Mapa wyborcza sprzyja republikanom. Przejęcia kontroli nad Senatem mogą być pewni, w Izbie Reprezentantów szanse są wyrównane.
Wybory do Kongresu Stanów Zjednoczonych, obejmujące całą Izbę Reprezentantów i jedną trzecią składu Senatu, mają ogromne znaczenie dla przyszłego prezydenta. Zwycięstwo w wyścigu o Biały Dom nie gwarantuje skutecznych rządów, jeśli nie ma się wsparcia parlamentu. Każdy z ostatnich amerykańskich przywódców – Joe Biden, Donald Trump i Barack Obama – na pewnym etapie mierzył się z opozycją na Kapitolu, co znacznie utrudniało realizację programu. Najgłośniejszym przypadkiem za Bidena było fiasko kompleksowej reformy polityki imigracyjnej, która miała zapewnić ścieżkę do obywatelstwa dla milionów nieudokumentowanych imigrantów. Nie weszła w życie, bo przeciwni byli mający większość w Izbie Reprezentantów republikanie.
W systemie politycznym USA każda ustawa wymaga akceptacji obu izb Kongresu. W praktyce, by wprowadzić nowe prawo, bardzo często potrzebne jest porozumienie nie tylko między izbami parlamentu, lecz także między partiami. Największe szanse mają więc projekty ponadpartyjne. Dlatego największe znaczenie na Wzgórzu mają deal makers czy power brokers, jak nazywa się tam polityków mających wpływy i umiejętności negocjacyjne, potrafiących kształtować decyzje dzięki sieci własnych kontaktów. Co istotne, parlament, zwłaszcza Izba Reprezentantów, ma szczególne uprawnienia dotyczące finansów, czyli będzie odgrywał decydującą rolę przy dalszym finansowaniu wysiłku frontowego Ukrainy. Prócz tego każdy traktat międzynarodo wy negocjowany przez prezydenta musi zostać zatwierdzony przez dwie trzecie głosów w Senacie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.