W ostatnich dniach w analizach dotyczących wojny w Ukrainie pojawia się sformułowanie „przerwa operacyjna”. Co to znaczy?
To hasło, które ma charakter raczej polityczno-medialny, w sztuce wojennej używa się go rzadko. Patrząc na działania rosyjskie, nie widać żadnej przerwy, jest za to nieco mniejsza aktywność. Im się załamało natarcie, więc przegrupowują żołnierzy. W miejsce tych, którzy zostali pobici, wprowadzają kolejne grupy bojowe. Rosjanie sprowadzają teraz też zapasy paliwa i amunicji dla artylerii, bo te, które były w pobliżu linii frontu, zostały już w dużej części zużyte. Oni zostali pobici na rubieży Bachmutu i choć teraz aktywność jest mniejsza, to wciąż okładają ogniem choćby Siewiersk.
A tę mniejszą aktywność bojową obie strony wykorzystują. Jedna - do lepszego przygotowania natarcia, druga - do obrony.
Reklama
Ukraińcy weszli na rubież obrony Siewiersk - Bachmut, ale one są już mocno zniszczone. W związku z tym, że Rosjanie nie nacierają na całym froncie, to w innych miejscach Ukraińcy wykorzystują czas na wzmacnianie jednostek, ewakuują rannych i przygotowują kolejną rubież obrony w głębi Donbasu, bardziej na zachód. Ale powtórzę, to nie jest żadna przerwa w działaniach wojennych, tylko zmniejszenie aktywności, artyleria strzela przez cały czas.
Czego można się spodziewać na froncie w najbliższych tygodniach?

Reklama
Na kierunku północnym, w okolicach Charkowa nie ma się co spodziewać wielkich ruchów. Ukraińcy chcą wypchnąć najeźdźców za granicę, są aktywni, ale Rosjanie podciągnęli odwody spod Kurska. Jak uda im się pokonać Doniec to wyprą Rosjan, ale na razie nie mają wystarczającego potencjału. A rosyjskie grupy bojowe, które stoją na granicy, choć mocno przetrzebione, nadal ich szachują i są ciągłym zagrożeniem.
Na południowy wschód od Charkowa, na północ od Iziumu Ukraińcy przez cały czas kontratakują prawe skrzydło armii rosyjskiej, której zadaniem jest uderzenie na Donbas i przełamanie obrony ukraińskiej. Rosjanie muszą dzielić siły, dlatego nie mają tam wielkich sukcesów. Dalej na wschód Rosjanie chcą przełamać rubież Siewiersk - Bachmut, ale tutaj też Ukraińcy się trzymają - udało im się załamać natarcie przeciwnika i stąd to gadanie o przerwie. Uderzenie Moskwy na południe od Bachmutu też się załamało.
To północ i Donbas. Co się dzieje na południu?
Ukraińcy na wschód od Zaporoża uderzają niewielkimi siłami w rejonie Melitopolu - tam Rosjanie przechodzą wszędzie do obrony. Ukraińcy przeszkadzają tej obronie, chodzi o to, by Rosjanie nie zdołali się okopać, stworzyć umocnień. A na kierunku chersońskim obrońcy prowadzą dwa uderzenia - już podchodzą pod Chersoń, ale też jednocześnie idą na kierunku Krzywy Róg - Nowa Kachowka. Myślę, że szukają możliwości sforsowania Dniepru na wschód. Gdyby to im się udało, to mają szanse wyjść na kierunek Krymu i na okrążenie Chersonia. Ale do tego jeszcze daleka droga.
Teraz natarcia zarówno Rosjan i Ukraińców idą wolno. Różnica między natarciami Rosjan i Ukraińców polega na tym, że jak ci pierwsi napotkają opór, to i tak atakują, za wszelką cenę idą do przodu i giną jak muchy. Ci drudzy w wypadku silnego oporu rezygnują z natarcia, szukają dróg obejścia obrony, oskrzydlenia, bo chcą minimalizować straty.
W różnych analizach można przeczytać, że Rosjanie wreszcie okrzepli, dostosowali taktykę do warunków i teraz powolutku, niszcząc obronę artylerią, prą naprzód.
Trzeba jednak pamiętać, że oni najlepsze wojska już stracili, teraz 60 proc. żołnierzy, którzy zaczynali, już nie walczy. Najlepszy element żołnierski Rosjanie stracili w Mariupolu, na przeprawach wodnych itd. Na wojnie jest za to coraz więcej rezerwowych i poborowych, jakość tego wojska jest gorsza. Mówiąc wprost: teraz duża część ich wojsk to niewyszkolona zbieranina.
A w jakiej sytuacji są Ukraińcy?
Oni też ponoszą ciężkie straty, szczególnie wokół Donbasu. Ale one i tak są wielokrotnie mniejsze niż u Rosjan. Ukraińcy uzupełniają straty w jednostkach wojskowych, ale też formują nowe w oparciu o zagraniczny sprzęt. One wkrótce będą docierać na front. Już mają gotowe jednostki, ale część z nich utrzymują na północy przy granicy z Białorusią i Rosją, bo nie wiadomo, co tam się będzie działo. Więcej niż jedna brygada jest także przy granicy z Naddniestrzem. W sumie to jest potencjał kilku brygad, którego niestety brakuje na froncie.
Ale te nowe jednostki powoli docierają na front, moim zdaniem zgodnie z szerszym planem obrony. Oni poza łataniem obrony zbierają siły na kontrofensywę na południu. Jeśli uda im się zdobyć przyczółek na południowym brzegu Dniepru, to potem stamtąd ruszą w kierunku Krymu i Mariupolu w celu zamknięcia Rosjanom tego korytarza na Krym. To by oznaczało załamanie się też rosyjskiej operacji na Donbasie.
Jak realny jest taki scenariusz?
Mniej więcej wiemy, jaki jest potencjał rosyjski, ale mamy mało informacji o potencjale ukraińskim. Oni zapowiadali ofensywę w połowie lipca, ale nie wiemy, czy to się uda zrobić. Muszą trzymać północ, Donbas, a nacierać na południu. Gdyby udało im się zwolnić te brygady z granic z Białorusią i Naddniestrzem, to byłoby rewelacyjnie i to byłby duży potencjał do ofensywy.
Jaki wpływ mają dostawy z Zachodu?
Wyrzutnie Himars strzelają na 80 km bardzo precyzyjnie. One są poza zasięgiem artylerii rosyjskiej i mogą atakować wojska, które przygotowują się do walki, czy magazyny amunicji i paliwa w strefie przyfrontowej. I Ukraińcy teraz to robią, to są te obrazki, które widzimy. Ale to nie jest przełom, ta pomoc jest na razie za mała i za słaba. Zachód powinien bardziej wspomóc Ukrainę, wszystkie państwa NATO powinny się zebrać, powiedzieć, co kto może dostarczyć i to natychmiast wdrożyć. I trzeba zwracać uwagę, by ta broń na pewno docierała do wojsk ukraińskich, a nie utykała po drodze.
Gdzie będziemy we wrześniu?
Jasnowidzem nie jestem. Chciałbym, by Ukraińcy do końca września odbili obwody chersoński i zaporoski, zablokowali Krym i gromadzili środki na Donbas. Ale to będzie trudne. Realistyczne jest okrążenie Chersonia i dalsze wyczerpywanie Rosjan. ©℗
Rozmawiał Maciej Miłosz