po kilku latach objął stanowisko premiera, późniejszego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, byłego adiutanta Piłsudskiego płk. Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego oraz byłego legionistę mjr. Wacława Kostka-Biernackiego.

– Wątpię, aby marszałek przyczynił się do tej śmierci – komentuje prof. Tomasz Nałęcz. – Sprawa gen. Zagórskiego obciąża go jednak, ponieważ zapewnił zabójcom bezkarność – podkreśla. Andrzej Ceglarski uderza w książce w jeszcze ostrzejsze tony. „Jest rzeczą oczywistą, że morderstwo na gen. Zagórskim mogło się odbyć tylko przy aprobacie i przyzwoleniu Józefa Piłsudskiego” – pisze, podkreślając, że sprawa tajemniczego zabójstwa ma drugie dno. Jest nim walka o ocalałe z pożogi 1918 r. dokumenty austriackiego wywiadu. „Materiały dotyczące Józefa Piłsudskiego częściowo znalazły się w jego rękach, pozostałe zniszczono. Marszałek wiedział jednak, że nie ma żadnej gwarancji, iż nic nie pozostało i że nagle jakieś dokumenty nie ujrzą światła dziennego. Tak było choćby wtedy, kiedy rozniosła się pogłoska, jakoby z archiwum Ludwika Morawskiego znikł fascykuł z materiałami do pertraktacji z Piłsudskim o wysokości sumy na organizację powstania. Materiał ten ponoć Morawski ukrył, widocznie chcąc się zabezpieczyć na czarną godzinę” – argumentuje autor „Sprawy generała Zagórskiego”.

Afera teczkowa

Dokumenty tajnych służb miały w II Rzeczypospolitej siłę rażenia o wiele większą niż w III RP. Zdarzało się, że przecieki i donosy stawiały któregoś z polityków w wyjątkowo niekorzystnej sytuacji, podobnie jak stawiają i dziś.

Przy użyciu teczki zniszczono i doprowadzono do śmierci posła Sylwestra Wojewódzkiego, byłego legionistę i bliskiego współpracownika Walerego Sławka. Wojewódzki, znany z radykalnych poglądów, od 1924 r. stał na czele silnie lewicującej Niezależnej Partii Chłopskiej. 28 stycznia 1927 r. w związanym ze środowiskiem piłsudczykowskim dzienniku „Głos Prawdy” ukazał się artykuł o pośle Wojewódzkim z wybitym tłustą czcionką oskarżeniem: „Apostoł dyktatury proletariatu płatnym agentem defensywy”. Tekst zarzucał szefowi NPCh, że pod przykrywką własnej partii prowadzi komunistyczną działalność, jednocześnie współpracując z II Oddziałem Sztabu Generalnego, czyli wywiadem. Uderzenie było mocne, bo kompromitowało posła Wojewódzkiego zarówno na scenie politycznej, jak i w oczach partyjnych rewolucjonistów. Choć informacje zawarte w artykule zostały obalone przed sądem, zdruzgotany Wojewódzki postanowił opuścić Polskę. W czerwcu wsiadł na statek płynący do Leningradu, a u celu podróży został aresztowany za szpiegostwo i rozstrzelany w marcu 1938 r.

Trudno ocenić, jak skończyłaby się podobna afera, gdyby do wiadomości publicznej przekazano dowody na współpracę Józefa Piłsudskiego z wywiadem austriackim. Albo co gorsza, również popisane przez niego pokwitowania odbioru pieniędzy. – Przeciwnicy polityczni spod znaku endecji i tak uważali, że sprzedawał interesy Polski, a całą jego walkę przedstawiali jako spisek obcych służb – zauważa prof. Tomasz Nałęcz. – Ale gdyby dostali do ręki takie dokumenty, rozpętałaby się polityczna wojna – podkreśla i dodaje: – Można jednak powiedzieć, że podobna historia powtórzyła się w przypadku Lecha Wałęsy, który ani nie stworzył własnych Legionów, ani nie walczył z bronią w ręku i nie rozgromił orężnie bolszewików nad Wisłą, ale podobnie jak Piłsudski zbudował Polskę suwerenną. I tak jak opluskwia się Wałęsę, czyniąc z niego agenta i chcąc zrujnować jego dzieło, tak opluskwiano Piłsudskiego, zarzucając mu współpracę z austriackim wywiadem wojskowym.

Mariusz Urbanek ocenia to jednak w nieco innym wymiarze. – Ujawnienie kontaktów Piłsudskiego z obcymi wywiadami w niczym nie zmieniło oceny marszałka w oczach jego wrogów politycznych. Sądzę, że tak samo będzie w przypadku Lecha Wałęsy – uważa. – Niezależnie od tego, czy okaże się, że dokumenty SB na jego temat mówią prawdę, czy zostały sfałszowane. Piłsudskiemu endecja wypominała tę „grę” nawet po śmierci, Wałęsa dla przeciwników pozostanie „Bolkiem”, nawet gdyby grafolodzy zakwestionowali prawdziwość raportów z lat 70.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Reklama

  • logik(2016-03-05 11:17) Odpowiedz 4111

    Piłsudski chodził w tamtych czasach w jednych gaciach bo ostatni grosz wydawał na wspieranie inicjatywy odzyskania Polski. Wałęsa wszystkie pieniądze z donoszenia wydawał na rozrywkę a gdy przychodzili do niego znajomi i pytali się go jak go było stać na kolorowy telewizor, nowoczesna pralkę lodówkę mówił że wygrywał w totka 2 razy w miesiącu. Gdy dostał dwa samochody mówił że jeden z nich był od kolegi w Szwajcari (to z ostatniego wywiadu). Szkoda że ja nie miałem takich kolegów w PRL ze Szwajcarii . Nasz bochater dyktator dzisiaj wyszedł by z UE, wprowadził social demokracje czyli prywatną własność produkcji połączoną z silnym systemem socjalnym. Oraz próbował by odbudować między morze z liderem jako Polską Wałęse kazał by rozstrzelać, ten frajer dawał się szantażować przez co do końca prezydentury był pod auspicjami komunistów, co widać było po szczęściu komunistów gdy obalano komune bo to nie było zwycięstwo. Komune obaliło 10 000 000 robotników a nie sam Bolek który potem ich oszukał.

  • 1960(2016-03-05 11:26) Odpowiedz 3911

    Te porównania z Piłsudskim pojawiające się tu i ówdzie są śmieszne i nie na miejscu. Nieświadomym proponuję wycieczkę do Sulejówka i Gdańska w drodze można poczytać 17 pytań A. Walentynowicz. Pierwszy kupował karabiny dla Strzelca, drugi pralki dla siebie. Nie ten kaliber postaci!

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Tato, tato, sprawa sie rypla(2016-03-05 10:37) Odpowiedz 341

    "Jaki program ma pańska partia?" ----"Bardzo prosty mości hrabio. Bic k***y i zlodziei". Tak Józef Piłsudsk odpowiedział hrabiemu Skrzyńskiemu . . . To mi się podoba i jest dzisiaj aktualne i na czasie .

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Budowanie nowej historii(2016-03-05 12:41) Odpowiedz 324

    Ktoś próbuje postawić znak równości między Piłsudskim, a TW Bolkiem. To śmieszne i absurdalne do tego stopnia, że nie mieści się w głowie. Fałszowanie i obłuda pewnych gremiów antypolskich nie zna granic.

  • nie dajcie się ogłupić(2016-03-05 14:04) Odpowiedz 292

    Z tego wynika, że Wałęsa w końcu był płatnym donosicielem. Więc po co te zaprzeczenia ?

  • dziadek Franek(2016-03-05 10:14) Odpowiedz 250

    " ..Ja nikomu prawie nie wierzę, a cóż dopiero Niemcom. Muszę jednak grać, bo Zachód jest obecnie parszywieńki. Jeżeli niebawem nie przejrzy i nie stwardnieje, trzeba będzie przestawić się w pracach. --------------------- Józef Piłsudski o ustępstwach mocarstw zachodnich wobec Niemiec hitlerowskich. Rok 1934.

  • Nic nie pomoże tuszowanie(2016-03-05 14:26) Odpowiedz 241

    Artykuł na zmówienie. Po drugie takich obszernych (autentycznych) teczek jak Bolek , szczegółowo opisanej zdrady kolegów , kolegów ze Stoczni i ludzi z ruchu solidarnościowego z jego podpisami odręcznymi i branie za to łapówek - tego nie można Piłsudskiemu zarzucić. Autor (autorzy) takiego artykułu powinien być potraktowani tak jak CI co piszą o "polskich obozach zagłady". To taka sama idea i prawda. Wyciąganie "trupów" aby wybielać Bolka to chwyt poniżej pasa. Ludzie to nie idioci. Takie fortele to dla KOD i PO lemingów.

  • Historyk (2016-03-05 11:03) Odpowiedz 200

    Stalin oskarżył swoich niewinnych generałów o współpracę z Niemcami, a SS wyrobiło potrzebne papiery do oskarżenia. Tuchaczewski i mu podobni sadystycznie bici powiedzieli Tak. jedynie Rokosowski, któremu wybito 7 zębów i oko nie powiedział Tak

  • junior(2016-03-05 15:53) Odpowiedz 202

    Mariuszu Nowik, Piłsudski musiał grać z służbami ówczesnych mocarstw wykorzystując sytuacje, że złapali się za łby i wytworzyła się sytuacja, aby Polska mogła odzyskać niepodległość a jak już tego dokonał z Legionami to nie chodził na pasku żadnych służb obcych państw tylko bezinteresownie służył Polsce. Powtórzę SŁUŻYŁ POLSCE. A Wałęsa vel TW Bolek był tak wystraszony swoich teczek, że nie dotrzymał swoich obietnic z czasu kampanii prezydenckiej i nie zrobił dekomunizacji ani lustracji, czyli nie zlikwidował grubej kreski i nie wykorzystał sytuacji zaskoczenia wynikami wyborów przez członków i biuro KC PZPR oraz strachu komunistów i esbeków na początku lat 90-tych, którzy na siebie donosili. Wałęsa vel TW Bolek był szkodnikiem, bo wzmacniał lewą nogę w resortach siłowych tzw. prezydenckich, czyli przedłużał sytuacje status quo w wojsku i w służbach wojskowych gdzie nadal duży wpływ mieli towarzysze z Ludowego Wojska Polskiego. To pozwoliło postkomunistom i byłym esbekom i umoczonym sędziom i prokuratorom poczuć się, co raz bezpieczniej. Ten sygnał z lat 90-tych społeczeństwo, wymiar sprawiedliwości, aparat urzędniczy od gminy po centralną władze odczytało jednoznacznie, więc mieliśmy zalew w Polsce takich układów zamkniętych, dziwnych wyroków sądowych, które opisuje Pani Mira Suchodolska. Podejrzewam, że nie jest możliwe, aby obrońcy Wałęsy to zrozumieli, że końcówka rządów PO i tej całej prawdy, jakie ukazały nagrania z tzw. taśm prawdy to wynik strachu Wałęsy przez ujawnieniem teczek. Dzięki czemu w Polsce nie było szans na rzetelną lustracje i dekomunizacje, aby poszedł jednoznaczny sygnał do społeczeństwa i do wymiaru sprawiedliwości, że Państwo Polskie wcześniej czy później ukarze tych, co działali na niekorzyść społeczeństwa, co łamali prawo dla swoich korzyści. Podkładanie nogi przez Wałęsę i części uczestników okrągłego stołu z Gazetą Wyborczą na czele pozwoliło ośmieszyć lustracje i dekomunizacje wśród części społeczeństwa, co było największym zyskiem towarzyszy z PZPR i esbeków z Kiszczakiem na czele, więc niech redaktor Andrzej Andrysiak i jemu podobni nie dziwią się, że mamy to, co mamy. Liczy się kasa i własny interes, a dla społeczeństwa konkurencja na cenę, więc mamy rozkwit pracy na warunkach śmieciowych, bo wygrywa ten, kto da taniej. Odzwyczaić ludzi od solidności i jakości od dotrzymywania obietnic i umów a przyzwyczaić do bylejakości, oszukiwania, naciągania tak jak to między innymi dobrze opanowali pracownicy banków i opanowały rady nadzorcze i prezesi części spółek skarbu państwa, kopalń dla swoich korzyści jest bardzo łatwo.

  • JBJB(2016-03-05 16:50) Odpowiedz 123

    SPOsób myślenia PO-PSL,Nowoczesnej, KOD-u : PO-PSL wolno było łamać konstytucję. PiS-owi - nie. Ale porównanie Wałęsy do Piłsudskiego to argument (jakże bezczelny) OK. Kompromitacja tych co stracili władzę a także jak widać głowę.

  • Emerytka(2016-03-05 20:14) Odpowiedz 110

    Zadaję rok milczenia jednym i drugim.Trzeba bowiem nabrać dystansu i z prawdziwym zapałem zabrać się do budowania naszej umiłowanej Ojczyzny.Rząd niech rządzi a nie politykuje pozostali do roboty.Igrzyska zakończone!Pozdrawiam i życzę sukcesów.

  • o(2016-03-05 09:23) Odpowiedz 100

    a co na to historycy

  • Jurosław(2016-03-06 14:05) Odpowiedz 50

    PIłsudski połowę pensji jak był NACZELNIKIEM PAŃSTWA oddawał na sieroty po żołnierzach. Jego żona z nim miała dwie córki i kombinowała jak wyżyć od pierwszego do pierwszego. Marszałek nie przywiązywał jakiejkolwiek roli aby mieć majątek . Sulejówek kupili mu jego żołnierze aby miał gdzie mieszkać z rodziną.

  • Ted(2016-03-06 09:43) Odpowiedz 47

    Piłsudski był też bandytą. Napadał na placówki pocztowe i rabował pieniądze .Obalił siłą legalny Rząd ,a do protestujących przeciwko zamachowi demonstrantów rozkazał strzelać ,zabijając w ten sposób około 400 Polaków. Był też moralnym zerem! By poślubić młodszą od żony kochankę porzucił wiarę katolicką i przeszedł na luteranizm. Wałęsa to przy nim anioł !!!

  • Wniosek ? ...(2016-03-05 12:28) Odpowiedz 418

    ... być TW , to nie siara, a zaszczyt, sami sławni nimi byli.

  • bogu(2016-03-06 20:51) Odpowiedz 30

    Redaktorku ! Znaj proporcje mocium panie !

  • Alek(2016-03-07 02:03) Odpowiedz 20

    No i co? Nasz najukochanszy dziadzia Wladimir Iljicz tez byl.

  • profeta(2016-03-07 08:55) Odpowiedz 10

    I fakt, że był ma w jakiś sposób usprawiedliwiać działania tego współczesnego człowieka bez honoru i godności. Piłsudski był, lecz jak to sam powiedział. mniej więcej tak. Z pociągu socjalizm wysiadł na przystanku NIEPODLEGŁOŚĆ !!! A człowiek bez honoru, nie dość ze był, to jeszcze umacniał pozycję swoich zleceniodawców w III sprzedanej RP. Taka to fundamentalna różnica. I nie ma co robić "Czerskiej" z mózgu. Mącicieli intelektualnych nie potrzeba Już wystarczające szkody zostały poczynione w świadomości Polaków przez ostanie ponad 25 lat. KOD-erów mimo wszystko liczna grupa.

  • emeryt pelnotuskowy(2016-03-07 07:17) Odpowiedz 12

    Coś w życiorysie TW Bolka wg SB nie ma logiki; jak prosty chłop ze wsi popowo który mówił tylko gwarą polsko- kaszubską pisał tak literackie donosy w języku polskim.

  • emeryt pelnotuskowy(2016-03-07 07:17) Odpowiedz 12

    Coś w życiorysie TW Bolka wg SB nie ma logiki; jak prosty chłop ze wsi popowo który mówił tylko gwarą polsko- kaszubską pisał tak literackie donosy w języku polskim.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Reklama