- Uważam za niezbędne poparcie propozycji ministerstwa obrony i Sztabu Generalnego przeprowadzenia w Federacji Rosyjskiej częściowej mobilizacji. Będą jej podlegać tylko obywatele, którzy obecnie znajdują się w rezerwie, przede wszystkim ci, którzy odbywali służbę w siłach zbrojnych, reprezentują określone zawody podlegające kwalifikacji wojskowej i odpowiednie doświadczenie - mówił Władimir Putin w wyemitowanym wczoraj rano, a przeniesionym z wtorkowego wieczoru orędziu. Dekret o mobilizacji został opublikowany natychmiast po jego emisji i zaczął obowiązywać wstecznie od północy 21 października. Szef resortu obrony Siergiej Szojgu uściślił, że do wojska powołanych zostanie 300 tys. osób, którzy przez wysłaniem na front zostaną przeszkoleni.
Reklama

W Rosji mobilizacja prawie powszechna

Reklama
Według Ośrodka Studiów Wschodnich może to zająć dwa miesiące. „Należy jednak przyjąć, że poziom przygotowania będzie stosunkowo niski” - zastrzega OSW, choć przyznaje, że mobilizacja „może przyczynić się do znaczącej zmiany sytuacji na froncie na korzyść agresora”. W treści dekretu nie ma zastrzeżeń, o których mówili Putin i Szojgu, ani ograniczenia kwotowego. Być może te szczegóły znajdują się w utajnionym pkt 7 dekretu. Zgodnie z częścią jawną przed mobilizacją chronią wyłącznie podeszły wiek, zły stan zdrowia i wyrok pozbawienia wolności (choć więźniowie i tak są werbowani przez Grupę Wagnera). Dodatkowo pracownicy zbrojeniówki mogą otrzymać odroczenie. We wtorek Duma zaostrzyła zaś kary dla dezerterów i żołnierzy oddających się do niewoli. W istocie skala mobilizacji będzie więc zależała od władz. Dlatego, zdaniem komentatora Iwana Prieobrażenskiego, trudno ją nazwać częściową.
„Ok. 250 tys. ludzi zostałoby objętych pierwszą falą powszechnej mobilizacji. Jej częściowość jest udawana, żeby nie oburzyć od razu całego kraju” - pisze Prieobrażenski. Równolegle ruszyła mobilizacja przemysłu. We wtorek Putin spotkał się z menedżerami ze zbrojeniówki. - Jednostki kompleksu obronno-przemysłowego powinny jak najszybciej zapewnić dostawy oczekiwanego uzbrojenia i sprzętu - dowodził. W serwisach społecznościowych widać oznaki paniki. Od razu po orędziu Putina wykupiono wszystkie bilety na najbliższe loty do Baku, Erywania, Stambułu i Taszkentu. Rosjanie na potęgę wpisują do wyszukiwarek frazy „jak wyjechać z Rosji” i „jak uniknąć mobilizacji”. Opozycja wezwała do wyjścia na ulice. Protesty miały się odbyć wczoraj wieczorem. Ich start w Moskwie zaplanowano już po zamknięciu tego wydania DGP, ale wcześniej w liczącym 600 tys. mieszkańców Irkucku manifestowało jedynie 60 przeciwników wojny.

Kalendarz aneksji wschodniej Ukrainy przez Rosję

Putin zapowiedział wczoraj aneksję czterech ukraińskich regionów po referendach, które Kreml ma tam zorganizować 23-27 września. - Poprzemy decyzje o przyszłości, które podejmie większość mieszkańców Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, obwodów zaporoskiego i chersońskiego - oświadczył. Głosowanie - nielegalne w świetle prawa międzynarodowego, które zabrania takich praktyk pod okupacją - będzie niemal przymusowe. Marionetkowe administracje obszarów okupowanych deklarują, że „ze względów bezpieczeństwa” komisje będą zbierać głosy, chodząc po domach. Ogłoszone „wyniki” powinny być zgodne z przedstawionym we wtorek „sondażem” mówiącym o poparciu dla aneksji wahającym się od 80 proc. w obwodzie chersońskim do 94 proc. w donieckim.
Z wypowiedzi urzędników można wywnioskować dalsze kroki. Od razu po ogłoszeniu „wyników” okupacyjne administracje poproszą o przyjęcie w skład Federacji Rosyjskiej i podpiszą z Putinem stosowne umowy. Samozwańcze DRL i ŁRL, których niepodległość Rosja uznała w przededniu inwazji, zostaną anektowane pod tymi nazwami, a ich siły zbrojne włączone do rosyjskiej armii, która i dziś sprawuje nad nimi pełną kontrolę. Kolaboranci z obwodów chersońskiego i zaporoskiego pójdą drogą Krymu z 2014 r. i najpierw ogłoszą niepodległość, którą Moskwa uzna, a po krótkim czasie podpisze z nimi podobne umowy, co z Donieckiem i Ługańskiem. Obwód chersoński ma zachować obecną nazwę, za to Zaporoże zmieni się w Kraj Zaporoski.

Putin straszy atomem

Źródła portalu Meduza mówią, że głównym celem referendów jest powstrzymanie ukraińskiego kontrnatarcia. Ukraińcy mieliby nie ryzykować walki na terenie Rosji. Kijów uważa takie podejście za świadectwo braku realizmu, zwłaszcza że wcześniejsze ostrzały Krymu pozostały bez odpowiedzi. - Dezokupację dowolnej miejscowości uznają za napad Ukrainy na Rosję. Stąd wojna i mobilizacja zamiast spec operacji - mówił „Ukrajinśkiej prawdzie” Serhij Hajdaj, szef ługańskiej administracji obwodowej. Świat nie uzna nielegalnych aneksji - niepodległość DRL i ŁRL w ślad za Rosją uznały jedynie Korea Płn. i Syria - ale Moskwa będzie mogła określić kontynuację kontrofensywy „atakiem na jej terytorium” i zagrozić użyciem broni atomowej.
- Przy zagrożeniu dla integralności terytorialnej naszego kraju dla obrony Rosji wykorzystamy wszelkie środki, jakimi dysponujemy. To nie blef - deklarował Putin. Rosyjska doktryna przewiduje, że Moskwa może użyć broni A jako pierwsza jedynie w sytuacji zagrożenia dla istnienia państwa. Eksminister obrony Ukrainy Andrij Zahorodniuk, pytany przez DGP w marcu, czy Kreml może to zrobić, odparł jednak, że „potencjalnie tak”. - To będzie pełna katastrofa także dla Rosji - zastrzegł. Dlatego większość zachodnich ekspertów uważa taki wariant za mało prawdopodobny. Z drugiej strony w kręgach związanych z Kremlem politologów pomysł użycia taktycznych głowic jądrowych bywał rozważany. Choćby w artykule z 2008 r. z „Russkiego żurnała”, opisującym potencjalną inwazję na Ukrainę, który trafnie przewidział operacje Kremla z 2014 i 2022 r.

Partia wojny wygrała

Decyzje o aneksji i mobilizacji zapadły w momencie, gdy Rosja utraciła inicjatywę na froncie i w kompromitujący sposób straciła zajęte wcześniej fragmenty obwodu charkowskiego. Ukraińskie sukcesy początkowo doprowadziły do przełożenia na listopad planowanych wstępnie na 11 września plebiscytów. Ich ponowne przyspieszenie, w dodatku ogłoszone zaledwie trzy dni przed rozpoczęciem głosowania, to zasadnicza zmiana. Meduza przekonuje, że to efekt lobbingu umownej „partii wojny” w otoczeniu Putina, domagającej się dalszej brutalizacji wojny z Ukrainą. Portal wśród najważniejszych przedstawicieli jastrzębi wymienia dowódcę Rosgwardii Wiktora Zołotowa, byłego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa i sekretarza generalnego partii Jedna Rosja Andrieja Turczaka.
Ogłoszenie mobilizacji miało też wyjść naprzeciw oczekiwaniom ultranacjonalistów spoza otoczenia Putina, coraz głośniej oskarżających rządzących o zdradę interesów narodowych i powstrzymywanie się przed konfrontacją z Zachodem. O tym, jak gorące musiały być dyskusje w otoczeniu prezydenta, świadczyły też plotki krążące wśród elit. Źródła DGP mówią, że w okolicach weekendu ważni politycy opozycji wymieniali się „pewnymi” informacjami o szykowanym na 19 września puczu, który mieliby zorganizować przedstawiciele „partii wojny”. Opowiadano o rzekomej blokadzie siedziby Federalnej Służby Bezpieczeństwa, która ma pozostawać lojalna wobec Putina, i niektórych dróg prowadzących do Moskwy.
Do przyspieszenia referendów Putin miał się skłaniać jeszcze przed weekendem. Jeśli wierzyć informacjom Meduzy, podczas czwartkowo-piątkowego szczytu w Samarkandzie prezydenci Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew i Turcji Recep Tayyip Erdoğan przekonywali go do szybkiego zakończenia wojny. Publicznie zrobił to premier Indii Narendra Modi, mówiąc, że „nie żyjemy w epoce wojen”. „Prezydent zareagował na te propozycje «bardzo konfliktowo»” - czytamy. Tymczasem sprzymierzona z Rosją Białoruś zapewniła, że sama nie zamierza przeprowadzać mobilizacji. - To nas nie dotyczy, bo naród białoruski i tak jest zmobilizowany i gotowy do odbicia agresji - powiedział goszczący akurat w Moskwie sekretarz Rady Bezpieczeństwa Białorusi Alaksandr Walfowicz. ©℗
CZEŚĆ TERYTORIUM OKUPOWANA PRZEZ ROSJĘ / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe