Reklama
– Przysięgam, że będę poświęcać swoją energię dla dobra narodu niemieckiego, zwiększać jego dobrobyt, zapobiegać szkodom, przestrzegać i bronić ustawy zasadniczej i praw Federacji oraz sumiennie wypełniać swoje obowiązki i każdemu oddawać sprawiedliwość – przysięgał wczoraj Olaf Scholz, nowy kanclerz Niemiec. Uzyskał 395 głosów poparcia, a przeciw było 303 wybranych pod koniec września posłów. W przeciwieństwie do odchodzącej po czterech kadencjach kanclerz Angeli Merkel, Scholz nie dodał przy zaprzysiężeniu zwrotu „tak mi dopomóż Bóg”. Lewicowo-liberalny rząd popierają trzy partie: socjaldemokraci (SDP), Zieloni i liberałowie z Wolnej Partii Demokratycznej. Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna po 16 latach przeszła do opozycji.
Oprócz Scholza rząd utworzy osiem kobiet i ośmiu mężczyzn. W historii Niemiec tak wyrównanej pod kątem płci ekipy ministrów jeszcze nie było. Nowo powołani urzędnicy od razu przystąpią do pracy. Już w piątek z krótką wizytą roboczą Warszawę odwiedzi Annalena Baerbock, która od wczoraj kieruje ministerstwem spraw zagranicznych. Wcześniej odwiedzi z kolei Paryż i Brukselę.
Będzie to wizyta zapoznawcza, nie należy się więc spodziewać żadnych przełomowych deklaracji. Nie zmienia to faktu, że w najbliższych miesiącach możemy się w Berlinie spodziewać bardziej wyrazistego stanowiska w sprawie sporu Warszawy i Brukseli w kwestii praworządności. Baerbock wypowiadała się także o potrzebie zmiany niemieckiej polityki w stosunku do Rosji i Chin. Pierwszym sprawdzianem jej deklaracji będzie kryzys na granicy ukraińsko-rosyjskiej.
W niedzielę do Warszawy ma z kolei przylecieć kanclerz Scholz. Także on wcześniej odwiedzi Paryż, ale to, że Warszawa znalazła się wysoko na liście odwiedzanych stolic, sygnalizuje, że nowy gabinet jest otwarty na współpracę z rządem Prawa i Sprawiedliwości. Trudno spodziewać się jednak radykalnych zmian w relacjach na linii Berlin–Warszawa, ponieważ problemy pozostają te same. Gazociąg Nord Stream 2 wciąż jest kością niezgody, a w najbliższych latach coraz ostrzejsze staną się problemy w podejściu do transformacji energetycznej (Niemcy właśnie wyłączają ostatnie reaktory atomowe, a Polska chce budować nowe) czy wizji przyszłości Unii Europejskiej. W tej ostatniej sprawie rząd niemiecki będzie stawiał na znacznie dalej idącą federalizację. Jeśli chodzi o sprawy krajowe, nowy rząd Niemiec musi się przede wszystkim zmierzyć z kolejną falą pandemii. Od kilku tygodni za Odrą jest ponad 50 tys. zakażeń dziennie i są regiony, w których system opieki zdrowotnej jest na granicy wydolności. Scholz zapowiedział, że do końca roku zostanie wykonanych kolejnych 30 mln szczepień, ale może być to trudne do osiągnięcia.