Reklama

Podczas protestów antyrządowych w Kazachstanie, prezydent kraju Kasym-Żomart Tokajew poprosił Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB – sojusz militarny, do którego należą Armenia, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan oraz Rosja – red) o pomoc. Czy tak silne państwo jak Kazachstan faktycznie potrzebowało pomocy państw sojuszniczych, by ustabilizować sytuację w kraju?

ODKB nie brała udziału w pacyfikacji protestów. Zaangażowanie sił sojuszniczych i Rosji miało nieco inny cel.

Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla na początku stycznia powiedział, że Kazachstan sam sobie poradzi z protestami i nie potrzebuje pomocy ze strony Rosji. Tokajew jednak poprosił o pomoc ODKB, uzasadniając to tym, że „siły zewnętrzne” próbują doprowadzić do zamachu stanu w kraju.

Co ważne, prezydent Kazachstanu nie zwrócił się o pomoc do Rosji, tylko do wszystkich państw ODKB. Swoją prośbę Tokajew przekazał nie na ręce Władimira Putina, ale na ręce Nikoli Pasziniana, ponieważ Armenia pełni w tej chwili prezydencję w ODKB. Paszynian z kolei nie konsultował się z Moskwą, lecz ze wszystkimi państwami członkowskimi, żeby podkreślić multilateralny charakter organizacji.

Co istotne, siły pokojowe nie zostały wysłane do Kazachstanu, żeby tłumić demonstrantów, ale żeby zabezpieczyć sytuację w Kazachstanie, budynki administracji publicznej, infrastrukturę, obiekty wojskowe. Jeżeli patrzymy na to realnie, to zabezpieczyć coś, co już jest zabezpieczone.

To jaki był prawdziwy powód obecności sił ODKB w Kazachstanie?

Prawdziwym powodem nie były protesty, tylko przetasowania w elicie władzy, rozgrywki między Kasymem-Żomartem Tokajewem i Nursułtanem Nazarbajewem.

My obserwując to, co się dzieje w Kazachstanie, skupiamy się na protestach, które są ważne, które doprowadziły do bezprecedensowego rozchwiania państwa, ale trochę nam umyka to, co się wydarzyło równolegle z protestami. Sytuacja wewnętrznego kryzysu w Kazachstanie została wykorzystana przez Tokajewa, aby sięgnąć po pełnię władzy w państwie.

Pokojowa misja ODKB została wysłana po to, aby wesprzeć Tokajewa, zabezpieczyć go w sytuacji, w której przejmowanie władzy w Kazachstanie nie szłoby mu tak sprawnie jak powinno w sytuacji, gdy obecny prezydent mógłby poczuć się zagrożony, a służby wojskowe, policyjne lub specjalne chciałyby zachować swoją lojalność wobec Narazbajewa.

Czy obserwujemy walkę dwóch klanów – Tokajew i Nazrbajew?

Nie do końca. Kasym-Żomart Tokajew był członkiem elity Nazarbajewa. W 2019 roku został prezydentem, bo Nazarbajew mu ufał i uważał, że był najlepszym kandydatem. Nazarbajew prawie trzy lata temu, ustępując z urzędu prezydenta, rozpoczął proces tzw. kontrolowanej sukcesji. Były prezydent mając przykład, jak sukcesja władzy przebiegła w sąsiednim Uzbekistanie w 2016 roku, chciał zrobić to po swojemu. Islom Karimow, prezydent Uzbekistanu zmarł i nie przygotował żadnego scenariusza, nie wskazał kto go zastąpi, co stanie się z jego rodziną, jak ma wyglądać państwo. W związku z tym doszło do poważnych starć w elitach, na których ucierpiała przede wszystkim rodzina Karimowa. Gulnora, najstarsza córka byłego prezydenta do dziś przebywa w uzbeckim łagrze.

Nursułtan Nazarbajew ustępując z urzędu prezydenta chciał zapewnić bezpieczeństwo sobie, swojej rodzinie i najbliższym współpracownikom, ale także zabezpieczyć projekt jego życia, czyli Kazachstan. Chciał, żeby został zachowany taki model polityczny i ekonomiczny, który jako prezydent tworzył przez 30 lat.

Ale Nazarbajew zachował władzę, mimo że nie jest prezydentem od 2019 roku.

Były prezydent uzyskał tytuł Ełbasy, czyli „Ojca narodu”, dający mu status najważniejszej osoby w Kazachstanie. Stworzył również dla siebie Radę Bezpieczeństwa Narodowego, w której sam się mianował dożywotnie przewodniczącym. Rada miała pełnić funkcję kontrolno-nadzorczą wobec prezydenta i rządu. Jak widzimy, władza nie została w pełni przekazana Tokajewowi, ale pozostała z Nazrbajewem, który nadzorował prezydenta, a skoro prezydent miał pod sobą rząd, Nazarbajew kontrolował cały system polityczny. Taki nieformalny układ między Tokajewem i Nazarbajewem funkcjonował do tych protestów.

Co się zmieniło? Tokajew chciał mieć więcej władzy?

Z czasem zaczęło dochodzić do wzrostu ambicji obecnego prezydenta, który nie chciał być tylko adwokatem woli Nazarbajewa, ale chciał sam realizować swoje ambicje i stawać się ośrodkiem władzy, co doprowadzało do stopniowych starć, które swoją kulminację osiągnęły podczas protestów. Doszło do krytyki Nazarbajewa i powiązanych z nim elit oraz do czystek w instytucjach państwowych. Najpierw został odwołany premier, młody technokrata i menedżer, którego mianował Nazarbajew. Później zdymisjonowano Karoma Masimowa, wieloletniego przyjaciela Nazarbajewa, który kierował służbami specjalnymi i był szefem komitetu bezpieczeństwa państwowego. Następnie go aresztowano. Tych wszystkich ludzi zastąpiono ludźmi Tokajewa. Potem doszło do dymisji w wojsku, policji i służbach specjalnych oraz do serii dziwnych wypadków, które udowodniły, że w kraju odbywają się czystki, dowódcy policji wyskakują z okien, a dowódcy służb się wieszają.

Wojska ODKB wychodzą Kazachstanu, czyli możemy mówić, że Tokajew osiągnął swój cel?

Dokładnie tak, proces się dokonał, Tokajew przejął władzę. Złamał układ z Nazarbajewem, zniszczył scenariusz kontrolowanej pokojowej sukcesji. Podkreślić jednak warto, że Tokajew, wzmacniając swoją pozycję polityczną, osłabił system polityczny, jego stabilność i odporność, ale przede wszystkim uzależnił go od wsparcia ze strony Rosji.

Czy wiadomo, gdzie jest teraz Nazarbajew?

Publicznie nie był widziany od początku grudnia ub.r. Wiemy, że w tym roku odbyła się rozmowa telefoniczna między Nazarbajewem a Łukaszenką, nie Putinem. To też podkreśla wizerunkowo fakt, że Rosja stawia na Tokajewa. Skoro rozmawiał to wiemy, że były prezydent żyje, ale nie znamy innych szczegółów. Elity związane z Nazarbajewem, jego rodzina, bliscy współpracownicy i biznesmeni już zdążyli uciec np. do Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Kirgistanu. Wiedzą, że w państwie trwa czystka. Początkowo objęła administrację publiczną i resorty siłowe, ale z czasem czystka dojdzie również do biznesu.

Wiemy jak na protesty reagował Kreml i państwa Zachodu. Jaka była reakcja Chin na wydarzenia w Kazachstanie?

Chiny nie mają interesu wspierać Nursułtana Nazarbajewa, wspierają tego, kto rządzi Kazachstanem. Chinom zależy na stabilnym sąsiedzie, w związku z czym popierają i pozytywnie odnoszą się do interwencji przeprowadzonej przez ODKB. Po pierwsze nie chcą, aby Kazachstan został zarodnikiem niestabilności, po drugie Chiny same w sobie nie lubią protestów, odbierają to jako zagrożenie dla własnego państwa, a po trzecie mają interesy gospodarcze w Kazachstanie i żeby były one kontynuowane, musi być tam stabilnie i bezpiecznie. Chinom jest obojętne czy zapewnia to reżim demokratyczny czy autorytarny, Tokajew czy Nazarbajew. Dla nich jest ważne robienie interesów w Kazachstanie, a obecny prezydent im to gwarantuje.

Czy w protestach, które ogarnęły kraj na początku stycznia był lider, który prezentował postulaty protestujących?

To były protesty oddolne, zdecentralizowane, bez żadnej koordynacji, w związku z czym nie było kogoś, kto by wyszedł i powiedział „jestem przywodzą protestów i to są nasze postulaty”. Wynika to z tego, że przed 30 lat władze Kazachstanu skutecznie dławiły jakiekolwiek przejawy dzielności opozycyjnej, zapobiegały sytuacji, w której powstałaby jakaś realna alternatywa polityczna.

Podczas protestów nie było lidera, co na początkowym etapie było problemem, ponieważ kiedy prezydent Tokajew zaproponował politykę ustępstw, to nie miał z kimś rozmawiać, nie było łącznika między protestującymi a władzą.

O jaką politykę ustępstw chodzi?

Tokajew postanowił przyjąć miękką strategię, czyli wyjść naprzeciw demonstrantom i zaproponować pewne ustępstwa. Prezydent ogłosił, że dymisjonuje rząd, ponieważ to rząd jest odpowiedzialny za złą sytuację ekonomiczną w państwie oraz zaproponował szereg rozwiązań społeczno-ekonomicznych, jak np. obniżenie cen gazu i zamrożenie ich na pół roku, na poziomie w zasadzie sprzed roku oraz stworzenie funduszy państwowych, które miałyby pomagać osobom biednym, zniwelować dysproporcje, szczególnie w kręgach przemysłowych. Warto podkreślić, że zaproponowane zmieniany są doraźne, one nie prowadzą do zmiany modelu rozwojowego Kazachstanu. Zmiany miały na celu tu i teraz ugłaskać demonstrantów, żeby się rozeszli i stracili powód protestów.

Ale propozycje Tokajewa nie zatrzymały protestów.

Tak, protesty zyskując charakter polityczny już miały tak duży rozpęd, że tego typu doraźne propozycje nie mogły zatrzymać Kazachów. Władze zdały sobie sprawę, że miękka polityka ustępstw nic nie daje. Jedyne rozwiązanie dla państwa autorytarnego jakie pozostaje w tej sytuacji, to jest rozwiązanie siłowe. Rozpoczęto więc przygotowanie policji i wojska do tego, aby te protesty spacyfikować za wszelką cenę przy użyciu wszystkich możliwych instrumentów.

W sytuacji, kiedy polityka ustępstw kontrolowanych nie przynosi efektów, protestujących trzeba albo zabić, albo wsadzić do aresztu i taką właśnie strategię przyjęto.

Jaki jest bilans protestów antyrządowych w Kazachstanie?

Kilkanaście tysięcy osób trafiło do aresztu, a około 200 osób jest zabitych - zgodnie ze statystykami przedstawianymi przez Kazachstan. Nie wierzę w te statystyki, ponieważ w sytuacji, kiedy prezydent wydaje polecenie strzelać bez ostrzeżenia do cywilów i tego typu działania prowadzone są równolegle w kilkunastu miastach Kazachskich, śmierć 200 osób jest mało prawdopodobna. Myślę, że zginęło ich więcej. Podkreślam, że te protesty stłumiono krwawo, żeby poradzić sobie z nimi tu i teraz, bo nie można było sobie pozwolić na dalszą destabilizację sytuacji w państwie oraz żeby dać nauczkę protestującym – ludzie, którzy będą chcieli wyjść protestować za miesiąc, rok czy za 10 lat będą wiedzieli, że zostaną zabici, trafią do aresztu i nie osiągną swoich celów politycznych.

Czy możemy mówić, że sytuacja w Kazachstanie została uregulowana?

Protesty się skończyły, ale źródło tych protestów nadal istnieje. Dysproporcje społeczne w Kazachstanie, sytuacja bytowa ludności, autorytarny reżim – to wszystko jest, a nastroje antyrządowe w wyniku krwawego spacyfikowania protestów tylko się wzmocnią. Kazachom będzie trudniej wyjść na ulicę, wiedząc, że mogą zostać zamordowani przez swoją własną władzę. Jednak niezadowolenie społeczne prędzej czy później będzie musiało wypłynąć na powierzchnię, co będzie mogło ponowne doprowadzić do sytuacji destabilizacji w Kazachstanie, w której reżim znów będzie musiał polegać na wsparciu ze strony Moskwy.