Irański przywódca ocenił, że wyjście z umowy Stanów Zjednoczonych było "nielegalne". "Ani USA, ani żadne inne państwo na świecie nie będzie czerpało korzyści z decyzji (o wycofaniu się)" - zaznaczył na konferencji prasowej, która była transmitowana na żywo w irańskiej telewizji państwowej.

Rozpoczynający w środę trzydniową wizytę w Austrii Rowhani zaznaczył, że Irańczycy "nie skapitulują" przed wywieraną przez USA "presją +języka siły, gróźb i upokorzeń+".

We wtorek w Szwajcarii Rowhani stwierdził, że eksport ropy naftowej Z Bliskiego Wschodu może być zagrożony, jeśli USA będą wywierać nacisk na swoich sojuszników, aby zaprzestać importu tego surowca z Iranu. Wypowiedź tę poprał w środę Kasem Sulejmani, dowódca sił Al-Kuds, specjalnej irańskiej jednostki Gwardii Rewolucyjnej. Zapewnił, że "jest gotów do służby, by zagwarantować politykę, która będzie służyła Islamskiej Republice".

Zawarta w lipcu 2015 roku umowa między sześcioma mocarstwami - USA, Francją, Wielką Brytanią, Chinami, Rosją i Niemcami - a Iranem miała na celu ograniczenie programu nuklearnego tego kraju w zamian za stopniowe znoszenie sankcji.

Na początku maja prezydent USA Donald Trump wycofał swój kraj z tego porozumienia, argumentując, że nie obejmuje ono irańskiego programu pocisków balistycznych, nie odnosi się do prób wywierania wpływu przez Iran na państwa regionu ani nie wyznacza perspektyw po wygaśnięciu umowy w 2025 roku. Poinformował też o ponownym wprowadzeniu wszystkich sankcji nałożonych na ten kraj, które obowiązywały przed zawarciem umowy. Część sankcji ma wejść ponownie w życie po upływie 90-dniowego okresu przejściowego, tj. 6 sierpnia, a część po 180 dniach, czyli 4 listopada.

Pozostali sygnatariusze, w tym Wielka Brytania, Francja i Niemcy, zapowiedzieli, że zamierzają utrzymać porozumienie. Według Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), która nadzoruje przestrzeganie przez Iran porozumienia nuklearnego, Teheran nadal wywiązuje się ze swych zobowiązań.(PAP)

mobr/ kar/

arch.