statystyki

Lewestam: Pożegnanie Johna McCaina

autor: Karolina Lewestam01.09.2018, 10:00
Karolina Lewestam

Karolina Lewestamźródło: Materiały Prasowe
autor zdjęcia: materialy prasowe

Zmarł torturowany bohater wojny w Wietnamie, kandydat na prezydenta USA, amerykański senator John McCain. Czytam więc jego ostatnią książkę (napisaną z pomocą wieloletniego współpracownika Marka Saltera „The Restless Wave: Good Times, Just Causes, Great Fights, and Other Appreciations”) – i podczas lektury z dreszczem zdaję sobie sprawę, że to ten rodzaj śmierci, który jest historycznie symboliczny, bo sam, będąc końcem, wyznacza bardzo wiele innych końców.

John McCain, umierając, zabiera ze sobą wiele rzeczy. Polityczny romantyzm, ostatnią inspirującą wersję konserwatyzmu, w której centrum jest ludzki charakter i jego siła. Zabiera przekonanie, że poświęcenie polityce ideowej, nie partyjnej, jest sensowną polityczną drogą. Zabiera też wiarę w strukturalną siłę liberalnej demokracji i przeświadczenie, że Ameryka, a szerzej Zachód, mają wobec reszty świata głębokie zobowiązanie moralne.

To nie tak, że są to rzeczy wartościowe bezdyskusyjnie – ale samo ich istnienie w publicznej przestrzeni było jednak bezdyskusyjnie wartościowe. Widać to najwyraźniej, gdy próbuję przenieść niektóre sceny z jego życia i niektóre jego słowa w nasze polskie realia; to zabieg, który obnaża pustotę naszej polityki i duchową próżnię naszych partyzanckich, małych, plemiennych ideologii.

Ci, którzy znali McCaina, będą za nim tęsknić, a ci, którzy go nie znali, będą tęsknić za tym, co McCain w publicznej świadomości reprezentował.

M cCain, niezłamany latami uwięzienia i tortur, zawsze był niewiarygodnie ambitny, nastawiony na wyścig, gotowy do potyczki. Jego przyjaciel, republikanin Lindsey Graham, powiedział kiedyś, że gdy tylko McCain słyszy bijatykę po drugiej stronie ulicy, natychmiast tam biegnie, żeby wziąć w niej udział. A jednak, kiedy czytam w „The Restless Wave…” jego opowieść o kampanii prezydenckiej w 2008 r., w której mierzył się z Barackiem Obamą, rozumiem, że ta typowo amerykańska ambicja jest całkowicie kompatybilna z pokorą i szacunkiem dla innego. McCain wykazuje pokorę wobec demokratycznego procesu, który pozbawia go upragnionego stanowiska, pokorę wobec własnych niedociągnięć i win, pokorę wobec historii, którą reprezentował w tamtym momencie Obama, nie on. „Chciałem wygrać” – pisze. „Chciałem zostać prezydentem. Ale i ja wiedziałem, że to kandydatura Obamy była świadectwem społecznego postępu”.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie