Streszczenie. Konflikty zbrojne i wojny handlowe

Drugi rok prezydentury Donalda Trumpa zapowiada się jako kontynuacja wyzwań z pierwszego roku urzędowania. Konflikt na Ukrainie pozostaje nierozwiązany, mimo prób mediacji i licznych spotkań z obiema stronami. Na Bliskim Wschodzie sytuacja pozostaje napięta – choć obowiązuje zawieszenie broni w Strefie Gazy, nadal dochodzi tam do regularnych ataków na ludność cywilną. Wysoki poziom przemocy utrzymuje się również na Zachodnim Brzegu, a rozejm między Izraelem a Hezbollahem pozostaje kruchy.

Równocześnie Trump kontynuuje agresywną politykę protekcjonistyczną. Po krótkim okresie pauzy w tego typu akcjach, prezydent ogłosił, że od 1 lutego wprowadzi dodatkowe 10-proc. cła na towary z ośmiu krajów europejskich, jeśli nie zgodzą się one na przekazanie Grenlandii Stanom Zjednoczonym. Nowe taryfy mają objąć Danię, Finlandię, Francję, Holandię, Niemcy, Norwegię, Szwecję oraz Wielką Brytanię.

Niewykluczone, że działania te będą prowadzić do dalszego spadku poparcia dla jego polityki, zarówno w USA, jak i na świecie. Rok po zaprzysiężeniu Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych większość Polaków, bo prawie 58 proc., krytycznie postrzega jego politykę zagraniczną, zwłaszcza wobec Ukrainy, Rosji i Unii Europejskiej, uznając ją za niekorzystną z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski – wynika z sondażu CBOS przeprowadzonego na zlecenie DGP. Z badania SSRS dla CNN wynika, że również 58 proc. amerykańskich respondentów uznaje pierwszy rok urzędowania Trumpa za porażkę.

Rok Trumpa: jak zmienił świat

20 stycznia 2025 r. Donald Trump złożył przysięgę na Kapitolu i został zaprzysiężony na drugą kadencję w roli prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pierwsze decyzje podjął natychmiast. Już na początku urzędowania ogłosił zmianę nazwy Zatoki Meksykańskiej na Amerykańską oraz zapowiedział zamiar przejęcia Grenlandii od Danii. Za swój główny priorytet uznał jednak zakończenie dwóch trwających konfliktów zbrojnych: wojny w Ukrainie oraz walk w Strefie Gazy.

Wojna w Strefie Gazy

Początkowo Trump proponował, by zniszczoną przez izraelskie działania wojenne Strefę Gazy przekształcić w „bliskowschodnią riwierę”. W lutym 2025 r., po spotkaniu z premierem Izraela Binjaminem Netanjahu, oświadczył, że Stany Zjednoczone przejmą kontrolę nad palestyńską eksklawą. – Będziemy jej właścicielami i weźmiemy odpowiedzialność za usunięcie wszystkich niewybuchów oraz innej broni znajdującej się na jej terenie – zapowiadał, sugerując, że USA stworzą tam turystyczny raj i tysiące nowych miejsc pracy.

Plan Trumpa zakładał wysiedlenie około 2 mln Palestyńczyków do krajów takich, jak Jordania czy Egipt. „Wypowiedzi prezydenta USA odzwierciedlają nieludzkie i nierealistyczne podejście do jednej z najbardziej złożonych kwestii na świecie. Przymusowe wysiedlenia stanowią rażące naruszenie prawa międzynarodowego i praw człowieka, co według standardów międzynarodowych można uznać za czystki etniczne” – przekazała wówczas w oświadczeniu dla DGP ambasada Palestyny w Warszawie.

Z czasem Trump wycofał się z najbardziej kontrowersyjnych elementów swojego projektu i doprowadził do zawarcia kruchego zawieszenia broni w palestyńskiej enklawie. Obecnie toczą się rozmowy na temat powojennej przyszłości tego terytorium.

Wojna w Ukrainie

Podobnego sukcesu Trumpowi nie udało się jednak osiągnąć na wschód od granic Polski. Jego działania od początku cechowała niechęć wobec prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który 28 lutego złożył swoją pierwszą w tej kadencji Trumpa wizytę w Waszyngtonie. Celem spotkania miało być podpisanie umowy dotyczącej dostępu amerykańskich firm wydobywczych do eksploatacji ukraińskich metali ziem rzadkich. Porozumienie nie zostało jednak zawarte, bo w trakcie rozmów w Gabinecie Owalnym doszło do ostrej wymiany zdań z Trumpem i jego zastępcą J.D. Vance'em.

– Nie mów nam, co mamy czuć. Próbujemy rozwiązać problem. Nie jesteś w pozycji, by dyktować – mówił Trump do Zełenskiego. Do rozmowy włączył się także wiceprezydent Vance, sugerując prezydentowi Ukrainy, by podziękował amerykańskiemu przywódcy. Po spotkaniu Trump oświadczył, że doszedł do wniosku, iż Zełenski nie jest gotowy na pokój. – Będzie mógł wrócić, gdy będzie gotowy – dodał. Ukraińska delegacja została następnie poproszona o opuszczenie Białego Domu.

Choć w kolejnych miesiącach relacje między Waszyngtonem a Kijowem udało się częściowo unormować, Moskwa mogła liczyć na wyraźnie lepsze traktowanie. Władimir Putin został przyjęty podczas szczytu przywódców Rosji i USA w Anchorage na Alasce z pełnymi honorami. Rozwinięto przed nim czerwony dywan, a Trump przywitał go oklaskami. Jak tłumaczył w rozmowie z DGP były urzędnik Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA, tak odmienny stosunek do Zełenskiego i Putina wynikał z trwałej fascynacji Trumpa rywalizacją USA–ZSRR oraz logiką zimnej wojny.

– Myślę, że chce być postrzegany jako odpowiednik wielkiego rosyjskiego przywódcy. Zawsze miał słabość do Putina i uważa go za odnoszącą sukcesy osobowość publiczną – ocenił rozmówca. Mimo zapowiedzi zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej w ciągu „24 godzin” od objęcia urzędu, termin ten szybko okazał się nierealny. Rok później, po serii dramatycznych spotkań na najwyższym szczeblu, konflikt pozostaje nierozwiązany, a opracowany przez USA 28-punktowy plan pokojowy utknął w martwym punkcie.

Nie udało się także doprowadzić do bezpośredniego spotkania Putina i Zełenskiego, mimo nałożenia przez Stany Zjednoczone sankcji na dwie największe rosyjskie firmy naftowe oraz wprowadzenia wysokich ceł wobec Indii, kupujących rosyjską ropę. W Kongresie narasta frustracja wobec sposobu, w jaki administracja Trumpa prowadzi proces pokojowy, a sojusznicy USA w NATO coraz częściej kwestionują, czy Biały Dom w wystarczającym stopniu uwzględnia interesy Europy. Dążenia do zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej pozostaną jednym z głównych wyzwań Trumpa w drugim roku jego drugiej kadencji.

Wojna handlowa

Wiele emocji, a jeszcze więcej chaosu, w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzbudzały także spory o innej naturze – wojny handlowe. Od momentu powrotu do Białego Domu prezydent Trump sięga po cła na bezprecedensową skalę i z niespotykaną dotąd agresją. Kierując się przekonaniem, że „cła służą temu, by ponownie uczynić Amerykę bogatą”, przekształcił politykę handlową w toporne narzędzie ekonomiczne. Trump wielokrotnie ogłaszał wprowadzenie nowych taryf, by następnie je wstrzymywać lub modyfikować.

Przykładem był 2 kwietnia, określony przez administrację mianem Dnia Wyzwolenia, kiedy zapowiedziano nałożenie szerokiego pakietu nowych ceł na ok. 60 państw i bloków handlowych notujących wysoką nadwyżkę w handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Byłby to największy wzrost ceł w USA od niemal stu lat. Choć tydzień później administracja zapowiedziała zawieszenie tych taryf na 90 dni – z wyjątkiem bazowej stawki w wysokości 10 proc. – w celu umożliwienia negocjacji, sama strategia zdążyła wstrząsnąć rynkami finansowymi oraz relacjami handlowymi Stanów Zjednoczonych.

Jak wskazuje think tank Council on Foreign Relations (CFR), polityka ta miała również istotne konsekwencje dla pięciu celów handlowych, które administracja Trumpa w różnych momentach wskazywała jako uzasadnienie dla wprowadzania ceł: odbudowy przemysłu w USA, ograniczenia deficytów handlowych, zwalczania nieuczciwych praktyk handlowych, ochrony bezpieczeństwa narodowego oraz zwiększenia wpływów budżetowych.

Pierwszy rok drugiej kadencji Trump zakończył serią głośnych i kontrowersyjnych decyzji. Zarządził bardziej agresywną operację federalną przeciwko imigracji w Minnesocie, która zakończyła się śmiertelnym postrzeleniem nieuzbrojonej Amerykanki przez funkcjonariusza federalnego. Nadzorował operację w Wenezueli, której celem było schwytanie prezydenta Nicolása Maduro.

Równolegle powrócił do kontrowersyjnego pomysłu przejęcia Grenlandii oraz zdecydował o nałożeniu ceł na część państw europejskich, uzależniając ich zniesienie od zgody na sprzedaż wyspy Stanom Zjednoczonym. Groził także ponownym zbombardowaniem Iranu, po tym jak w czerwcu dopuścił się pierwszego takiego ataku podczas 12-dniowej wojny izraelsko-irańskiej.

Działania Trumpa spotykają się z coraz większą krytyką. Rok po jego zaprzysiężeniu na prezydenta Stanów Zjednoczonych większość Polaków krytycznie postrzega jego politykę zagraniczną, zwłaszcza wobec Ukrainy, Rosji i Unii Europejskiej, uznając ją za niekorzystną z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski. Z sondażu CBOS przeprowadzonego dla DGP wynika, że 31,4 proc. respondentów wypowiada się o tych działaniach zdecydowanie negatywnie, a 26,5 proc. raczej negatywnie. Z kolei 7,1 proc. badanych wyraża jednoznacznie pozytywną opinię, natomiast 25,1 proc. ma nastawienie raczej przychylne, przy jednoczesnych zastrzeżeniach wobec części działań administracji USA.

Tymczasem z amerykańskiego sondażu przeprowadzonego przez SSRS na zlecenie CNN wynika, że 58 proc. respondentów uznaje pierwszy rok urzędowania Donalda Trumpa za porażkę. Większość Amerykanów uważa, że prezydent skupia się na niewłaściwych priorytetach i podejmuje zbyt mało działań, by przeciwdziałać rosnącym kosztom życia, które są postrzegane jako najważniejszy problem w USA. Efektem rozczarowania były słabe wyniki republikanów w jesiennych wyborach.

Środek kadencji: czego można się spodziewać w drugim roku rządów Trumpa?

Trump liczy na uznanie siebie za architekta pokoju. Jego groźby wobec Grenlandii, a także wobec państw takich, jak Kolumbia, mogą jednak przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Podobnie w przypadku zakończenia największego konfliktu w Europie od czasów II wojny światowej jego zespół w 2026 r. najpewniej napotka podobne trudności, jakie wystąpiły w pierwszym roku prezydentury.

Moskwa odmawia wstrzymania ofensywy i ataków na ukraińską infrastrukturę cywilną i energetyczną oraz stanowczo sprzeciwia się obecności zachodnich wojsk na terytorium Ukrainy w ramach przyszłych gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa. Ukraina natomiast odrzuca żądania oddania części swojego terytorium Rosji i nie zamierza wstrzymać walk bez uzyskania takich gwarancji.

Wobec zarzutów, że Trump i jego administracja są zbyt pobłażliwi wobec Kremla, 2026 r. może stać się okresem, w którym większą inicjatywę przejmą europejscy sojusznicy Ukrainy. Francja i Wielka Brytania zapowiedziały wysłanie wojsk nad Dniepr w przypadku zawarcia porozumienia pokojowego. Unia Europejska rozważa utworzenie „ściany dronów” przeciwdziałającej rosyjskim wtargnięciom, a państwa NATO rozpoczęły proces zwiększania wydatków obronnych w obliczu bardziej niestabilnego porządku światowego.

Również na Bliskim Wschodzie dążenia do trwałego pokoju napotykają poważne trudności. Od czasu zawieszenia broni między Izraelem a Hamasem, wynegocjowanego przez Trumpa w październiku 2025 r., izraelskie siły zabiły setki Palestyńczyków i zniszczyły tysiące budynków w Strefie Gazy. Kilku izraelskich żołnierzy zginęło od początku rozejmu, a ostatni taki incydent miał miejsce 28 października 2025 r. Trwająca przemoc, która skłoniła niektórych obserwatorów do podważenia tezy o faktycznym obowiązywaniu rozejmu, pokazuje skalę trudności w realizacji drugiej fazy planu pokojowego Trumpa, rozpoczętej w połowie stycznia.

Druga faza obejmuje rozbrojenie Hamasu oraz działania Izraela zmierzające do pełnego wycofania się ze Strefy Gazy. Hamas sprzeciwia się rozbrojeniu, a izraelski minister obrony pod koniec grudnia oświadczył, że izraelskie wojsko „nigdy całkowicie nie wycofa się” z Gazy. Palestyńczycy na okupowanym Zachodnim Brzegu doświadczają rekordowego poziomu przemocy ze strony izraelskich osadników. Trump wyrażał zaniepokojenie tą sytuacją, lecz jego krytycy domagają się większej presji na Izrael w celu powstrzymania ataków, podkreślając, że stanowi to zagrożenie dla agendy Białego Domu w regionie.

Rozejm między Izraelem a Libanem również pozostaje kruchy. Na początku stycznia libańska armia ogłosiła zakończenie pierwszego etapu planu rozbrojenia Hezbollahu, co miało być jednym z ważniejszych elementów zawieszenia broni. Izrael wyraził jednak niezadowolenie z tempa i zakresu tego procesu, przeprowadzając serię ataków na wspieraną przez Iran grupę zbrojną. Pojawiły się niepotwierdzone doniesienia, że Trump udzielił Izraelowi zielonego światła na nową ofensywę w Libanie.

Jednym z wyzwań, które niemal na pewno stanie przed Trumpem, jest orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie większości ceł nałożonych przez niego na niemal wszystkie kraje świata. Cła oparto na przepisach z czasów prezydenta Jimmy'ego Cartera, ogłaszając stan nadzwyczajny, co administracja uznała za podstawę do przejęcia uprawnień podatkowych Kongresu. Wielu sędziów wyrażało sceptycyzm wobec takiej interpretacji podczas listopadowych rozpraw. Jeśli Sąd Najwyższy unieważni te taryfy, administracja stanie przed dwoma bezpośrednimi problemami.

Pierwszym będzie kwestia zwrotów dla firm za już pobrane cła – administracja ostrzegała, że masowe zwroty mogłyby doprowadzić do kryzysu budżetowego i biurokratycznego chaosu, choć niektórzy obserwatorzy wskazują, że mogłyby też pobudzić gospodarkę. Drugim wyzwaniem byłaby konieczność wprowadzenia ceł w sposób, który nie narażałby administracji na sprzeciw sądów. Rozważane są różne opcje: węższe taryfy motywowane bezpieczeństwem narodowym na podstawie ustawy handlowej z 1962 r., mniejsze i krótkoterminowe cła zgodnie z ustawą z 1974 r. oraz opcja nuklearna – sięgnięcie po ustawę Smoota-Hawleya z 1930 r. w celu nałożenia wysokich taryf na kraje stosujące „dyskryminacyjne” praktyki handlowe.

Rekomendacje

  • Utrzymanie stabilności w Europie Wschodniej: Decydenci powinni przygotować alternatywne mechanizmy wsparcia dla Ukrainy, niezależne od działań USA. Wzmocnienie obecności wojskowej państw NATO i rozwój systemów obrony przeciwrakietowej mogą ograniczyć agresję Rosji i zwiększyć presję dyplomatyczną.
  • Bliski Wschód – ostrożna koordynacja: Względem Strefy Gazy i Libanu kluczowe jest monitorowanie przestrzegania rozejmów i presja dyplomatyczna na Izrael i Hamas. Stabilizacja regionu wymaga realistycznych, stopniowych rozwiązań zamiast radykalnych planów administracji USA.
  • Ryzyka w polityce handlowej: Firmy i analitycy powinni uwzględniać możliwość unieważnienia ceł przez Sąd Najwyższy i przygotować strategie dostosowania do alternatywnych taryf lub nagłych zmian regulacyjnych. Administracja USA będzie musiała opracować nowe mechanizmy, co może wprowadzić niepewność rynkową.
  • Strategiczna cierpliwość i komunikacja: Zarówno politycy, jak i przedsiębiorcy powinni śledzić decyzje Trumpa w kontekście militarnym, dyplomatycznym i gospodarczym. Wysoka zmienność polityki międzynarodowej wymaga elastycznych planów i gotowości do szybkiego reagowania na zmiany.