Politycy mają plan, jak poradzić sobie z paktem migracyjnym, jaki we wtorek zaakceptowała Rada Unii Europejskiej. Pomysłów jest kilka, a w rozmowach z Gazetą Prawną wielu przekonuje, że nie wszystko jeszcze stracone, jednak wszystkie koncepcje są od siebie diametralnie różne. Gdy jedni chcą grać ostro, inni liczą na negocjacje. Czy Polska powstrzyma pakt migracyjny w najgorszym wydaniu?

Wtorkowa decyzja Rady Unii Europejskiej o przyjęciu założeń paktu migracyjnego w założeniu kończy proces legislacyjny i powoduje, że jego zapisy wejdą w życie. Przeciwko głosowali jedynie przedstawiciele Polski, Węgier i Słowacji.

Pakt migracyjny. Tego PiS domaga się od rządu

Największe kontrowersje wzbudzał tzw. mechanizm dobrowolnej solidarności, który zakłada rozlokowanie co roku co najmniej 30 tys. osób. Kraje członkowskie będą mogły alternatywnie zapłacić 20 tys. euro za każdą nieprzyjętą osobę lub wziąć udział w operacjach na granicach zewnętrznych Unii. W ocenie polityków PiS, mimo iż sprawy zaszły tak daleko, Polska może jeszcze walczyć, by zapisy paktu nie weszły w życie.

- Możemy skorzystać z instrumentu prawnego, którym jest skarga do Trybunału Sprawiedliwości, dlatego że pakt migracyjny narusza zasadę ustaloną w konkluzjach z 2018 roku, a jest to zasada dobrowolności. Dokładnie punkt 6 w tych konkluzjach, które wynegocjował rząd premiera Morawieckiego. I dziś mamy taką sytuację, że ten pakt jest niezgodny z tą zasadą, bo zasada przymusowej solidarności, jak to zostało ładnie nazwane, jest niezgodna z zasadą dobrowolności – mówi Gazecie Prawnej poseł Paweł Jabłoński z PiS, były wiceminister spraw zagranicznych.

W ocenie polityka opozycji, chcąc walczyć z paktem migracyjnym, rząd mógłby też postawić na kwestie bezpieczeństwa, bowiem, jego zdaniem, zapisy dokumentu wpływają na sprawy bezpieczeństwa wewnętrznego kraju. Paweł Jabłoński ma też nadzieję, że skład przyszłego Parlamentu Europejskiego może spowodować, iż na agendę wróci kwestia modyfikacji już uchwalonych przepisów. Na razie jednak od rządu oczekuje jednego.

- My oczekujemy od rządu, że złoży skargę do Trybunału Sprawiedliwości – mówi poseł Jabłoński.

Teraz czas na grę polskiej dyplomacji

Wątpliwości co do tego, że sama decyzja co do uchwalenia paktu migracyjnego jest dobra nie mają w szeregach Platformy Obywatelskiej, ale politycy tej partii jasno dają do zrozumienia, że Polska nadal ma duże szanse manewru i takich działań, aby zapisy te okazały się dla naszego kraju korzystne.

- To, w jaki sposób my będziemy dalej grać, to trochę zależy od tego, w jaki sposób to powiążemy z innymi grami europejskimi w najbliższym czasie, jak polski rząd w tej rozgrywce będzie silny. Będzie rozgrywka wokół nowych komisarzy, szefa Rady Europejskiej, więc korzystając z nowej, silniejszej pozycji Polski wrzucamy to do takiego koszyka z różnymi sprawami, o które się gra w UE – mówi poseł Marcin Bosacki z PO, członek sejmowej komisji spraw zagranicznych.

Polityk przyznaje, że wiele zachodnich krajów na kwestie migracji patrzy inaczej, niż Polska i nasz kraj powinien zabiegać teraz o to, aby duża część pieniędzy na kwestie migracyjne nie szła tylko na południe Europy, ale zabezpieczała też interesy ściany wschodniej.

Nieco mniej optymistycznie na europejskie decyzje patrzą po lewej stronie sceny politycznej. W opinii senatora Wojciecha Koniecznego z klubu Nowej Lewicy, pakt nie jest dla Polski najszczęśliwszym rozwiązaniem.

- Ja myślę, że ten pakt jest czymś, na co się nie powinniśmy godzić z różnych powodów. Specyfika Polski nie jest uwzględniana, wiadomo że jesteśmy może w przeddzień ofensywy rosyjskiej na Ukrainie i mogą się pojawić znowu uchodźcy. I przymykanie na to oczu, a ja tak odczytuję zapisy tego paktu, jest błędem. Uważam, że należy na dalszych etapach wprowadzania dążyć do tego, aby to się zmieniło. Na razie ta zasada jest przyjęta, ale sprawa nie jest jeszcze zakończona, będą jeszcze możliwości ingerencji w przepisy wykonawcze – mówi senator Konieczny.

Liczy on w tej kwestii na determinację rządu i wsparcie europosłów ze wszystkich stron sceny politycznej.

Ciekawy pomysł posła PSL

Z zapowiedziami premiera Donalda Tuska, że na przyjęciu paktu migracyjnego Polska nie ucierpi, nie do końca zgadza się natomiast koalicjant, poseł Marek Sawicki z PSL.

- Prawda jest taka, że nie ma racji pan premier, że nie będziemy objęci systemem przymusowej relokacji. To wszystko wejdzie w życie w połowie 2026 roku i my nie wiemy, czy wtedy presja migracyjna będzie większa z Morza Śródziemnego, czy Azji, przez Rosję i Białoruś. I w związku z tym wzmocnienie granic, przyspieszenie weryfikacji migrantów, polityka migracyjna, którą trzeba przygotować, bo jej nie ma – to wszystko musi być w tym czasie zrobione – mówi poseł Sawicki.

Proponuje on między innymi, aby zastanowić się, czy nie warto czasem przeznaczyć części tych pieniędzy, które wydawane są obecnie na zbrojenia, na pomoc dla krajów, z których do Europy dociera najwięcej migrantów.

- Zamiast wydawać ogromne pieniądze na rozkręcanie przemysłu wojennego i zbrojenia, to można z 10 procent tego przeznaczyć na relokację żywności, której w Europie i Ameryce mamy w nadmiarze i przewieźć tam, gdzie ci ludzie głodują, i skąd po tą żywność jadą – proponuje polityk PSL.