W czwartek USA nałożyły 25-procentowe cła na stal i 10-procentowe na aluminium z UE, Kanady i Meksyku. Taryfy obowiązują od piątku 1 czerwca. Amerykanie zaznaczyli, że jeśli któraś ze stron podejmie kroki odwetowe, nie oznacza to, że nie będzie dalszych negocjacji. UE z kolei domagała się całkowitego wyłączenia państw członkowskich z programu taryf.

"Przede wszystkim wiecie państwo, że Unia Europejska z nikim nie jest w stanie wojny. Nie chcemy tego" - powiedziała Mogherini dziennikarzom w Brukseli podczas wspólnej konferencji prasowej z ministrem spraw zagranicznych Chin Wangiem Yi.

Zastrzegła jednak, że "UE musi zdecydowanie bronić swoich interesów".

W czasie konferencji politycy zapowiedzieli, że UE i Chiny zacieśnią relacje w kwestiach handlu i inwestycji oraz potwierdzili, że w pełni popierają zasady rządzące światowym handlem.

Szef chińskiej dyplomacji podkreślił, że w rozmowie z Mogherini oboje "potwierdzili wspólną zgodę co do tego, że Światowa Organizacja Handlu (WTO) stanowi centrum wielostronnego, opartego na zasadach systemu handlowego".

Dodał, że ma nadzieję, iż spór z USA dotyczący handlu zostanie rozwiązany. Wezwał ponadto wszystkie strony do wypełniania swoich zobowiązań, mówiąc: "zawsze dotrzymujemy słowa i w związku z tym oczekujemy, że nasi partnerzy również odbędą dotrzymywać danego słowa".

We wtorek Biały Dom ogłosił zamiar nałożenia karnych taryf na chiński eksport do USA warty 50 mld USD rocznie i zapowiedział restrykcje dotyczące chińskich inwestycji w USA oraz sprzedaży Chinom amerykańskiej technologii. Taki krok zaskoczył obserwatorów, gdyż obie strony podpisały niedawno wspólne oświadczenie w sprawie "znacznego zmniejszenia" amerykańskiego deficytu w dwustronnym handlu i ogłosiły zawarcie porozumienia ramowego oddalającego widmo wojny celnej.