Po nieuznanych przez opozycję wyborach z października 2024 r. gruzińskie władze umacniają autorytaryzm. Przyjmowane przez zdominowany przez Gruzińskie Marzenie (KO) parlament przepisy przekreślają ambicje związane z integracją europejską, za to mogą zmarginalizować niezależne media i doprowadzić do delegalizacji największych partii opozycyjnych.
W piątek Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło kolejną rezolucję o sytuacji w Tbilisi, gdzie od 140 dni trwają protesty przeciwko KO. W dokumencie czytamy o „szybkiej degradacji demokracji”, „głębokim kryzysie społecznym”, „policyjnej brutalności wobec demonstrantów” i „wyzwaniach dla wolności zgromadzeń i wypowiedzi”. Jego autorki wspominają zatrzymanie Elene Chosztarii, liderki liberalnej partii Już Czas!, którą na komisariacie rozebrano do naga i pobito. W kwietniu zdominowany przez KO parlament, którego prace większość opozycji bojkotuje (49 posłów nie objęło mandatów), przyjmuje kolejne przepisy wymierzone w przeciwników.
Gruzja kopiuje rosyjskie przepisy
Mimo protestów Brukseli, posłowie zaostrzyli przepisy o „agentach zagranicznych”, jak nazwali osoby prawne i fizyczne otrzymujące dofinansowanie z zagranicy, i zakazali mediom przyjmowania grantów bez zgody rządu (niezależne redakcje w dużej mierze utrzymywały się z amerykańskich i unijnych programów pomocowych). Szef parlamentu Szalwa Papuaszwili dowodził, że grantobiorcy w zamian za dofinansowanie „reklamowali koktajle Mołotowa, organizowali kampanie faszystowskie i dokonywali aktów przemocy”. – To budowa autorytaryzmu na poziomie legislacyjnym. Władzom nie są potrzebne niezależne media, głosy krytyczne, różnice zdań. Nigdy wcześniej niczego takiego w Gruzji nie widzieliśmy – komentował Giorgi Targamadze, publicysta i były polityk.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.