Patryk R. zginął 17 lutego ub. roku pod Sierakowem (wielkopolskie). O brutalne morderstwo Prokuratura Rejonowa w Szamotułach oskarżyła Piotra D., oraz braci - Mateusza D. i Tomasza D. Według śledczych działali oni ze szczególnym okrucieństwem, o czym świadczyć miały m.in. narzędzia, jakich użyli, wielokrotność i siła zadawanych ciosów, a także rozmiar cierpień, jakich w trakcie bicia doznał pokrzywdzony. Oskarżeni przesłuchiwani w śledztwie najpierw przyznali się do zarzucanej im zbrodni, potem to odwołali.

Śledztwo prowadzone przez prokuraturę w Szamotułach wykazało, że mężczyźni podstępem sprowadzili pokrzywdzonego w wybrane wcześniej, położone z dala od zabudowań miejsce. Następnie bili go, kopali, uderzali kijami - także bejsbolowym - i innymi przedmiotami. Patrykowi R. zadawano ciosy przede wszystkim w okolice głowy, krtani, ramion. Mężczyzna zmarł wskutek rozległych, zewnętrznych i wewnętrznych obrażeń. Następnie oskarżeni mieli przewieźć zwłoki Patryka R. do lasu i zakopać.

Motywem ich działań miał być wcześniejszy konflikt o wybite szyby; Patryk R. nie zapłacił za nie - oskarżeni oczekiwali od niego 1,5 tys. zł.

W czwartek sąd rozpoczął proces i słuchał wyjaśnień oskarżonych.

Piotr D., we wcześniejszych zeznaniach przytoczonych przez sąd, szczegółowo opisywał kulisy zbrodni. To właśnie on w toku śledztwa wskazał miejsce zakopania zwłok Patryka R.

Jak mówił Piotr D., dwóch pozostałych oskarżonych zna ze szkoły, zaś Patryka R. znał z widzenia. Mówił, że bracia mieli konflikty z Patrykiem.

Oskarżony tłumaczył, że w dniu, kiedy doszło do morderstwa, przywiózł Patryka nad okoliczne stawy na prośbę braci D. "Oni zemścili się za te okna" - podkreślił w sądzie Piotr D.

Bracia D. mieli bić Patryka R. już w samochodzie. Bili go po głowie, także kijami bejsbolowymi i innymi narzędziami. "Można powiedzieć, że oni zatłukli Patryka w moim samochodzie. Bili go bez żadnego słowa, Patryk krzyczał, a ja się nie odzywałem(...) Potem, po tych uderzeniach, Patryk przestał się ruszać" - podkreślił Piotr D.

Oskarżony mówił też, że w pewnym momencie wraz z Mateuszem D. widząc, w jakim stanie jest Patryk, chcieli go zawieźć do szpitala. "Próbowaliśmy odciągnąć Tomka, ale on nas nie słuchał, nie reagował. Wziął kij bejsbolowy i zaczął uderzać Patryka w krtań" - powiedział. To właśnie te ciosy miały bezpośrednio doprowadzić do śmierci mężczyzny.

Piotr D. mówił również, że po tym zdarzeniu, już dwoma samochodami, pojechali na skraj lasu; ciało przewieźli w bagażniku. "Bracia mieli rękawiczki na rękach, ciągnęli Patryka w kierunku wzgórza lasu. Mieli ze sobą kilof i dwie łopaty. Kilofem wzruszyli zmarzniętą ziemię i kopali dół" - mówił.

Dodał, że "zanim to się wydarzyło, Tomek mówił mi, że +chce zlikwidować Patryka+" - podkreślił oskarżony. Zaznaczył też, że bał się braci; w chwili zbrodni też miał być przez nich zastraszany. Mieli mu mówić, że jeżeli nie pomoże im kopać dołu, to sam do niego trafi. Piotr D. podkreślał również, że on sam nie zadał Patrykowi żadnego ciosu.

Następnego dnia po morderstwie oskarżeni mieli pojechać do lasu i zatrzeć ślady - w miejscu zakopania zwłok zasadzili mech i drzewka.

W czwartek sąd odtworzył także zapis eksperymentu procesowego, jaki został przeprowadzony 8 marca ub. roku.

Wszystkim trzem oskarżonym grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, kara 25 lat pozbawienia wolności albo kara dożywotniego pozbawienia wolności. (PAP)

autor: Anna Jowsa