Należący do proniepodległościowej Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC) Torrent spotyka się z szefostwem regionalnego oddziału rządzącej w Hiszpanii Partii Ludowej oraz ugrupowania Catalunya en Comu, czyli regionalnego sojusznika skrajnie lewicowego ugrupowania Podemos.

Zgodnie z tradycją - wyjaśnia AFP - przewodniczący parlamentu konsultuje się z przedstawicielami wszystkich partii, choć rozmowy prawdopodobnie potwierdzą kandydaturę wysuniętą przez ugrupowania popierające secesję regionu od Hiszpanii, czyli przebywającego w Brukseli byłego katalońskiego premiera Carlesa Puigdemonta. Regionalne siły przeciwne niepodległości nie zgłosiły swego kandydata.

Decyzja o mianowaniu kandydata musi zostać podjęta do 31 stycznia, by tego dnia - zgodnie z przepisami - w parlamencie rozpoczęła się debata na temat inwestytury.

Jednak przebywający w Brukseli 55-letni Puigdemont, który został zdymisjonowany przez rząd centralny premiera Mariano Rajoya za zorganizowanie referendum niepodległościowego, z powodu działań na rzecz secesji jest ścigany przez władze Hiszpanii. Polityk chce, by możliwe było zaoczne zatwierdzenie go na stanowisku szefa rządu, dzięki czemu nie musiałby wracać z Brukseli do ojczyzny, gdzie najpewniej zostałby aresztowany.

Jednak rząd Hiszpanii utrzymuje, że kandydat na szefa władz Katalonii musi być obecny podczas głosowania nad jego kandydaturą. Również regionalna opozycja i rząd Rajoya sprzeciwiają się formie zaprzysiężenia i rządzeniu na odległość. W takim przypadku władze centralne nadal utrzymałyby kontrolę nad Katalonią, którą sprawują od trzech miesięcy. W czwartek hiszpańska wicepremier Soraya Saenz de Santamaria powtórzyła, że rząd w Madrycie "przyjmie wszystkie środki i podejmie niezbędne decyzje, by nie doszło do tej inwestytury".

Wyłoniony w wyborach regionalnych z 21 grudnia 2017 roku nowy kataloński parlament zebrał się w środę na swojej pierwszej sesji. Nie było jednak na niej ośmiorga proniepodległościowych deputowanych, którzy przebywają w areszcie lub za granicą. Oprócz Puigdemonta chodzi m.in. o zdymisjonowanego wicepremiera Katalonii i szefa ERC Oriola Junquerasa. Zarzuca się im bunt, nieposłuszeństwo wobec władzy oraz malwersacje za ich rolę w zorganizowaniu referendum niepodległościowego z 1 października 2017 roku i w jednostronnym ogłoszeniu niepodległości przez kataloński parlament pod koniec października.

W grudniowych wyborach w Katalonii, które rozpisał Rajoy, by osłabić niepodległościowe zapędy, bezwzględną większość głosów zdobyli secesjoniści. Jeśli ani Puigdemont, ani inny lider separatystów Junqueras nie zostaną wybrani na szefa rządu, problemem secesjonistów będzie brak innych oczywistych kandydatów. Osiągnięcie porozumienia w sprawie innej kandydatury może być długim i trudnym procesem. Jeśli partie porozumieją się, że premierem powinien zostać Puigdemont, Madryt najpewniej unieważni głosowanie i utrzyma kontrolę nad regionem. Na wybór nowego premiera partie mają dwa miesiące od rozpoczęcia debaty w parlamencie w tej sprawie. Jeśli w tym czasie nie dojdą do konsensusu, konieczne będą kolejne wybory regionalne.