Reklama
Zjednoczone Emiraty Arabskie miały kupić od Stanów Zjednoczonych m.in. 50 myśliwców F-35, drony Reaper i inną zaawansowaną technologicznie broń. Cała umowa opiewała na kwotę 23 mld dol. Uzgodniona została jeszcze przez prezydenta Donalda Trumpa, który oczekiwał, że władze w Abu Zabi podpiszą dzięki temu porozumienie o normalizacji stosunków z Izraelem. Transakcję skomplikowało przejęcie władzy przez Joego Bidena, który zdecydował o obwarowaniu umowy dodatkowymi obostrzeniami. Te nie spodobały się Emiratczykom.
Samoloty F-35 zostały stworzone w latach 80. XX w., ale wraz z pojawianiem się na rynku kolejnych generacji do ich systemów były wprowadzane rewolucyjne rozwiązania technologiczne. Te z kolei dawały Amerykanom zdecydowaną przewagę w zakresie bezpieczeństwa. – W sytuacji, kiedy można byłoby takie rozwiązania zinfiltrować i duplikować, USA straciłyby swoją pozycję – mówi ekspert Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego Krystian Zięć. Administracja Stanów Zjednoczonych obawia się więc, że jeśli samoloty ich produkcji latałyby bez odpowiednich restrykcji, to szybko stałyby się celem dla chińskiego wywiadu. Takiego scenariusza nie wyklucza m.in. dowódca Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych gen. Kenneth F. McKenzie, który mówił niedawno, że jest zaniepokojony ryzykiem transferu technologii do Pekinu. – Stany Zjednoczone ciężko pracowały, by zapewnić zadowalające rozwiązanie tego problemu – przekonywał.
Dla Emiratczyków kwestia możliwości operacyjnych sprzętu wydaje się drugorzędna. – Kupowanie broni jest efektem polityki, którą prowadzą – tłumaczy Zięć. Państwo przez lata było uzależnione od USA w kwestii bezpieczeństwa, dlatego dług wdzięczności spłacało, wybierając broń amerykańskich producentów. Sytuację zmienił nowy układ w stosunkach międzynarodowych, w ramach którego Chiny kwestionują hegemonię amerykańską. Swoją obecność eksponują przede wszystkim w Azji Centralnej i Zachodniej oraz Afryce. Położone tam państwa zaczynają się zastanawiać, czy współpraca ze Stanami to jedyna właściwa droga. – W konsekwencji w regionach tych dochodzi do coraz odważniejszego eksplorowania chińskiego biznesu. Pojawia się dzięki temu więcej technologii, a wraz z nią więcej wywiadu – tłumaczy Zięć.
W miarę przeciągania się rozmów w sprawie zakupu F-35, Emiraty znalazły się w potrzasku, próbując zachować równowagę w stosunkach z Waszyngtonem i Pekinem. Chiny są obecnie jednym z najbliższych partnerów handlowych ZEA, a Amerykanie coraz częściej wyrażają zaniepokojenie rodzącą się między państwami współpracą w zakresie bezpieczeństwa. Wiosną stosunki ZEA i USA zostały zresztą z tego powodu nadszarpnięte. Amerykański wywiad odkrył wówczas, że Chińczycy potajemnie budowali bazę wojskową w porcie handlowym na terenie kraju. Prace wstrzymano, ale nie wiadomo, czy nie zostaną w najbliższych latach wznowione.
Stany niepokoją także stosunki Abu Zabi z chińskim gigantem technologicznym Huawei, który zapewnia ZEA infrastrukturę komunikacyjną. Urzędnicy amerykańscy przekonują, że chiński rząd może wykorzystać sprzęt prywatnej firmy do szpiegowania. Cytowani przez „Financial Times” anonimowi urzędnicy z Abu Zabi argumentują jednak, że istnieje niewiele opłacalnych alternatyw dla technologii 5G oferowanej przez Huawei.
– Stany Zjednoczone pozostają preferowanym dostawcą ZEA w zakresie zaawansowanych technologii obronnych, a dyskusje na temat F-35 mogą zostać ponownie otwarte w przyszłości – poinformował urzędnik ZEA w rozmowie z „The Wall Street Journal”. Ale decyzja o zawieszeniu rozmów toczyła się nieco ponad tydzień po tym, jak władze w Abu Zabi zawarły umowę o wartości ponad 17 mld euro z Francją na zakup 80 odrzutowców Rafale i 12 śmigłowców Caracal produkowanych przez Dassault Aviation i Airbus. – Obecnie większość państw próbuje balansować, kupując broń od różnych graczy. Na razie nikt nie robi takich zakupów w Chinach, ale samo to, że nie wybierają już wyłącznie sprzętu amerykańskiego, może oznaczać, że pozycja USA się osłabia – komentuje Zięć.
– Jeśli Emiratczycy będą zainteresowani, to my jesteśmy gotowi, by iść naprzód – przekonywał sekretarz stanu USA Antony Blinken podczas ubiegłotygodniowej wizyty w Malezji. Nie wiadomo, czy władze ZEA zdecydują się na powrót do rozmów. Ich upadek mógłby wzmocnić przekonanie wśród państw Bliskiego Wschodu, że rola Stanów Zjednoczonych jako gwaranta bezpieczeństwa w regionie maleje. Sojusznicy USA są zaniepokojeni serią wydarzeń, które miały miejsce w ostatnich latach: zaczynając od rozmów nuklearnych z Iranem prowadzonych przez administrację prezydenta Baracka Obamy, kończąc na chaotycznej ewakuacji wojsk amerykańskich z Kabulu w sierpniu tego roku. Po tym, jak Stany zmniejszyły swoje militarne zaangażowanie w Azji Zachodniej, nie mogą sobie jednak pozwolić na kryzys w relacjach z państwami Zatoki. – Zresztą, choć kontrakt z ZEA był bardzo duży, to producent tych samolotów ma zamówienia na kilkadziesiąt lat do przodu – kwituje Zięć.