Pytany przez PAP o ocenę aktualnej kondycji Grupy Wyszehradzkiej czeski minister powiedział, że z punktu widzenia Pragi jest ona "najważniejszym" i "bardzo trwałym" formatem regionalnej współpracy.

więcej
Wideo

Czeski minister ds. europejskich: całe V4 powinno być częścią unijnego rdzenia

"Od 1991 r., kiedy został utworzony, pokazał swoją elastyczność i odegrał ważną rolę w rozmaitych sprawach: najpierw w procesie akcesyjnym do NATO i do UE, a później w formowaniu wspólnych stanowisk w różnych sprawach, które nas łączą. Postrzegamy V4 jako bardzo przydatną platformę. Widzimy możliwości rozmowy o kolejnych kwestiach, które nas w jakiś sposób łączą, np. o podwójnych standardach żywności w UE, ale także pogłębianiu wewnętrznego rynku i generalnie konwergencji, które są tak naprawdę w interesie całej Unii" - mówił.

Zwrócił w tym kontekście uwagę, że łączna populacja krajów Wyszehradu liczy 65 mln mieszkańców, czyli "w gruncie rzeczy tyle, co Francji". "Daje nam to widoczność, umożliwiającą podnoszenie kwestii rzeczywiście ważnych" - podkreślił polityk.

"Wiem, że w niektórych krajach debata medialna skupia się na tym negatywnym wymiarze Grupy Wyszehradzkiej, ale naprawdę staramy się uczynić ją konstruktywnym partnerem w ramach UE i podkreślać sprawy, które powinny nas łączyć z innymi krajami członkowskimi, a nie tylko zgłaszać zdanie odrębne, choć i to jest istotny aspekt V4" - dodał Chmelarz.

Czeski minister odniósł się również do słów słowackiego premiera Roberta Fico, który na wspólnej konferencji prasowej z kanclerz Niemiec Angelą Merkel powiedział, że "być w centrum i działać wspólnie z Francją i Niemcami" to podstawa prowadzonej przez niego polityki.

"Jest konieczne, by nie tylko Czechy i Słowacja albo Węgry czy Polska były w centrum UE, ale by V4 jako takie było w centrum UE" - powiedział. "Zasadniczym interesem wszystkich krajów wyszehradzkich jest bycie częścią unijnego rdzenia. (...) Wierzę, że dotyczy to wszystkich krajów (UE)" - dodał polityk.

Za "bardzo niefortunną" Chmelarz uznał zarazem sytuację, w której ktokolwiek byłby zmuszony wybierać "z kim w Unii trzyma". "W mojej ocenie jest to sprzeczne z europejskimi wartościami i z zasadami na których opiera się UE" - zaznaczył.

Według części komentatorów pominięcie, podczas ostatniej tury rozmów ws. dyrektywy o pracownikach delegowanych prowadzonych przez francuskiego prezydenta z przedstawicielami Europy Środkowo-Wschodniej, Polski i Węgier to znak, że czasy jedności Grupy Wyszehradzkiej dobiegły końca. Taką tezę wysunął m.in. czeski dziennik "Lidove Noviny". Premierzy Sobotka i Fico, mający mandat by na spotkaniu w Salzburgu reprezentować całą Grupę Wyszehradzką, postawili zdecydowanie na interesy własnych państw - uważają "Lidove Noviny".