Nasz rząd chce ograniczyć ruch sztucznie generowany przez samochody masowo rejestrowane w Polsce. Mechanizm działa od lat. Obywatel Ukrainy chce ściągnąć samochód z Polski, ale import wiąże się z wysokimi opłatami celnymi. Zarejestrowanie pojazdu na współwłasność z Polakiem oraz wydanie polskich tablic rejestracyjnych pozwala na uniknięcie tych kosztów. Wszystko odbywa się zgodnie z przepisami. Zjawisko jest powszechne. W wielu miejscowościach po drugiej stronie granicy co trzecie auto jeździ na polskich numerach. Jednak zgodnie z kodeksem celnym Ukrainy obywatele korzystający z samochodów zarejestrowanych poza krajem muszą opuścić tymi pojazdami terytorium Ukrainy w ciągu pięciu dni od daty ostatniego wjazdu.

Trzeba zmienić przepisy

Proceder coraz bardziej daje się we znaki urzędnikom i służbom. Niektóre przygraniczne samorządy po polskiej stronie musiały otworzyć dodatkowe okienka do obsługi rejestracji współwłasności samochodów. Straż graniczna i celnicy narzekają na nadmiar pracy. Właściciel auta musi opuścić swój kraj nawet sześciokrotnie w ciągu miesiąca, co oznacza kilkunastokrotne przekraczanie granicy.

Jak podaje nasze Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, samochody zarejestrowane w Polsce i użytkowane przez obywateli Ukrainy stanowią – w zależności od pory roku – od 38 do 45 proc. ruchu granicznego. Tylko w okresie styczeń–sierpień 2017 r. odnotowano ponad 2 mln przekroczeń granicy przez tego typu pojazdy. Z 4,6 mln przekroczeń ogółem.

Jak ustaliliśmy, od co najmniej kilku miesięcy polski rząd naciska na władze Ukrainy, by zmieniły przepisy. „Strona ukraińska poinformowała, że obecnie trwają prace związane z prawnym uregulowaniem tej kwestii i zobowiązała się do przekazania stronie polskiej informacji o ich zakończeniu” – poinformowało nas MSWiA. Jednocześnie zapewnia, że wspólnie ze Strażą Graniczną pozostają w stałym kontakcie z Ministerstwem Finansów oraz Krajową Administracją Skarbową w celu „bieżącego monitoringu tego zjawiska”.

Uszczelnienie granicy

Zmniejszenie ruchu to jedno, drugie to kwestia konieczności rozbudowy infrastruktury granicznej. Budowa drogowego przejścia granicznego Malhowice-Niżankowice, z infrastrukturą usytuowaną w całości na terytorium Polski jest na razie w planach. W lipcu wyłoniono wykonawcę inwestycji, a w tegorocznym budżecie zabezpieczono kwotę 774 tys. zł na opracowanie dokumentacji projektowej. Na przejściu granicznym Korczowa-Krakowiec szykowane jest rozdzielenie ruchu osobowego od towarowego. Po stronie polskiej wybudowano już niezbędną infrastrukturę na terenach przylegających do autostrady A4. Nic nie dzieje się jednak po stronie ukraińskiej, choć rozbudowa jest planowana.

Równolegle planowane są inwestycje mające na celu dalsze uszczelnianie naszej wschodniej granicy – co wynika m.in. z faktu, że jest to jednocześnie zewnętrzna granica Unii Europejskiej. I tak np. planowana jest rozbudowa systemu wież obserwacyjnych. Obecnie Straż Graniczna (SG) ma ich 25. – Do końca 2021 r. planujemy wybudować 13 kolejnych. Zostaną one rozmieszczone według potrzeb na granicy zewnętrznej Unii Europejskiej – mówi ppor. SG Agnieszka Golias. Łączny koszt szacowany jest na ponad 38 mln zł, a całość planowana jest do sfinansowania ze środków Unii Europejskiej – z Funduszu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Również za unijne pieniądze ma powstać system ochrony perymetrycznej. Ma się on składać z czujników zainstalowanych w pasie drogi granicznej i kamer do weryfikacji. – Planujemy realizację pierwszego etapu systemu końca 2019 r. – informuje ppor. SG Agnieszka Golias. Szacunkowy koszt to ok. 15 mln zł.

Pomost do Europy

Czy działania na granicy należy wiązać z napiętymi relacjami między obydwoma krajami? Politycy PiS wskazują, że sprawa uszczelniania wschodniej granicy i wywieranie nacisku na władze ukraińskie nie ma z tym nic wspólnego. – Sztucznie zawyżany ruch na granicy powoduje obciążenie służb. A w grę, oprócz rejestracji samochodów, wchodzą także przemyt czy nielegalne przekroczenia granicy, nie tylko przez obywateli Ukrainy – tłumaczy jeden z naszych rozmówców.

– Polityka polskiego rządu wobec Ukrainy budzi niepokój – ocenia natomiast Jan Grabiec, poseł PO. – Od kilkunastu lat była zgoda, że Polska ma być swego rodzaju pomostem dla Ukrainy do tego, by stała się częścią świata euroatlantyckiego. Dziś Polska nie jest w stanie być tym pomostem, bo sama ma kiepskie notowania w UE, a do tego pogarszane są bilateralne relacje – przekonuje.