"Decyzja ukraińskich władz o zakazie dostępu obywateli rosyjskich do ambasady i konsulatów generalnych Rosji w dniu wyborów prezydenckich nie może wywołać innej reakcji niż oburzenie" - napisało rosyjskie MSZ w komunikacie.

"Otwarta ingerencja w sprawy wewnętrzne Federacji Rosyjskiej jest wyraźna i może prowadzić do eskalacji napięcia w stosunkach dwustronnych. Takie bezprecedensowe akty stoją w sprzeczności nie tylko z Konwencjami Wiedeńskimi w sprawie stosunków dyplomatycznych i konsularnych, lecz także z międzynarodowymi zasadami obrony praw człowieka" - pisze MSZ.

"Mamy wrażenie, że ukraińskie władze, rządzące obecnie w rezultacie zamachu stanu przed czterema laty, mszcząc się na własnych obywatelach na Krymie i w Sewastopolu za głosowanie o przyłączeniu się do Rosji, dziś, w bezsilnej wściekłości postanowiły odegrać się na zwykłych rosyjskich obywatelach przebywających się na Ukrainie" - głosi oświadczenie MSZ w Moskwie.

"Oczekujemy, że działania Kijowa spotkają się z zasadniczą oceną ze strony ONZ, OBWE i innych znaczących struktur międzynarodowych" - dodano.

Szef MSW Ukrainy Arsen Awakow ogłosił w piątek na Facebooku, że policja strzegąca rosyjskich przedstawicielstw dyplomatycznych na Ukrainie "w Kijowie, Charkowie, Odessie i we Lwowie nie dopuści rosyjskich obywateli do tych budynków w celu głosowania".

Wyjaśnił, że taka decyzja została podjęta w reakcji na "nielegalną organizację" wyborów prezydenckich na Krymie, gdzie biura wyborcze będą otwarte głównie w Sewastopolu i w Symferopolu.

Ukraiński resort spraw wewnętrznych poinformował, że 18 marca dostęp do rosyjskich placówek dyplomatycznych na Ukrainie będą miały tylko osoby ze statusem dyplomatycznym.

Wybory prezydenta Rosji odbędą się w niedzielę, w czwartą rocznicę dokonanej przez Rosję aneksji należącego do Ukrainy Krymu. Ich zdecydowanym faworytem jest obecny szef państwa Władimir Putin. (PAP)