Zaznaczył, że to zainteresowanie ABW było wynikiem pracy również jego wydziału, o czym chciałby konkretnie mówić na niejawnej części przesłuchania.

Wiceszef komisji śledczej ds. Amber Gold Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15) pytał świadka, który pełnił funkcję naczelnika wydziału III - operacyjnego w latach 2012-14, o to kiedy po raz pierwszy zapoznał się z informacjami na temat Amber Gold i spółek należących do tej firmy.

"2012 rok, ale ze względu na upływ czasu nie jestem w stanie określić dokładnie; na pewno było to przed drugą połową 2012 r." - odpowiedział świadek, który w środę w Sejmie zeznawał w części jawnej przesłuchania, ale z zachowaniem tajemnicy jego wizerunku.

Funkcjonariusz odpowiadając na kolejne pytania Rzymkowskiego stwierdził, że nie pamięta jakie polecenia dotyczące tej sprawy wydawał swoim podwładnym, ani czy dotyczyły one Amber Gold, OLT Express czy szefa Amber Gold Marcina P. "Rolą świadka, czyli moją nie jest gdybanie" - stwierdził.

Rzymkowski pytał jednak dalej o dokumentację jego wydziału dotyczącą sprawy Amber Gold. "Analiza materiałów niejawnych w dyspozycji komisji, która była wytworzona w delegaturze stołecznej ABW, nakazuje nam stwierdzić, że w tej dokumentacji panował całkowity chaos, brak planowych działań, brak przemyślenia czy skoordynowania działań na linii ABW delegatura stołeczna - gdańska - centrala Agencji. Kto za to odpowiada, za ten chaos bałagan? Kto odpowiada za to, że nic nie zrobiliście" - pytał poseł Kukiz'15.

"Nic mi nie wiadomo, aby w dokumentacji kierowanej jednostki, którą kierowałem panował jakikolwiek chaos" - powiedział b. naczelnik.

Szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) zapytała więc kiedy i od kogo po raz pierwszy świadek dowiedział się, że w OLT Express pracuje syn ówczesnego premiera. "Nie pamiętam" - odpowiedział b. naczelnik.

"Czy pan się w ogóle o tym dowiedział?" - pytała dalej Wassermann. "Tak" - przyznał świadek.

"I co pan zrobił z tą informacja?" - kontynuowała szefowa komisji. "Żeby udzielić na to pytanie odpowiedzi musiałbym zapoznać się z dokumentacją wytworzoną w tamtym czasie" - stwierdził funkcjonariusz.

Odpowiadając na kolejne pytania Wassermann świadek cały czas twierdził, że nie pamięta na jakim etapie powziął informacje na temat Michała Tuska i nie potrafi powiedzieć co z nią zrobił. "Nie pamiętam na jakim etapie, a to jakie były moje ewentualne polecenia wynikało z dokumentacji służbowej. Nie pamiętam czy ta informacja była uzyskana w wyniku czynności operacyjno-rozpoznawczej, czy była to informacja ogólnie dostępna" - tłumaczył.

W tym momencie Wassermann zagroziła nałożeniem kary porządkowej na świadka za "nieuzasadnioną odmowę składania zeznań". "Nie będziemy się tak bawić" - podkreśliła i zarządziła krótką przerwę. "Muszę wykonać telefon" - oznajmiła.

Po naradzie z członkami komisji Wassermann ostatecznie nie zdecydowała o nałożeniu kary i powróciła do zadawania pytań. Zapytała świadka w jakim zakresie uczestniczył w redagowaniu notatki dla ówczesnego szefa ABW gen. Krzysztofa Bondaryka.

Chodzi o notatkę ówczesnego szefa ABW wysłaną 24 maja 2012 r. m.in. do ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, ówczesnego premier Donalda Tuska czy ministra finansów Jacka Rostowskiego. Była to informacja z art. 18 ustawy o ABW, czyli mogąca mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji RP. W piśmie poinformowano, że w ocenie ABW, Amber Gold to piramida finansowa, a środki klientów wyprowadzane są do należących do spółki linii lotniczych OLT Express i że w najbliższych dniach ABW złoży zawiadomienie do prokuratury.

"Informację sporządzała nie moja jednostka. Prawdopodobnie bazowała (notatka) w jakiejś części na materiałach, które uzyskała delegatura stołeczna" - stwierdził świadek.

W poniedziałek b. funkcjonariuszka stołecznej ABW, która podlegała świadkowi, zeznała przed komisją, że przygotowywała projekt tej notatki.

"Nie kojarzę faktu, aby funkcjonariusz mojej jednostki sporządzał taką informację" - zeznał b. naczelnik.

"Nie pamiętam takiej sytuacji. Funkcjonariusz kierowanej przeze mnie komórki mógł zapoznać się z tą informacją i ewentualnie ustosunkować się do fragmentu, który dotyczył informacji uzyskanych przez naszą komórkę" - mówił dalej świadek.

Wassermann zwróciła jednak uwagę, że z dokumentów wynika, iż to właśnie świadek przekazywał projekt notatki dyrektorowi stołecznej delegatury.

Powiedział, że nie pamięta, ile razy był zapoznawany z tą sprawą, nie przypominał sobie, by brał udział w naradach dotyczących Amber Gold w stołecznej delegaturze.

"Nie pamiętam, żeby ktoś wydawał mi polecenia, co ma być zrobione w tej sprawie" - podkreślił. Tłumaczył przy tym, jedocześnie, że jeśli Agencja uzyska informację, która wymaga weryfikacji i jej zakres znajduje się we właściwości ustawowej ABW oraz mieści się w zakresie działań kierowanej przez niego komórki, to wymaga ona zweryfikowania. Nie trzeba było w tym zakresie wydawać dodatkowych poleceń, bo sprawa weryfikacji uzyskanych informacji, spoczywała na konkretnej jednostce - tłumaczył.

Dopytywany podkreślił, że jako szef wydziału nie musiał oczekiwać zlecenia od swoich przełożonych, by weryfikować informacje, które były w zakresie działania ABW.

"Dyrektor delegatury ma od tego swojego naczelnika, by ten w granicach prawa prowadził swoje zadania" - dodał dopytywany. Zaznaczył, że dyrektor nigdy nie zakazywał mu też podejmowania jakichkolwiek działań w tej sprawie.

Zaznaczył, że delegatura warszawska formalnie nie prowadziła sprawy Amber Gold i podkreślił, że nie przypomina sobie, by jego wydział miał nałożone w związku z Amber Gold jakieś obowiązki.

Przewodnicząca komisji skomentowała, by zapamiętać to zdanie, zwłaszcza wobec wcześniejszych wypowiedzi szefa ABW Krzysztofa Bondaryka i b. premiera Donalda Tuska, "jak fantastycznie działały służby, jak je zadaniował i rozliczał".

Wiceprzewodniczący komisji, poseł Jarosław Krajewski (PiS) dopytywał po Wassermann ilu funkcjonariuszy w warszawskiej delegaturze zajmowało się sprawą Amber Gold w jego wydziale. Naczelnik podał, że nie pamięta konkretnie, ile osób w jego wydziale zajmowało się pozyskiwaniem informacji o liniach OLT. "Według tego co kojarzę, nie był to jeden funkcjonariusz" - dodał pytany, czy chodziło tylko o jedną osobę.

Podkreślał, że sprawa na początku nie leżała w ustawowym zakresie działań ABW. "Na pierwszym etapie była to sprawa dotycząca Prawa bankowego, a więc w tym zakresie nie leżała we właściwości ustawowych działań ABW" - powiedział. Dodał, że ustawa określająca zakres działań Agencji w części dotyczącej podstaw ekonomicznych bezpieczeństwa państwa - "w żadnym wypadku nie jest związana z lokowaniem środków przez osoby fizyczne na lokaty wysokooprocentowane".

"Nie uważam, żeby ABW - a szczególnie mój wydział w tej sprawie nie dopełnił jakichś obowiązków. Sprawa według mnie nabrała biegu właśnie po tym, jak Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego się nią zainteresowała" - mówił. Zaznaczył, że było to wynikiem pracy również jego wydziału, o czym chciałby konkretnie mówić na niejawnej części przesłuchania.

Pytany na jakim etapie sprawa podlegała ABW w zakresie operacyjno-rozpoznawczym powtórzył, że według jego wiedzy nigdy tak nie było, a w późniejszym czasie Agencji zadania zleciła prokuratura.

Pytany był o notatkę z Warszawy do delegatury gdańskiej dotyczącej zmiany władz klubu Lechii Gdańsk i politycznych nacisków środowiska gdańskiego, by to szef Amber Gold został jego prezesem. Powiedział, że informacje te były niepotwierdzone, a notatka o którą pytał poseł - skoro została odtajniona, to zawiera też informację o osobie, która ją sporządziła.

Wyjaśnił, że według niego część zebranych w sprawie informacji została zweryfikowana, a część pozostała niepotwierdzona - jak w tym przypadku. (PAP)

autorzy: Rafał Białkowski, Aleksander Główczewski