Do incydentu miało dojść w ubiegłym tygodniu na stacji benzynowej położonej przy autostradzie w okolicach Berlina. Polacy twierdzą, że zostali zaatakowani przez policjantów w cywilu i brutalnie pobici. Wszystko wskazuje na to, że funkcjonariusze pomylili się i wzięli Polaków za poszukiwanych przestępców.

Mieszkańcy Gniezna trafili do aresztu, skąd zwolniono ich bez przedstawienia jakichkolwiek zarzutów. Skarżą się na obrażenia. Jeden z poszkodowanych jest jeszcze w szpitalu. Drugi ma kilkanaście szwów na twarzy, a na plecach ślady po butach. Pracownicy firmy produkującej maszyn pakujących chcą domagać się odszkodowania od niemieckiej policji za uszczerbek na zdrowiu.

Szef gnieźnieńskiej prokuratury Piotr Gruszka mówił "Radiu Merkury", że najpierw przesłuchani zostaną poszkodowani Polacy. Zostanie też zabezpieczona dokumentacja lekarska, w której opisano obrażenia mężczyzn. Przeprowadzone również zostaną oględziny z udziałem medyków sądowych. 

Berlińska policja na razie nie komentuje sprawy.