Skąd my to znamy. Aby przywrócić niepodległość Polsce, Józef Piłsudski nie cofał się przed współpracą z wywiadem austriackim i pobieraniem pieniędzy od tajnych służb. Potem zadbał o to, by niewygodne dokumenty nie ujrzały światła dziennego.
Fotografia była stara, do tego zniszczona – z pewnością od wielokrotnego pokazywania i obracania w palcach. Czarno-biała. Na niej dwaj mężczyźni, jeden obok drugiego. Ten z czarnym wąsem, w wojskowych butach z cholewami i płaszczu to Józef Piłsudski, drugi to Jan Wałęsa, gospodarz z Popowa niedaleko Dobrzynia nad Wisłą. Zdjęcie miało być dowodem na to, że Jan – oprócz tego, że rolnik, to także członek Polskiej Organizacji Wojskowej – uratował w 1920 r. naczelnika przed ścigającymi go Kozakami, kiedy armia polska wycofywała się przed bolszewikami nad Wisłę. Ponoć dziadek Jan narzucił na Piłsudskiego strój kobiecy, a oddział kozacki pognał dalej. Tak przynajmniej rodzinną opowieść i starą fotografię zapamiętał wnuk Lech. Wyniesiony z domu szacunek do marszałka najchętniej okazywał, kiedy już został prezydentem. Porównania do Józefa Piłsudskiego, jakimi obdarzano go w towarzyskich rozmowach czy publikacjach prasowych, sprawiały mu wyraźną przyjemność.
– W obu przypadkach Polska odzyskiwała suwerenność i czymś naturalnym było odwoływanie się na początku lat 90. do tradycji dwudziestolecia międzywojennego. Było to coś w rodzaju zabiegu socjotechnicznego. Stąd pojawiło się budowanie analogii między Piłsudskim a Wałęsą, czemu Wałęsa nie zaprzeczał, a wręcz temu przyklaskiwał. Chętnie pozował do fotografii z figurką Piłsudskiego stojącą w jego gabinecie, a nawet powiadał, że robi to samo, co marszałek, tylko lepiej – wyjaśnia Mariusz Urbanek, historyk i autor książki „Piłsudski bis” analizującej podobieństwa między Wałęsą z początków III RP a Piłsudskim z czasów II RP. Ale jak dodaje, największa różnica między oboma politykami wyraźnie rysuje się dopiero teraz, przy spojrzeniu z większego dystansu historycznego. – Wałęsa brutalnie odpychał ludzi, z którymi wchodził w konflikt. Środowisko Unii Wolności, dawni opozycjoniści, jak Henryk Wujec, Janusz Onyszkiewicz, Władysław Frasyniuk – wylicza. – Zamienił ich na Jarosława i Lecha Kaczyńskich, przez których został zdradzony i został na długie lata sam: smutna, opuszczona, miotająca się postać na scenie politycznej – podkreśla. Piłsudski, jego zdaniem, nigdy by nie dopuścił do takiej sytuacji. Przede wszystkim nie odpychał i nie zrażał do siebie tych, z którymi w 1914 r. ruszał na front. – Nawet w najgorszych momentach byli przy nim ludzie gotowi na wszystko, ofiarujący mu „wierne, w bojach zaprawione szable” – dodaje Urbanek.