Rzecznik Pentagonu John Kirby poinformował w czwartek, że w stolicy Afganistanu, Kabulu, doszło tego dnia do wybuchu. Dodał, że eksplozja nastąpiła poza terenem portu lotniczego, a liczba ofiar nie jest na razie ustalona.

"Podamy dodatkowe szczegóły, kiedy będziemy w stanie to zrobić" - zapowiedział.

Reklama
Co najmniej 40 zabitych i 120 rannych zostało w czwartek zawiezionych do szpitali w Kabulu w wyniku zamachów bombowych pod lotniskiem - przekazał na Twitterze afgański reporter dziennika "New York Times" Fahim Abed. Jak dodał, większość rannych jest w stanie krytycznym.

Amerykański portal Politico podaje, powołując się na źródło w amerykańskiej administracji, że sprawcą czwartkowego ataku w Kabulu był zamachowiec samobójca z dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie (IS). Nadal nikt nie przyznał się do zorganizowania ataku.

Reklama

CNN podała, że o wydarzeniu poinformowany został prezydent USA Joe Biden.

Stacja ta informowała wcześniej, że do eksplozji doszło na terenie kabulskiego lotniska.

Dziennik "Wall Street Journal" podaje, że po czwartkowym wybuchu w Kabulu na miejscu jest wiele ofiar. Agencja Reutera informuje, powołując się na przedstawiciela władz USA, że eksplozja była dziełem zamachowca samobójcy.

"Zdaje się, że do eksplozji doszło blisko Hotelu Baron na przeciwko lotniska w Kabulu. Baron był głównie używany przez Brytyjczyków. Wiele ofiar" - podał na Twitterze korespondent "WSJ" Dion Nissenbaum.

Reuters podał, że doniesienia o zamachowcu samobójcy są wstępne i mogą ulec zmianie.

Talibowie: Co najmniej 13 ofiar śmiertelnych

Co najmniej 13 osób, w tym kobiety i dzieci, zginęło w czwartek w wybuchu niedaleko lotniska w Kabulu - poinformowali talibowie, cytowani przez agencję Reutera. Tymczasem według telewizji Al-Dżazira, która również powołuje się na talibów, zabitych i rannych było co najmniej 11, a wśród nich byli obcokrajowcy.

Według doniesień, wśród ofiar są także talibowie strzegący lotniska.

Z kolei rosyjski MSZ podał informację o dwóch zabitych i 15 rannych osobach.

Amerykańskie media przekazały tymczasem, że obrażenia odniosło kilku żołnierzy USA, choć dokładna liczba nie jest jasna.

CNN podaje, że mimo wybuchu loty z lotniska nadal się odbywają; od czasu zamachu pas startowy opuścił co najmniej jeden samolot.

Przydacz: W Kabulu nie ma żadnego polskiego dyplomaty

"Nie chcieliśmy dłużej narażać zdrowia i życia naszych konsulów, tak więc w dniu dzisiejszym rano wylądował ostatni samolot z cywilami. W tym momencie w Kabulu nie ma żadnego polskiego dyplomaty, są oni już w bezpiecznym miejscu" - zapewnił wiceszef MSZ. Jak dodał, polscy dyplomaci już od czwartkowego poranka nie pojawiali się w miejscu zagrożenia. "Dzięki Bogu udało się uchronić życie i zdrowie naszych ludzi" - mówił wiceszef MSZ.

Dodał, że informacje jakie docierają z Kabulu są bardzo niepokojące. "Jest mowa o wybuchach, rannych, o ofiarach śmiertelnych, także o rannych ze strony amerykańskiej. Będziemy je wszystkie weryfikować" - zapewnił.

"Podkreślam raz jeszcze: polskich dyplomatów w Kabulu już nie ma, także i tych osób, które chcieliśmy ewakuować nie ma w Kabulu. Operacja ewakuacyjna także i naszych sił przebiega zgodnie z planem - przez Uzbekistan, następnie do Warszawy. Jestem przekonany, że najpóźniej jutro wszyscy nasi ludzie, wszyscy nasi obywatele, będą już bezpieczni w Warszawie" - powiedział Przydacz.

Doszło do dwóch eksplozji

Co najmniej trzech amerykańskich Marines odniosło rany w wyniku eksplozji przed lotniskiem w Kabulu - podały amerykańskie media. Tymczasem tureckie ministerstwo obrony poinformowało, że były dwie eksplozje.

Turcja podała, że w zamachu nie ucierpiał żaden jej żołnierz. Podobne informacje przekazały Niemcy.

Według brytyjskiej telewizji Sky News, do obu wybuchów doszło w kanale ściekowym pod jedną z bram lotniska, Abbey Gate.

Ambasada USA w Kabulu wydała ostrzeżenie, informując o "dużym wybuchu" oraz doniesieniach o strzałach z broni palnej.

Wcześniej ambasada USA i przedstawiciele innych krajów ostrzegali o możliwym zamachu ze strony Państwa Islamskiego, wzywając ludzi gromadzących się przed bramami lotniska do opuszczenia terenu.