Podróż do Unii Europejskiej przez Białoruś to dziś koszt rzędu 10 tys. dol. Migranci płacą więcej niż za przeprawę przez morze, ale zwiększają w ten sposób szanse na przeżycie.

Choć trudno oszacować dokładnie, to podróż szlakiem białoruskim z Bliskiego Wschodu do Europy kosztuje w sumie nawet 10 tys. dol. Tak wynika z analizy ofert publikowanych przez przemytników. To droższa opcja dostania się do Europy. Podróż przez Morze Śródziemne to często koszt rzędu 2,5 tys. dol. (na Cypr) lub maksymalnie 7 tys. dol. (do Włoch). Trasa przez Białoruś ma jednak plusy.

Jest przede wszystkim bezpieczniejsza.

– Rozmawiałem z synem Syryjki, która zaginęła na pograniczu. On sam kilka lat temu przepłynął przez morze. Opowiadał, że po wejściu na pokład zapytał kapitana, gdzie są kamizelki ratunkowe. W odpowiedzi usłyszał, że kamizelka jest zbędna, bo nawet jak wpadnie do wody, to najbliższa pomoc jest oddalona o siedem godzin – mówi DGP Piotr Czaban z Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego.

Przez migrantów szlak białoruski jest często postrzegany również jako skuteczniejszy.

W przypadku przeprawy przez morze problemy zaczynają się już na starcie. Syryjczycy w kierunku Europy często wypływają łodziami z wybrzeży Libanu. A władze tego kraju masowo je zatrzymują. W ubiegłym miesiącu ISF – Libańskie Siły Bezpieczeństwa Wewnętrznego – informowały np., że tylko 8 lipca w kilku miejscach na północy kraju aresztowały ponad 200 Syryjczyków i Libańczyków, gdy ci próbowali wejść na pokład pontonów zmierzających w kierunku Włoch.

Jeśli nawet migrantom uda się wypłynąć z Libanu, łodzie mogą zostać zawrócone przez Europejczyków na dalszym etapie przeprawy przez morze. To szczególnie ryzykowne dla Syryjczyków. Migranci – zamiast trafić po push-backu z powrotem do Libanu – mogą zostać deportowani do kraju pochodzenia. Z tym wiążą się kolejne koszty. Z naszych rozmów z obywatelami Syrii, którzy znaleźli się w takiej sytuacji, wynika, że są oni wówczas zmuszeni do zapłaty kolejnym przemytnikom, by znów znaleźć się na terytorium Libanu (obecnie przebywa tu ok. 2 mln Syryjczyków, którzy uciekli z kraju po wybuchu wojny w 2011 r.).

Na tym tle przeprawa przez granicę z Polską jawi się jako proste zadanie: żeby dostać się przez Rosję i Białoruś do UE, zwykle współpracuje się z dwoma przemytnikami. Jeden organizuje podróż z Moskwy do Mińska. Drugi pomaga w dotarciu przez Polskę do Europy Zachodniej.

Migranci otrzymują rosyjskie wizy. Turystyczne lub – coraz częściej – studenckie. Do Rosji lecą samolotami, np. liniami Cham Wings. Samoloty syryjskich linii latają wyłącznie po Bliskim Wschodzie i do Moskwy. Według informacji dostępnych na portalu FlightRadar24 z Damaszku do stolicy Rosji można się wybrać raz w tygodniu. Do kraju Władimira Putina latają również samoloty krajowych linii lotniczych SyrianAir.

Z Moskwy migrujący mieszkańcy Bliskiego Wschodu wyruszają samochodami w kierunku Mińska. Trasa przebiega bezproblemowo, bo między Rosją a Białorusią nie ma kontroli granicznych. Następnie nocują w białoruskiej stolicy i kolejnego dnia wyruszają w kierunku granicy z UE. Bezpośrednio do Polski lub przez Łotwę i Litwę. Na prowadzonych przez przemytników czatach w mediach społecznościowych potencjalni migranci dyskutują na temat bezpieczeństwa w Europie, szczególnie w kontekście obecności członków Grupy Wagnera w Białorusi. „Wszystko jest w porządku, moi koledzy są już w Niemczech” – uspokajają niektórzy.

Z danych Straży Granicznej wynika, że mamy obecnie do czynienia z rekordową liczbą prób przekroczeń granicy. Czaban tłumaczy, że nie przekłada się to na liczbę zgłoszeń, jakie organizacje pomocowe otrzymują od osób docierających na pogranicze. Wskazuje, że próśb o pomoc jest mniej niż na początku kryzysu w 2021 r. – Przyczyny mogą być różne. Z jednej strony docierający mogą nie znać naszych numerów alarmowych. A być może obawiają się kontaktu z aktywistami, którzy mogą np. nieopatrznie ściągnąć na miejsce Straż Graniczną – tłumaczy.

Ze wstępnych obliczeń Frontexu – Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej – wynika, że szlak białoruski wciąż jest najmniej popularnym rozwiązaniem wśród osób poszukujących lepszego życia w Europie.

W pierwszych sześciu miesiącach tego roku liczba wykrytych przez Frontex przypadków przekraczania granic UE wyniosła 132 tys. To o 10 proc. więcej niż rok wcześniej i równocześnie najwięcej od 2016 r. Za większość z nich odpowiada jednak wiodący do wybrzeży Włoch szlak środkowośródziemnomorski. Od stycznia do czerwca liczba przekroczeń wzrosła tam do prawie 65 tys. Była o 140 proc. większa niż rok wcześniej. ©℗

Popularność szlaków migracyjnych w I połowie 2023 r. / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe