Z Robertem Aumannem rozmawia Sebastian Stodolak
Rozmawialiśmy ostatni raz 12 lat temu. Od tamtej pory wiele się zmieniło…
O tak, przede wszystkim mam już 92 lata (śmiech).
Ale wciąż wędruje pan wysokogórskimi szlakami.
To prawda, co roku jeżdżę w góry z wnukami i prawnukami. Staramy się jeździć po całym świecie, nie tylko we włoskie Alpy.
Dziś zajmiemy się wojnami. Badał pan je przez całe życie, patrząc na nie jako ekonomista i teoretyk gier. Wykład noblowski zatytułował pan „Wojna i pokój”. Dlaczego skoncentrował się pan na tym zagadnieniu?
Bo wojna jest z nami od zarania cywilizacji, bo nic w historii nie jest bardziej stałym zjawiskiem. Jako ekonomistę, matematyka i teoretyka gier zawsze interesowało mnie pojęcie racjonalności. W tym wykładzie chciałem zwrócić uwagę na to, że zbyt często postrzegamy wojnę jako zjawisko nieracjonalne. Tak ją postrzegając, ludzie sądzą, że promowanie przekonania o jej nieracjonalności jest dobre, bo zapobiega konfliktom. Jeśli jednak wojna jest naprawdę czymś nieracjonalnym, to jak można jej zapobiec? To niemożliwe. Można to czynić tylko wówczas, gdy jest racjonalna. I jest.
W ostatnich latach obserwujemy wzrost globalnych napięć, które pokazują nam raczej, jak bardzo nieracjonalni jesteśmy zarówno jako jednostki, jak i kolektyw. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie.