Zero pobłażliwości dla firm, które zamiast utylizować odpady zgodnie z prawem, wolą zaoszczędzić i puścić z dymem kilkaset ton składowanych tworzyw sztucznych – zapowiedział minister środowiska Henryk Kowalczyk.

Deklaracja walki z tzw. mafią śmieciową padła wczoraj na terenie wciąż jeszcze dogasającego pogorzeliska w Zgierzu. W ostatni weekend walczyło z żywiołem ponad 250 strażaków.

Jak wylicza resort, od początku roku odpady płonęły już 62 razy.

Samorządowcy i eksperci już wielokrotnie sugerowali, że takie incydenty zdarzają się zbyt często i przebiegają według tak powtarzalnego scenariusza, że trudno uznać je za przypadkowe. Zwykle pożary wybuchają w nocy lub nad ranem. Najczęściej w weekendy.

Problem w tym, że trudno jest udowodnić, że pożar powstał na skutek celowego działania, a nie wypadku. Stąd też jedną z propozycji resortu środowiska może być obowiązkowa instalacja monitoringu na każdym wysypisku – ustalił DGP. Miałoby to ułatwić wykrycie ewentualnego sprawcy i stanowiłoby dowód dla prokuratury.

Według Sławomira Mazurka, wiceministra środowiska, w resorcie trwają właśnie prace nad zmianą ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz ustawie o odpadach. Jedną z nowości miałby być wymóg wykazania przez podmioty zajmujące się gospodarką odpadami zabezpieczenia finansowego. Miałoby to też ukrócić rejestrowanie firm na tzw. słupy, czyli podstawione osoby, których nie sposób później pociągnąć do odpowiedzialności za niespełnianie przez składowisko wymogów.

W ocenie rządzących trzeba byłoby też wzmocnić uprawnienia Inspekcji Ochrony Środowiska. Niewykluczone, że z tym wiązałyby się dodatkowe etaty. Cel: kontrola nad składowiskami nie tylko w dni robocze.

Eksperci są zgodni, że pożary dalej będą wybuchać, jeżeli cały system gospodarki odpadami i recyklingu nie przejdzie gruntownej reformy. W tej chwili jest bowiem skrajnie nieopłacalny i dobrze wygląda tylko na papierze.

– Kwitnie handel dokumentami potwierdzającymi odbiór i przetworzenie odpadów, które zamiast do zakładu recyklingu często trafiają do lasu albo na dzikie wysypisko. W papierach wszystko się zgadza – wyjaśnia Jerzy Ziaja, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Recyklingu.

Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami, wskazuje jeszcze jeden czynnik: śmieci przybyło. – Wynika to w dużym stopniu z decyzji Chin, które już nie kupują odpadów z Europy, w tym Polski. Zaburza to całą gospodarkę, a ceny spadają – mówi ekspert.

Zgodnie z przepisami odpady, tj. tworzywa sztuczne, czy chemikalia nie mogą po prostu wylądować na wysypisku. Trzeba je zagospodarować: albo skierować do spalarni, albo przerobić na paliwo alternatywne. Problem w tym, że na całą Polskę działa tylko sześć takich instalacji. Dodatkowo popyt na wytworzone w ten sposób paliwa (np. ze strony cementowni) jest niewielki. 

Trudno udowodnić, że pożar powstał na skutek celowego działania.