- Nie można lekceważyć 200 tys. żołnierzy. Pytanie, czy uda się tylu nazbierać - mówi w rozmowie z DGP Konrad Muzyka, analityk wojskowy specjalizujący się w Rosji i Białorusi, założyciel Rochan Consulting.

Po orędziu prezydenta Putina mobilizacja w Rosji ma objąć ok. 300 tys. ludzi z doświadczeniem bojowym. Ilu faktycznie uda się zmobilizować?
Rosjanie mają bardzo duży potencjał mobilizacyjny. Sam miniser obrony Rosji Siergiej Szojgu powiedział wczoraj, że pełny potencjał wynosi ok. 25 mln ludzi. Szacujemy, że liczba żołnierzy poborowych, którzy odeszli ze służby tylko w ostatnich trzech latach, to ok. 0,5 mln ludzi. Ale w moim przekonaniu ta wojna nie jest zbyt popularna wśród rosyjskiego społeczeństwa.
Pojawiły się już doniesienia o masowym sprawdzaniu w internecie opcji opuszczenia Rosji.
Nie wiemy, ile jest w tym ukraińskiej propagandy. W środę biletów Turkish Airlines z Moskwy do Istambułu na ten tydzień już nie było, a te do Erywania kosztowały majątek. Ale mniejszy lub większy exodus ludzi podpadających pod pobór na pewno będzie miał miejsce. Nie znamy dokładnej skali i tego, jak mocno wojsko będzie zdeterminowane, by tych 300 tys. poborowych jednak zaciągnąć. Sztab generalny będzie polował głównie na tych, którzy stosunkowo niedawno byli w wojsku i nie potrzebują długiego szkolenia.
Jak szybko pierwsi z nich mogą trafić na front?
To kwestia 5-6 tygodni. Wcześniejsze doświadczenia z tej wojny pokazują, że rosyjski sztab generalny nie jest zainteresowany głębokim szkoleniem żołnierzy.
Trudności logistyczne Rosjan widać od początku tego konfliktu. Czy nowi żołnierze będą mieli czym walczyć?
Największą bolączką tej wojny z perspektywy Rosji jest brak piechoty. W pierwszej kolejności mobilizacja będzie miała zapełnić luki piechoty w jednostkach frontowych. To wynika z tego, że Rosjanie weszli w ten konflikt z bardzo zmniejszoną strukturą organizacyjną. Ich typowa batalionowa grupa bojowa powinna mieć od 700 do 900 żołnierzy, a tak naprawdę miała po 500-600. Po stratach z ostatnich miesięcy oni już często nie atakują nawet grupami batalionowymi, lecz kompanijnymi, czyli liczącymi po ok. 200 ludzi. Pojawiły się nawet informacje, że Rosjanie atakowali ukraińskie pozycje czterema wozami BMP-2 i trzema czołgami, czyli 20-30 żołnierzami. To zależy od miejsca - być może w Chersoniu te rosyjskie bataliony są teraz ukompletowane, ale w okolicach Charkowa i na Donbasie sytuacja jest dramatyczna. Ta mobilizacja ma za zadanie podniesienie standardu jednostek piechoty z poziomu plutonowo-kompanijnego z powrotem do poziomu batalionowego. W tym wypadku żołnierz dostaje karabin maszynowy AK-47, kilka magazynków i granatów, ewentualnie jakiś pocisk przeciwpancerny czy RPG i może bronić miasta czy atakować jakąś wioskę. Jeśli chodzi o cięższy sprzęt, to Rosjanie na pewno będą mieli problemy, bo w bazach przechowywania sprzętu nie ma go tyle, by szybko stworzyć kilkanaście pułków zmechanizowanych bądź pancernych.
Konrad Muzyka, analityk wojskowy specjalizujący się w Rosji i Białorusi, założyciel Rochan Consulting / Materialły prasowe
Pojawiają się głosy, że ta mobilizacja to musztarda po obiedzie i za późno, by zmienić obraz tej wojny, by Rosja przekonująco wygrała.
Za wcześnie na takie oceny. Nie wiemy, jaki będzie rezultat rosyjskiej mobilizacji, nie wiemy, jak odpowiedzą Ukraina i NATO. Jeśli Rosjanom uda się zmobilizować 200 tys. żołnierzy, z których połowa trafi na front, to będzie to pokaźna siła, której nie wolno lekceważyć. Ona w dużym stopniu skomplikuje operacje ukraińskie. Rosjanie weszli w wojnę, posiadając ok. 200 tys. żołnierzy przy granicach z Ukrainą. 100 tys. ludzi pozwoli im uzupełnić straty, jakie ponieśli od początku konfliktu. To być może pozwoli im utrzymać dotychczas zajęte tereny i terytoria, które chcą anektować w najbliższych dniach.
Obrońcy ukraińscy mówią, że tylko w wojsku służy obecnie ok. 700 tys. ludzi, nowi są cały czas szkoleni m.in. w Polsce i Wielkiej Brytanii. Przewaga liczebna wciąż będzie po stronie obrońców.
Tak, i ich potencjał mobilizacyjny wciąż się nie wyczerpał. Oni kilka tygodni temu przestali przyjmować wolontariuszy, bo uznali, że siły, które mają, są wystarczające do osiągnięcia ich celów. Można się więc spodziewać, że teraz uruchomią nową falę mobilizacji. A biorąc pod uwagę wsparcie z Zachodu, można zakładać, że wyposażenie osobiste żołnierzy będzie na o wiele wyższym poziomie niż to rosyjskich.
Rozmawiał Maciej Miłosz