Polska przedstawiła plan, który ma doprowadzić do zakończenia prowadzonej przez Komisję Europejską od 2017 r. procedury z art. 7 traktatu o UE. Bruksela zareagowała entuzjastycznie, a horyzontem zamknięcia procedury jest połowa tego roku.

Plan przedstawiony wczoraj przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara zakłada przyjęcie dziewięciu ustaw mających zrealizować wszystkie uwagi i zalecenia Komisji Europejskiej wystosowane wobec Warszawy przez ostatnie siedem lat.

Lista projektów

Pierwszą, zakładającą, że sędziów zasiadających w Krajowej Radzie Sądownictwa będą wybierać nie politycy, ale sami sędziowie w wyborach bezpośrednich, przyjął rząd na wczorajszym posiedzeniu.

Drugą kwestią jest reforma systemu dyscyplinarnego sędziów, czyli zmiana tzw. ustawy kagańcowej uznanej w ubiegłym roku przez Trybunał Sprawiedliwości UE za sprzeczną z unijnym prawem.

Trzecia sprawa to oddzielenie funkcji prokuratura generalnego od funkcji ministra sprawiedliwości, co – jak przyznał wczoraj komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynders – „robi bardzo duże wrażenie” w Brukseli.

Na tym zmiany w prokuraturze się nie zakończą. Rząd deklaruje bowiem przygotowanie nowej ustawy o prokuraturze. Szczegóły mają zostać przedstawione w najbliższych tygodniach.

Koalicja rządząca zadeklarowała też w Brukseli likwidację Izby Kontroli Nadzwyczajnej oraz Izby Odpowiedzialności Zawodowej w Sądzie Najwyższym ze względu na zasiadanie w nich sędziów wybranych przez KRS po zmianach przeprowadzonych przez Prawo i Sprawiedliwość.

Zreformowany ma zostać także Trybunał Konstytucyjny – na razie co prawda w trybie uchwały, która może jeszcze w tym tygodniu trafić pod obrady Sejmu, a w przyszłości – jak deklaruje minister sprawiedliwości – ustawą.

Pakiet mają uzupełniać ustawy o statusie pracowników sądów i prokuratorów, nowelizacja prawa o ustroju sądów powszechnych i skarga nadzwyczajna pozwalająca dziś na odwołanie się od prawomocnych wyroków sądów.

Bruksela zareagowała entuzjastycznie – plan działań podczas wspólnej konferencji z Adamem Bodnarem, ministrem ds. UE Adamem Szłapką i wiceszefem MS Krzysztofem Śmiszkiem zachwalali zarówno Reynders, jak i wiceszefowa KE Vera Jourova.

Nikt jednak nie ustosunkował się do możliwości zawetowania ustaw wchodzących w skład planu przez prezydenta Andrzeja Dudę ani do ewentualnych wątpliwych podstaw prawnych przy wprowadzaniu zmian za pomocą uchwał.

– Bardzo ważne jest nie tylko to, co znajduje się w planie działania, lecz także w jaki sposób będzie on wdrażany. Minister Bodnar powiedział, że będzie postępował ściśle z literą prawa – deklarowała wczoraj Jourova, dodając, że „oczywiste jest, że zostało jeszcze bardzo dużo pracy do zrobienia”.

Bruksela uruchomiła procedurę z art. 7 traktatu o Unii Europejskiej po prawie roku od rozpoczęcia dialogu z Polską w sprawie praworządności i zmian w sądownictwie przeprowadzanych przez PiS od 2015 r.

Uruchomienie procedury poprzedziły trzy rundy wydawania zaleceń przez Komisję. Samo uruchomienie procedury było następstwem – jak argumentowała KE – przyjęcia ponad 13 ustaw „naruszających całą strukturę systemu wymiaru sprawiedliwości w Polsce”, co miało wpływ na upolitycznienie Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, Krajowej Rady Sądownictwa, prokuratury i Krajowej Szkoły Sądownictwa. Według KE zmiany wprowadzane przez PiS spowodowały możliwość politycznej ingerencji ze strony rządu i parlamentu w skład, uprawnienia i funkcjonowanie władzy sądowniczej.

Procedura z art. 7 traktatu o UE pozwala na dyscyplinowanie i karanie państw, które naruszają unijne wartości, i to właśnie naruszenie wartości UE było podstawą do wszczęcia trzystopniowej procedury.

Polski rząd sześciokrotnie był wzywany na posiedzenie Rady UE (ministrów państw członkowskich) do wysłuchania w sprawie postępów w realizacji zaleceń Komisji. Ostatnie z takich wysłuchań odbyło się w maju ub.r. Ówczesny minister ds. UE Szymon Szynkowski vel Sęk nie wziął w nim udziału, desygnując byłego ambasadora przy UE Andrzeja Sadosia.

Wysłuchania nie zakończyły się głosowaniem nad sankcjami, wśród których może być częściowe zawieszenie niektórych praw państwa członkowskiego w UE. Taki krok wymagałby jednomyślności wszystkich państw UE (Polska byłaby wykluczona z głosowania jako strona sporu), do czego najpewniej nie doszłoby ze względu na sprzeciw Węgier, których konflikt z Brukselą w sprawie praworządności jest równie zawiły i długotrwały jak Polski.

Kary, które zostały nałożone na Polskę, są przedmiotem odrębnych postępowań. Za istnienie Izby Dyscyplinarnej SN zapłaciliśmy w związku z wyrokiem TSUE. Zablokowanie pieniędzy z Funduszu Odbudowy czy Funduszu Spójności to już efekt uzgodnienia tzw. kamieni milowych w Krajowym Planie Odbudowy oraz mechanizmu, który uzależnia wypłaty z budżetu UE od przestrzegania praworządności.

Szefowa KE w Warszawie

Procedura z art. 7 nie przyniosła oczekiwanych przez Komisję efektów, ale zarówno Reynders, jak i Jourova przyznali wczoraj, że przedstawiony przez Warszawę plan działań to początek prowadzący do jej potencjalnego zakończenia. Kiedy ostatecznie może do tego dojść? Według wiceszefowej KE horyzontem przyjęcia planu, a zatem i zakończenia procedury, jest koniec prezydencji belgijskiej, czyli czerwiec tego roku. Prawdopodobnie dalsze reformy wymiaru sprawiedliwości będą również przedmiotem piątkowych rozmów szefowej KE Ursuli von der Leyen, która – jak potwierdziła już Bruksela – spotka się w Warszawie z premierem Donaldem Tuskiem. ©℗

Procedura z art. 7 TUE prowadzona przez Komisję Europejską wobec Polski / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe