Po ucieczce sędziego Tomasz Szmydta na Białoruś, jak bumerang wraca pomysł powołania specjalnej komisji, która miałaby badać rosyjskie wpływy w polskiej polityce. I choć pomysł rzucił premier Donald Tusk, to nie wszystkim koalicjantom podoba się takie rozwiązanie. Część posłów uważa zaś, że mogłaby to być kolejna sejmowa komisja śledcza. Czyżby w Sejmie znów szykowało się wielkie tropienie rosyjskich agentów?
Badanie rosyjskich wpływów w polskiej polityce to nie nowość, a głośno o nim zrobiło się w połowie ubiegłego roku, kiedy to rządząca większość powołała specjalną komisję, która miała się tą sprawą zająć.
Szansa na powstanie nowej komisji śledczej. Wszystko przez Tomasza Szmydta
I gdy rządzące PiS przekonywało wówczas, że komisja taka jest niezbędna, ówczesna opozycja grzmiała, iż komisja jest narzędziem władzy do zwalczania Donalda Tuska, nadając nawet ustawie ją wprowadzającą miano „lex Tusk". Komisja, na której czele stanął prof. Sławomir Cenckiewicz zaczęła pracę wczesną jesienią, ale nie dane jej było zakończyć działania, bowiem zaraz po powołaniu do życia nowego rządu wszyscy jej członkowie zostali odwołani z zajmowanych stanowisk. I wydawać się mogło, że o badaniu tego, jak rosyjska agentura wpływa na polską politykę będziemy mogli zapomnieć, ale wszystko zmieniła ucieczka na Białoruś sędziego Tomasza Szmydta. Teraz nawet premier Tusk uznał, że sprawą trzeba się zająć.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.