Ktoś z najważniejszych osób w państwie wspiera mafię reprywatyzacyjną?

Myślę, że znaleźlibyśmy w historii III RP wspólnie kilka osób, które w najlepszym razie z nią nie walczyły i dopuściły do okradzenia państwa na miliardy złotych.

Jarosław Kaczyński? Beata Szydło? Mateusz Morawiecki?

A skąd! Pani premier i pan prezes walczą ze złodziejstwem. To między innymi dzięki panu prezesowi Kaczyńskiemu było możliwe powstanie komisji weryfikacyjnej, która zwróciła do miasta nieruchomości o wartości kilkuset milionów złotych. Sęk w tym, że prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz nie chce ich przyjąć i skarży w sądach korzystne dla miasta decyzje.

Jeśli wymienione przez nas osoby nie wspierają mafii reprywatyzacyjnej, to wychodzi na to, że jest pan nieskuteczny. Gdy spotkaliśmy się niespełna rok temu, mówił pan, że ma zielone światło dla dużej ustawy reprywatyzacyjnej. I że każdy dzień zwłoki przy jej uchwaleniu to umożliwianie działania złodziejom.

Projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej nadal jest procedowany. Pan premier Morawiecki poprosił o uzupełnienie informacji i analizy. Projekt zebrał pozytywne oceny we wszystkich środowiskach politycznych, ma pozytywną opinię rady legislacyjnej i komisji wspólnej rządu i samorządu. Jednak o jego dalszych losach zdecyduje pan premier.

Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze złożyło projekt przewidujący zakaz zwrotu nieruchomości, w których mieszkają lokatorzy. Skoro to właśnie ludzie są najważniejsi, może warto przegłosować taką ustawę, a nad dużą ustawą reprywatyzacyjną spokojnie pracować?

Ważne, by wszyscy robili to, co mogą, aby wyplenić oszustów. Po wybuchu afery ten ciężar na swoje barki musiały wziąć instytucje państwa, stąd pomysł powołania komisji. I z tych zadań wywiązujemy się lepiej niż ktokolwiek przypuszczał.

A wracając do projektu MJN?

Na szczęście – wskutek działań komisji weryfikacyjnej i prokuratury – Hanna Gronkiewicz-Waltz przestała zwracać nieruchomości. Na dziś dzięki pracy komisji weryfikacyjnej nie ma zagrożenia, że majątek publiczny zostanie wydany niewłaściwej osobie.

A jeśli ustawa nie zostanie uchwalona?

To mam też przygotowany projekt, który załatwi problemy Warszawy – a na całą Polskę najwyżej poczekamy chwilkę dłużej.

Wystawienie Patryka Jakiego jako kandydata obozu Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Warszawy to chyba wzmocnienie pozycji Solidarnej Polski w tym obozie?

Nie widziałem w naszych szeregach kolejki chętnych do kandydowania w Warszawie. Panuje raczej dość powszechne przekonanie, że wygranie w stolicy to będzie cud. Ja jednak zaliczam się do tej grupy, która wierzy, że stolica może się rozwijać lepiej. Lubię rozmawiać o konkretach: przez 12 lat władza PO nie rozwiązała problemu żłobkowego w żadnej z 18 dzielnic. W 2006 r. PO obiecała pięć mostów przez Wisłę w dwie kadencje. Minęły trzy kadencje i zbudowali tylko jeden. PO obiecała 12 lat temu 17 parkingów podziemnych w osiem lat. Minęła ponad dekada i zbudowali... zero. Mieli się zająć smogiem, a przez trzy kadencje nie wymienili nawet kopciuchów we własnych zasobach. Widzieliście wizje placu Defilad? I co z nich zostało? Przez 12 lat nic nie zrobili. Zamiast budować mosty, likwidują pasy dla samochodów. Warszawa jest jedyną metropolią w Europie bez pełnej obwodnicy. Przez 12 lat budowa ok. 6 km metra też do rekordów świata nie należy. Mieli uporządkować przestrzeń. I co? Warszawa ma tylko 30 proc. planów zagospodarowania przestrzennego. Nawet słabo zarządzany Kraków czy Poznań mają blisko dwa razy tyle. Chcieli odkorkować „mordor”? Przez 12 lat nie potrafili zbudować nawet 300 m drogi łączącej kluczowe arterie w tej części miasta. Sport? Warszawa to jedyne duże miasto w Polsce, które nie ma hali sportowej z prawdziwego zdarzenia. I można tak długo wyliczać.

Warszawa musi obudzić w sobie prawdziwe aspiracje europejskie. Nie może się ścigać z innymi miastami w Polsce, a rywalizować ze światowymi metropoliami.

Jaki wynik Patryka Jakiego zostałby uznany za dobry? Tylko wygrana?

Skoro zdecydowałem się wystartować, to chcę wygrać. To oczywiste. Ale też wiem o tym, że wygrana w Warszawie przez centroprawicowego polityka to niemal mission impossible. Jednak nie narzekam, tylko dzień w dzień pracuję i staram się przekonać warszawiaków do tego, że stolicę stać na więcej. Przedstawiłem np. konkretny program dotyczący walki ze smogiem. Miejskie autobusy przejeżdżają 100 mln km rocznie po Warszawie, spalając ponad 40 mln litrów ropy. To jest gigantyczne trucie miasta. Tymczasem PO w Warszawie dopiero na koniec 2017 r. obiecała, że od tego roku każdy nowo kupowany autobus będzie ekologiczny, czyli mając na uwadze 10-letnią amortyzację autobusów, dopiero po 2027 r. byłaby szansa, aby 1,5 tys. autobusów było niskoemisyjnych. Jak mamy uwierzyć, że w niespełna 10 lat pani prezydent czy pan Trzaskowski wymieni całą flotę na niskoemisyjną, skoro przez 12 lat Hanna Gronkiewicz-Waltz wymieniła raptem 2 proc. autobusów na niskoemisyjne? Ja chcę się zobowiązać, że nie tylko będę wymieniał zamortyzowane autobusy na nowe, ale zechcę wymienić co najmniej 10 proc. najbardziej zutylizowanego taboru wcześniej. Jak to osiągniemy w Warszawie? Poza budżetem miasta należy też sięgnąć po środki zewnętrzne, nie tylko unijne. Rząd w ramach walki ze smogiem tworzy fundusz transportu niskoemisyjnego w wysokości 1,5 mld zł oraz obniża akcyzę na CNG (gaz do autobusów) do stawki 0 proc. Dzięki temu paliwo gazowe do autobusów będzie o 30 proc. tańsze w stosunku do diesla. A żeby zwalczyć smog, trzeba radykalnie ograniczyć korki. Żeby to osiągnąć, niezbędne jest zachęcenie warszawiaków do korzystania z niskoemisyjnego transportu publicznego oraz umożliwienie mieszkańcom stolicy płynnego poruszania się po mieście. Ponadto miejskie mieszkania przestaną truć. Jedną z pierwszych moich decyzji jako prezydenta będzie likwidacja miejskich kopciuchów. W lokalach komunalnych jest ok. 1700 przestarzałych pieców. To skandal, że miasto, które chwali się walką ze smogiem, nie potrafiło zacząć od siebie. Wszystkie te kopciuchy w pierwszym roku mojej kadencji zostaną zastąpione ciepłem systemowym, piecami gazowymi albo indywidualnymi instalacjami, takimi jak pompy ciepła. W 2017 r. z ekodotacji dofinansowano tylko 44 pompy ciepła i 41 kolektorów słonecznych – to mizerny wynik. To ważne, bo władze Warszawy oficjalnie poparły wprowadzenie uchwały antysmogowej nakazującej wymianę najbardziej szkodliwych pieców pozaklasowych.

Co z ul. Lecha Kaczyńskiego w Warszawie? Sąd pierwszej instancji niedawno uchylił tę nazwę nadaną przez wojewodę.

Jakbym został prezydentem miasta, dostosowałbym się do decyzji organu wyższego rzędu lub prawomocnego wyroku sądu. Aczkolwiek informacje z ustnego uzasadnienia wyroków brzmią kuriozalnie. Tak jakby wojewoda miał, rozszerzając ustalenia IPN, jeszcze mocniej udowadniać np., że Teodor Duracz źle przysłużył się Polsce jako komunista, a Zbigniew Romaszewski zasługuje, by go jako patron ulicy zastąpić. Dziwi mnie, że 29 lat po obaleniu komunizmu jakikolwiek wolny Polak ma problem z dokonaniem takiej oceny, a w szczególności sędzia.

Czyli jako prezydent nie forsowałby pan powrotu do tej sprawy?

Śp. Lech Kaczyński był wybitnym polskim politykiem. I zasługuje na swoje miejsce w historii Polski i Warszawy. Nawet jeśli nie będę podzielać wyroków sądów, to będę je stosować. Nie będę chciał toczyć żadnych wojen ideologicznych. Kwestie ideologiczne to coś, co niepotrzebnie budzi spory w Warszawie. Jak pojeździ się trochę po świecie, to da się zauważyć, że są miejsca na pomniki zarówno dla bohaterów prawicy, jak i lewicy. Kiedyś nie wyobrażano sobie, by w Warszawie stały pomniki Piłsudskiego i Dmowskiego, a dziś nikt nie ma z tym problemu. Musimy zrozumieć, że w historii były różne ruchy polityczne i dla każdego znajdzie się miejsce w stolicy.

Ma pan jakiś pomysł na janosikowe? Warszawa w ostatnich latach wydała miliardy na mniej zamożne samorządy, ale powszechnie wiadomo, że ten system jest mocno wypaczony.

Mam pomysł, ale przedstawię go dopiero w czasie kampanii wyborczej. W Warszawie żyje realnie 20–30 proc. więcej osób niż tych, które płacą na miejscu podatki. To duże wyzwanie dla przyszłego prezydenta, by zapewnić dodatkowe dochody dla budżetu miasta od osób, które tu faktycznie mieszkają i korzystają z miejskiej infrastruktury. Żeby było jasne – to nie jest wina tych osób, lecz samorządu, który nie potrafi stworzyć oferty, by ludzie ci chcieli zabiegać o kartę warszawiaka.

A sam Patryk Jaki gdzie płacił podatki jeszcze dwa lata temu?

Jako poseł ze stolicy polskiej piosenki zgodnie z prawem w tym miejscu.

Czyli płacił pan w Opolu. A na nasz koszt korzystał z infrastruktury warszawskiej.

Do budżetu miasta Warszawy dzięki mojej pracy wracają setki milionów majątku – więc chyba spłaciłem dług (śmiech). Nigdy nie ukrywałem, kim jestem. Jestem słoikiem, który również dba o swoje poselskie obietnice wyborcze. Nie wiem, czy wszyscy moi kontrkandydaci mogą powiedzieć to samo.

Robi pan przytyki do kandydata PO, a przecież do gry o Warszawę wszedł np. były wiceprezydent stolicy Jacek Wojciechowicz. Uważa go pan za realne zagrożenie czy mimowolnego sojusznika, który ułatwi panu rywalizację z Rafałem Trzaskowskim, wyszarpując mu trochę głosów?

Każdego kandydata będę traktował z należytym szacunkiem.

A gdyby startował Jan Śpiewak? Zabiegałby pan o jego poparcie w drugiej turze, jeśli znajdzie się w niej pan z Rafałem Trzaskowskim?

Jeśli znajdę się w drugiej turze, będę rozmawiał ze wszystkimi osobami, które z tego wyścigu po drodze odpadną. Jestem otwarty na różne propozycje programowe innych środowisk. Z ruchami miejskimi mogę znaleźć wiele wspólnych punktów, np. ład przestrzenny, zielona Warszawa, inwestycje w politykę alternatywnych środków komunikacji czy poglądy na kwestie reprywatyzacji.

Mówił pan, że jest słoikiem kibicującym Legii. Kilka dni temu członek zarządu tego klubu stwierdził, że Legia ma najmniejsze wsparcie ze strony swojego miasta spośród wszystkich klubów Ekstraklasy. Czy pan zamierza to zmienić?

Na pewno więcej środków pójdzie na Legię i generalnie na sport. To ważny obszar działalności Warszawy, który dotąd był traktowany po macoszemu, bo Hanna Gronkiewicz-Waltz i Rafał Trzaskowski w ogóle go nie rozumieli. Trzeba położyć większy nacisk na sport dzieci i młodzieży, a nie zawodowy. Nie każdy przecież zostanie zawodowym piłkarzem. Inwestowanie w zdrowy tryb życia to zadanie samorządu. Dlatego wsparcie dla Legii wyobrażałbym sobie np. w postaci dofinansowania akademii czy budowy dodatkowych boisk, gdzie mogliby trenować młodzi piłkarze. Choć to bez wątpienia odciążyłoby finansowo też sam klub.

A co z Polonią Warszawa? Kolejny raz upada, zamiast się odradzać.

Widziałem jak jeden z panów, kibic „Czarnych Koszul”, po mojej konferencji pod stadionem Legii, napisał, że straciłem już głosy wszystkich polonistów, czyli jakieś 30-40. Śmialiśmy się z tego wpisu. Bynajmniej nie z samokrytyki co do populacji kibiców Polonii, których – jak wiemy – w Warszawie też z pewnością jest wielu. Aczkolwiek doceniam dystans do siebie, bo sprawa jest przecież poważna. Tyle że – z tego, co wiem – największe kłopoty Polonii związane są nie z infrastrukturą, a innymi sprawami, m.in zarządzaniem. A przecież nie mam ambicji, by sprawować pieczę nad klubem.

Po tej deklaracji może pan stracić poparcie legionistów. Gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz obiecała pomoc Polonii, kibole Legii urządzili manifestację pod oknami ratusza.

Podejście Platformy Obywatelskiej do kibiców piłkarskich było znane i kojarzy się z akcją „Widelec”, więc przypuszczam, że obiecane wsparcie dla Polonii nie było jedynym powodem. Wiem, że to truizm, ale naprawdę wierzę w to, że w Warszawie jest miejsce dla wszystkich. I jestem przekonany, że kibice Legii, gdy tylko będą widzieli, że prezydent stolicy troszczy się o jej sportową wizytówkę, nie będą mieli nic przeciw temu, by wspierał także inne kluby. Choć pewnie serce najbliżej będzie przy Legii.