Rezydent anestezjologii, który nie podjął reanimacji pacjenta, odpowie za zabójstwo. Część lekarzy boi się, że sprawa zwiększy skalę tzw. uporczywej terapii. Ze strachu przed prokuratorem.

– Już słyszę o pacjentach bez szans na wyzdrowienie, których reanimuje się i kładzie na intensywnej terapii z powodu lęku przed prokuratorem – mówi prof. Maciej Żukowski, kierownik Kliniki Anestezjologii, Intensywnej Terapii i Ostrych Zatruć Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego (PUM) w Szczecinie, lekarz. Przewodniczył też komisji analizującej wypadki w szpitalu w Gorzowie Wielkopolskim, które zaowocowały roznieceniem obaw lekarzy. To one zdominowały weekendową konferencję anestezjoogów i specjalistów intensywnej terapii w Cedzynie, gdzie sprawie gorzowskiej poświęcono odrębną sesję.

Pielęgniarka potwierdza, ale dokumentacji nie ma

O historii pierwsza napisała „Polityka”. 9 stycznia Andrii K., 27-letni rezydent drugiego roku anestezjologii i intensywnej terapii w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim (WSzW) w Gorzowie Wielkopolskim, pełniący tego dnia funkcję drugiego dyżurnego, został wysłany do sali wybudzeń na bloku operacyjnym szpitala. Miał sprawdzić, czy 86-letni pacjent cztery godziny po zabiegu może zostać przeniesiony na oddział intensywnej terapii. – Stan pacjenta był ciężki: miał m.in. zatory tętnicy krezkowej i śledzionowej, zawał śledziony i nerki. Lekarka, która znieczulała go do operacji, zastrzegła, by nie podawać mu więcej presorów, czyli amin katecholowych, leków podnoszących ciśnienie krwi, bo jego rokowanie jest złe i podnoszenie dawek nosiłoby cechy terapii uporczywej – opisuje Jerzy Stasiak, kierownik Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii WSzW w Gorzowie Wielkopolskim.

Kiedy Andrii K. był przy pacjencie, ten „zatrzymał się” – brak było tętna, jego źrenice były rozszerzone, niereaktywne. Rezydent sprawdził parametry życiowe i podjął decyzję o niereanimowaniu pacjenta. Wyłączył respirator, odłączył pompę infuzyjną dawkującą leki i stwierdził zgon (według prawa może to zrobić każdy lekarz na podstawie własnych badań i ustaleń). Przy chorym przez cały czas towarzyszyła mu pielęgniarka, która potwierdza wersję lekarza.

Tego samego dnia Łukasz Z., lekarz kończący rezydenturę na tym samym oddziale i ówczesny rzecznik praw lekarza Okręgowej Izby Lekarskiej w Gorzowie Wielkopolskim, oskarżył Andrija K. o „działania, które mogły przyczynić się do przedwczesnej śmierci pacjenta”.

Dyrekcja WSzW do zbadania sprawy powołała pięcioosobową komisję, której przewodniczył prof. Maciej Żukowski z PUM. Komisja wykazała wiele nieprawidłowości: brakowało wpisów w dokumentacji medycznej, zarówno Andrija K., asystującej mu pielęgniarki, jak i informacji lekarki, która znieczulała 86-letniego pacjenta do operacji, że nie należy eskalować leczenia. Przed podjęciem decyzji o niereanimowaniu pacjenta rezydent powinien też skonsultować się ze specjalistą.

Lekarze proszą Adama Bodnara o nadzór

Tydzień później Łukasz Z. złożył do Prokuratury Rejonowej w Gorzowie Wielkopolskim zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. – Nie komentuję sprawy do czasu rozwiązania jej przez prokuraturę – zastrzega w korespondencji z DGP lekarz.

11 kwietnia Andrii K. został doprowadzony do prokuratury, gdzie przedstawiono mu zarzut, a sąd zadecydował o areszcie tymczasowym na trzy miesiące, wskazując na obawę mataczenia.

– Prowadzone jest śledztwo z art. 148 par. 1 kodeksu karnego („Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności” – red.), które zostało przejęte przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wielkopolskim – mówi DGP rzecznik gorzowskiej prokuratury okręgowej Łukasz Gospodarek. – Nie udzielamy komentarza co do szczegółów sprawy – podkreśla prokurator.

Okręgowa Rada Lekarska w Gorzowie Wielkopolskim zawnioskowała do prokuratora generalnego Adama Bodnara o objęcie nadzoru nad postępowaniem przygotowawczym prokuratury. W opinii specjalistów, którzy weszli w skład szpitalnej komisji, żadna z wykazanych nieprawidłowości nie implikuje podejrzeń o zabójstwo. „Lekarz ma prawo do decyzji o niepodejmowaniu czynności resuscytacyjnych ze względów humanitarnych” – napisali w swojej opinii. Dodali, że zastosowanie inwazyjnego leczenia nosiłoby znamiona uporczywej terapii.

Co mówi prawo o intensywnej terapii?

– W sprawach o błąd lekarski prokuratorzy najczęściej stawiają zarzut z art. 160 par. 2 kodeksu karnego, to jest narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – tłumaczy DGP Jolanta Budzowska, radca prawny specjalizująca się w sprawach o błąd medyczny. Prawniczka podkreśla też, że w orzecznictwie jest wypracowana zgoda co do tego, że jeżeli środki będące w dyspozycji lekarza nie są w stanie uratować życia lub zdrowia pacjenta albo choćby zmniejszyć jego cierpienia, lekarz nie ma obowiązku podejmowania działań leczniczych.

Lekarz ma prawo do decyzji o niepodejmowaniu czynności resuscytacyjnych ze względów humanitarnych

Pytana o 86-latka z Gorzowa Wielkopolskiego, dodaje: – Według mnie interwencja medyczna podejmowana w sytuacji, gdy nie można już osiągnąć poprawy stanu zdrowia pacjenta ani jakichkolwiek korzyści, przestaje usprawiedliwiać podejmowane działania i staje się uporczywą terapią. A takiej zabrania prawo. – Pośrednio do uporczywej terapii odnosi się ustawa o ochronie praw pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Zgodnie z art. 20 tej ustawy pacjent ma prawo do poszanowania intymności i godności, które obejmuje także prawo do umierania w spokoju i godności. Oznacza to także zakaz podejmowania w stosunku do pacjenta działań o charakterze medycznym, które naruszałyby jego godność w fazie terminalnej – zauważa Jolanta Budzowska.

Więcej pacjentów trafi na intensywną terapię

Czy gdyby Andrij K. podjął reanimację, 86-latek by przeżył? – pytamy ordynatora Jerzego Stasiaka: – W opinii specjalistów z komisji chory nie miał szans na przeżycie. Być może reanimacja przywróciłaby jego funkcje życiowe na godzinę, dobę lub dwie, kosztem ogromnego cierpienia – mówi lekarz.

Profesor Maciej Żukowski: – Obawiam się, że w wyniku sprawy z Gorzowa na oddziały intensywnej terapii w całej Polsce trafiać będą pacjenci, którym dotychczas pozwalano godnie umrzeć – mówi prof. Żukowski.

A prof. Mirosław Czuczwar z zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii (PTAiIT), biegły sądowy: – W najgorszym scenariuszu sprawa z Gorzowa wywrze analogiczny wpływ na zasady postępowania z pacjentami u kresu życia, jaką swego czasu sprawa prof. Mirosława G. wywarła na transplantologię. Postawienie kardiochirurgowi zarzutu o zabójstwo spowodowało zapaść w pozyskiwaniu narządów do przeszczepów i doprowadziło do śmierci chorych, którzy nie doczekali się operacji. ©℗