Najpierw odchudzenie podstawy programowej, a potem redukcja zadań do wykonania przez ucznia w czasie wolnym od zajęć – postulują w ankiecie przeprowadzonej dla DGP.

Ponad 42 proc. pytanych nauczycieli średnio ocenia istniejące zasady zadawania prac domowych. Źle lub bardzo źle – przeszło 20 proc. Dobrze – 31,5 proc. Entuzjastów tego rozwiązania w aktualnej postaci jest zaledwie 5,5 proc. – wynika z ankiety przygotowanej przez Ogólnopolskie Forum Oświatowe Nauczycieli i Dyrektorów na prośbę DGP.

Dziś prace domowe nie są w Polsce ani prawnie zakazane, ani nakazane. Funkcjonują na podstawie m.in. przepisów prawa oświatowego. Czyli art. 44 b, który mówi o ocenianiu osiągnięć edukacyjnych, oraz art. 98. Ten drugi precyzuje, że szczegółowe warunki oceniania regulują szkolne statuty. I w nich jest właśnie mowa o pracach domowych.

Jeszcze niespełna trzy tygodnie potrwają publiczne konsultacje projektu nowelizacji rozporządzenia w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów. Temat wywołuje dyskusje także wśród nauczycieli, z których większość jest za zmianą obecnego systemu zadawania prac domowych, ale nie w harmonogramie zaproponowanym przez MEN.

Na pytanie, czemu dotąd służyło zadawanie prac domowych, zdecydowana większość ankietowanych (prawie 64 proc.) odpowiada – utrwaleniu wiedzy. Dla ponad 21 proc. była metodą na dokończenie materiału niezrealizowanego na lekcji w szkole (choć tylko dla ok. 1,6 proc. – niezbędne do realizacji podstawy programowej). Prawie 9 proc. nauczycieli chciało w ten sposób mobilizować uczniów do większej pracy. Jedynie 0,8 proc. pytanych traktowało zadania domowe jako formę kary.

Przypomnijmy: zgodnie z projektem rozporządzenia nauczyciele uczący w klasach I–III podstawówek nie zadają pisemnych i praktycznych prac do wykonania przez dzieci w czasie wolnym od zajęć dydaktycznych. W klasach IV–VIII nauczyciel może zadać pisemną lub praktyczną pracę domową, nie może być ona jednak obowiązkowa ani podlegać ocenie. Sprawdzając ją, nauczyciel ma natomiast poinformować ucznia o poprawności i jakości jej wykonania.

MEN zastrzega, że ewentualna zmiana nie oznacza zniesienia obowiązku m.in. czytania lektur, przyswojenia określonych treści, słówek z języków obcych. Z resortu słyszymy też niezmiennie, że propozycja jest reakcją na głosy ekspertów, jak i samych uczniów mówiące o przeciążeniu oraz braku efektywności prac domowych.

Co na to sami nauczyciele? Zdecydowana większość zagłosowała w naszej ankiecie za ograniczeniem prac domowych (68,5 proc.). Przychylnych całkowitej ich likwidacji jest niemal 8 proc. Reszta jest za pozostawieniem ich w obecnej formule. Jednak już na pytanie, czy likwidacja prac domowych wpłynie jednoznacznie na poprawę szeroko rozumianego dobrostanu uczniów, niemal 67 proc. odpowiada negatywnie. 22 proc. uważa, że biorąc pod uwagę kondycję psychiczną oraz obciążenie nauką dzieci, to propozycja w dobrym kierunku. Reszta nie ma jeszcze wyrobionego zdania.

– Istnieje silne przekonanie, że obecny model wymaga zmian, zwłaszcza w kontekście uwag uczniów, że prace domowe i tak nie zawsze są sprawdzane, co podważa sens ich zadawania. Propozycja ich ograniczenia, zapisana w statucie szkolnym, zamiast likwidacji wydaje się być bardziej wyważonym podejściem – ocenia Janusz Aftyka z Ogólnopolskiego Forum Nauczycieli i Dyrektorów, sam – nauczyciel języka polskiego. Zwraca uwagę, że powinno być ono też zróżnicowane zależnie od specyfiki przedmiotu. – Wreszcie, prace domowe i projekty odgrywają ważną rolę w przypadku uczniów, którzy z różnych przyczyn mają trudności z uczestnictwem w tradycyjnych formach nauczania.

Faktycznie, w nauczycielskich dyskusjach zderzają się argumenty. Z jednej strony słyszymy ze środowiska, że w licznej klasie, gdzie są także dzieci z orzeczeniami oraz opiniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych, trudno wprowadzić nowy temat, utrwalić go, jednocześnie indywidualizując przekaz. Odejście od prac domowych grozi wśród uczniów deficytem poczucia obowiązku, odpowiedzialności, brakiem umiejętności organizacji własnej pracy. W efekcie u części dzieci będzie narastał problem z powtarzaniem materiału przed sprawdzianami, a zmobilizowani będą tylko ci, którzy mają zaangażowanych w proces nauczania rodziców. Istnieje też ryzyko, że czas wolny młodzi ludzie przeznaczą na komputery, gry i telefony.

Z drugiej – są nauczyciele, którzy przekonują, że brak prac domowych również ich zmotywuje do zmian. Będą zmuszeni do analizy materiału w książce, realizacji dokładnie tego, co w podstawie, odrzucenia z podręcznika rzeczy zbędnych, opracowania własnych metod działania. Nie będą też tracili czasu na czytanie wypracowań, nierzadko napisanych z pomocą sztucznej inteligencji, czy głowienie się, jaką ocenę wystawić za pracę plastyczną wykonaną przez rodziców. A czas, jaki uczeń zaoszczędzi, będzie mógł poświęcić na powtórzenie materiału przed klasówką – bo z tego obowiązku zwolniony nie będzie.

Zdaniem nauczycieli działania w tym zakresie MEN powinien jednak zacząć od prac nad odchudzeniem podstawy programowej. Stąd opinia, że obecne rozporządzenie pojawiło się przedwcześnie (prawie 82 proc.). MEN ripostuje, że opracowuje projekt rozporządzenia w tej sprawie, a w aktualnie konsultowanym chodzi o to, by szkoła na powrót budziła dobre skojarzenia. Ze szkół słyszymy jednak, że kolejność powinna być odwrotna, a wyłącznie ograniczenie prac domowych wpłynie niekorzystnie na efektywność nauczania (59 proc. ankietowanych).

Osobne pytanie, czy nauczyciele są w ogóle gotowi na zmiany? Na potrzebę dodatkowych szkoleń w zakresie poprawy efektywności nauczania wskazuje 20,5 proc. ankietowanych. 72 proc. nie widzi takiej potrzeby. Zamiast tego mówią o szukaniu nowych rozwiązań dla uczniów. Formą alternatywy dla nich powinno być (53 proc.) wprowadzenie zajęć dodatkowych i kółek zainteresowań. Innymi słowy: zwiększenie oferty szkół dla dzieci. ©℗

Czemu służyło dotąd zadawanie prac domowych / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe