Pani Agnieszka Zdobych, której mąż Rafał był jednym z pięciu Polaków na El Faro, powiedziała korespondentowi Polskiego Radia Markowi Wałkuskiemu, że uroczystość odbyła się na plaży w Jacksonville Beach. Uczestnicy uroczystości mieli puszczać symboliczne lampiony, jednak uniemożliwiła to zła pogoda. "Same lampiony będą puszczone w innym momencie, kiedy wiatr będzie wiał w stronę morza, a nie w stronę lądu. Byliśmy wszyscy razem, amerykańskie rodziny przyjęły nas jak swoich, były z nami i płakały z nami. Została odmówiona modlitwa na plaży. Wyczytano wszystkie nazwiska zaginionych" - powiedziała Agnieszka Zdobych.

Pani Agnieszka dowiedziała się o przerwaniu poszukiwań załogi El Faro, gdy wraz z żonami dwóch innych Polaków - Piotra Krausego i Marcina Nity wylądowały na lotnisku w Jacksonville na Florydzie. Podkreśliła, że choć sercem chciałaby, aby akcja była kontynuowana, to rozumie decyzję amerykańskiej straży przybrzeżnej. Wspominając męża, powiedziała: "Mój mąż chciał, żebyśmy żyli w godnych warunkach i podjęliśmy strasznie trudną decyzję. Byliśmy ze sobą niesamowicie związani, bo bardzo wiele razem przeszliśmy. Nie wiem, jak będę żyła dalej bez niego, jak będzie żyła nasza córka" - mówiła.
Pani Agnieszka Zdobych dodała, że właściciel statku El Faro - firma TOTE Maritime zapewniła, iż rodziny Polaków będą traktowane tak samo jak rodziny amerykańskich członków załogi i że zawsze mogą liczyć na pomoc i wsparcie. Poza Rafałem Zdobychem, Piotrem Krause i Marcinem Nitą w katastrofie El Faro zginęli także Jan Podgórski i Andrzej Truszkowski.