Co najmniej 13 osób zginęło, a ponad 100 zostało rannych w czwartkowym zamachu z użyciem furgonetki na zatłoczonej ulicy w Barcelonie - podały władze Katalonii. Do ataku przyznało się Państwo Islamskie (IS). Kierowcy pojazdu nie udało się dotychczas zatrzymać. W piątek nad ranem doszło do drugiego, po masakrze w Barcelonie, ataku terrorystycznego w Hiszpanii. Od kul policji w nadmorskim kurorcie Cambrils zginęło tam 5 napastników. 7 osób, w tym policjant zostało rannych

"Po pierwsze wszyscy przekazujemy wyrazy współczucia i to jest naturalne, to jest gest solidarności, ale na wpisach na Twitterze nie może się skończyć, bo tych zamachów jest po prostu za dużo. Po Paryżu, Berlinie, przyszła Barcelona" - mówił w TVN24 Kosiniak-Kamysz. Podkreślił, że od zamachu w Madrycie w 2004 r. w Hiszpanii podobne wydarzenia nie miały miejsca, a kraj uznawany był za bezpieczny.

"Słyszymy o ostrzeżeniach od CIA. Czy one były, czy nie były, to są na razie informacje prasy katalońskiej. Ja nie zgadzam się z tymi, którzy mówią: +do zamachów trzeba się przyzwyczaić+. Jak się przyzwyczaimy do zamachów to tak, jakbyśmy je zaakceptowali, a na to zgody być nie może" - podkreślił. "Tylko nie możemy też o tych zamachach zapomnieć dwa dni po wydarzeniu, bo tak do tej pory było" - zauważył polityk. "Przeżywamy tragedię, emocjonalnie ją wspominamy, ale później działań brak" - mówił szef PSL.

Pytany, czy Europejczycy mogą czuć się bezpiecznie, Kosiniak-Kamysz zauważył, że "chyba nikt już na świecie nie może". "Ale nie można tego wpisać w swoje codzienne życie" - powtórzył.

"Trzeba robić wszystko, żeby ponad - politycznym czasem - interesem indywidualnego kraju, ponad partykularnym interesem jakiejś grupy społecznej wznieść się i spróbować szukać takiej mocnej odpowiedzi, mocnej odpowiedzi w Syrii" - powiedział szef PSL, wskazując na to, że takiej odpowiedzi w Syrii "wciąż brakuje".

Kosiniak-Kamysz zwrócił też uwagę na to, jak terroryzm ewoluował od czasu ataku na World Trade Center w Stanach Zjednoczonych. "Tam to było organizowane przez wiele miesięcy, jeśli nie lat, później ataki na metro czy na linie kolejowe, a teraz taka najprostsza, można powiedzieć prymitywna forma ataku, ale jak się przed nią obronić?" - mówił.

"Jak nie będzie wspólnych mianowników i powiedzenia: +to jest nasz priorytet, wszystko inne na bok, najpierw zajmujemy się walką z terroryzmem+, to nigdy tego problemu nie rozwiążemy" - ocenił Kosiniak-Kamysz.