statystyki

Głowa konia od Trumpa dla UE, Chin, Kanady i Meksyku [Wywiad z Ewą Kaliszuk]

autor: Konrad Sadurski24.03.2018, 18:30; Aktualizacja: 25.03.2018, 11:08
"Teraz każda ze stron okopała się na swoich pozycjach. UE chciała np. zyskać dostęp do zamówień publicznych w USA. Nawet gdyby Amerykanie chcieli na to zezwolić, to prawo federalne nie dotyczy tego, co dzieje się na szczeblu stanowym"

"Teraz każda ze stron okopała się na swoich pozycjach. UE chciała np. zyskać dostęp do zamówień publicznych w USA. Nawet gdyby Amerykanie chcieli na to zezwolić, to prawo federalne nie dotyczy tego, co dzieje się na szczeblu stanowym"źródło: ShutterStock

- Chiny, UE, Kanada, Meksyk – wszyscy dostali od Donalda Trumpa, jak w „Ojcu chrzestnym”, odciętą głowę konia. To ostrzeżenie, by traktować go poważniej - mówi dr Ewa Kaliszuk z Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur – Państwowego Instytutu Badawczego.

Konrad Sadurski: „Aby chronić Amerykę, należy chronić amerykański przemysł stalowy” – oświadczył prezydent Donald Trump i podpisał podwyżkę ceł na stal o 25 proc. i aluminium o 10 proc. Zrobił to w asyście robotników w kaskach na głowach. Czy to początek światowej wojny celnej?

Prof. Ewa Kaliszuk: Na rynku stali problemy są od lat. Jest ona produktem szczególnym, bo wykorzystywanym głównie w przemyśle stoczniowym czy zbrojeniowym, więc każdy kraj chce ją wytwarzać ze względu na własne interesy i bezpieczeństwo. Po drugie, jej produkcję jest trudno ograniczyć w przypadku osłabienia koniunktury. I w związku z tym – po trzecie – konkuruje się ceną. To dlatego często kraje oskarżają się o dumping, bo problemy z nadprodukcją stali są niemal od zawsze. Ale faktem jest, że Amerykanie, głównie z tzw. pasa rdzy, czyli północno-wschodnich stanów, odczuwają skutki globalizacji i związanego z tym zubożenia. Prezydent obiecał im poprawę sytuacji i teraz spełnia obietnice wyborcze.

Po tej decyzji Trumpa zrezygnował jego główny doradca ekonomiczny Gary D. Cohn. Część ekspertów wróży, że to początek wojny celnej. A ta – według słownika – oznacza próbę wywarcia nacisku na dany kraj albo zachwiania podstawami jego gospodarki. Z którym przypadkiem mamy do czynienia?

Myślę, że to jest jeszcze inna sytuacja, a kluczem do jej zrozumienia są relacje amerykańsko-chińskie. Wprawdzie Państwo Środka dostarcza tylko 2 proc. importowanej do USA stali, ale chodzi o to, żeby zredukowało nadmierne moce produkcyjne – wytwarza ono miesięcznie niemal tyle stali, ile Ameryka rocznie. Dostarcza zaś tak mało, bo import chińskiej stali już podlega w USA wysokim cłom antydumpingowym. Amerykanie zarzucają Pekinowi, że wspiera przemysł na różne sposoby: umarza długi czy wyznacza luźniejsze wymogi środowiskowe. Chińczycy tych „grzechów” się nie wypierają, ale niewiele robią, bo boją się napięć społecznych. Więc zamykają jedne zakłady, lecz otwierają nowe. A Amerykanie lubią – jak mówią – grać na boisku, na którym wszyscy mają równe szanse. Uważają, że to Pekin rozpoczął tę gospodarczą konfrontację, a oni tylko reagują na sytuację. W raporcie Global Trade Alert z 2017 r. londyńskiego Centrum Badań Polityki Gospodarczej (CEPR), które monitoruje państwowy interwencjonizm, policzono, że różne kraje stosowały ponad 2,4 tys. środków godzących w interesy handlowe USA.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • ert@ert-blog.pl(2018-03-24 19:28) Zgłoś naruszenie 30

    JE Trump powinien uwzględnić fakt, że Europy, w odróżnieniu od USA, nie oddziela od Chin ocean szt. 2 i flota lotniskowców...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie