Bon na opiekę dla seniorów jest jednym z naszych konkretów. To na pewno są miliardy złotych, dlatego wdrożymy go sukcesywnie - mówi Marzena Okła-Drewnowicz minister ds. polityki senioralnej.

Jest budżet na seniorów?
ikona lupy />
Marzena Okła-Drewnowicz minister ds. polityki senioralnej / Dziennik Gazeta Prawna / fot. Wojtek Górski

Są poszczególne części budżetu, gdzie znajdują się pieniądze na działania dla seniorów. Ale nie ma osobnego działu. Polityka senioralna jest fragmentaryczna, rozłożona głównie między resorty rodziny i zdrowia. Trzeba to wszystko złożyć i skoordynować.

Pani chce stworzyć osobny dział w ustawie o działach administracji rządowej?

Na pewno nie na tym etapie. Dziś zaczynam od zera. Muszę zorganizować przestrzeń dla polityki senioralnej w jednym miejscu. Czyli w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. To, co już funkcjonuje i chciałabym, żeby tu się znalazło, to departament polityki senioralnej, dotąd w Ministerstwie Rodziny. Choć realizuje on raptem dwa zadania, oba z zakresu aktywizacji społecznej, czyli Senior+, który koncentruje się na powstawaniu klubów seniora, i Aktywni+. I to wszystko, jeśli chodzi o politykę senioralną w dotychczasowym resorcie. Jeśli chodzi o konkretne kwoty – na pierwszy program potrzebuję 60 mln zł. Co do drugiego – kończy się tam właśnie kontrola NIK i mam sygnały, że wyniki nie będą laurką.

Zarzuty dotyczą niewłaściwego gospodarowania środkami?

Nie ma jeszcze protokołu. Wiem, że organizacja tego działu będzie musiała być zgodna z wynikami kontroli. W tej sprawie umawiam się na spotkanie z prezesem NIK. Muszę wiedzieć, na czym stoję.

To jest tylko fragment polityki senioralnej. Jak, pani zdaniem, powinna ona zostać teraz zbudowana kompleksowo?

Poza wspomnianymi częściami polityki aktywizacyjnej w Ministerstwie Rodziny to opieka długoterminowa, fundamentalna, jeśli chodzi o politykę senioralną, jest w Ministerstwie Zdrowia. Choć również na styku z resortem pracy. Chodzi o sytuację, kiedy człowiek potrzebuje pomocy. Na początku może udzielać jej gmina poprzez organizację usług opiekuńczych, a potem wchodzimy w obszar ZOL-i – zakładów opiekuńczo-leczniczych, i DPS-ów – domów pomocy społecznej.

Środowisko od lat postulowało konieczność zmian. Dziś nie jest jasne, na co można liczyć w poszczególnych podmiotach i kto do nich trafia. Różne jest też ich finansowanie.

Dokładnie tak. Dziś senior trafia tam, gdzie uda się go „umieścić” rodzinie. Decyduje liczba miejsc na danym terenie i wysokość opłat. Największym wyzwaniem będzie scalenie systemu, także pod kątem finansowania, dostosowanie opieki lekarskiej i pielęgniarskiej. Od lat się o tym mówi i, jak dotąd, nie ma na tym polu sukcesu.

Jak to ma docelowo wyglądać?

Chcę powołać zespół międzyresortowy składający się z przedstawicieli ministra rodziny i ministra zdrowia tak, by skoordynować funkcjonowanie ZOL-i i DPS-ów pod względem organizacyjnym, finansowym oraz w zakresie decyzji, co dalej z pacjentem. Musimy mieć jasny wachlarz usług: opiekę środowiskową i DPS-y, które powinny być w jakiejś części finansowane z Narodowego Funduszu Zdrowia.

Czy z punktu widzenia pozycji w rządzie, bez własnego resortu, będzie pani w stanie to uzyskać?

Ja jestem w najlepszym miejscu do takich działań, w KPRM, bezpośrednio u premiera. A Donald Tusk powiedział wyraźnie w swoim exposé, że polityka senioralna jest dla niego bardzo ważnym obszarem i właśnie dlatego zostaje wydzielona. Nie jest kwiatkiem do kożucha, ale konkretnym zadaniem do wykonania.

I pani też tym kwiatkiem do kożucha w rządzie nie jest? Nie jest to urząd wizerunkowy po to, by podbić liczbę kobiet na stanowiskach?

Absolutnie nie. Kiedy premier wrócił do polskiej polityki i zaproponował mi bycie wiceprzewodniczącą partii, powiedziałam, że mam dwa marzenia. Jedno dotyczy bonu na opiekę. Tak, by pomóc ludziom pracującym, którzy zajmują się bliskimi w podeszłym wieku, żeby oni pozostali aktywni, a ich rodzice czy inni seniorzy otrzymywali usługi opiekuńcze wysokiej jakości. To wyzwanie przy starzejącym się społeczeństwie.

A drugie marzenie?

Jest bardziej lokalne. W Świętokrzyskiem, skąd się wywodzę, za PiS zlikwidowano kliniki chorób serca. Seniorzy, którzy cierpią na schorzenia układu krążenia, protestowali, pisali petycje, organizowali pikiety. To nic nie dało. A potem staliśmy się regionem, który wysunął się na niechlubne pierwsze miejsce w kraju, jeśli chodzi o zgony z powodu chorób serca. Dlatego trzeba zwiększyć dostępność świadczeń kardiologicznych. Mam świadomość, że nie da się, ot tak, odtworzyć tego, co było. Ale trzeba zrobić przegląd, wraz z minister zdrowia, wszystkich dostępnych świadczeń i tego, jak one wyglądają na mapie Polski. Jest także problem geriatrii. W 2017 r., wprowadzając sieć szpitali, zlikwidowano możliwość finansowania geriatrii na szczeblu podstawowym. Pojawia się ona dopiero na szczeblu klinicznym. Na szczęście, zgodnie z kamieniami milowymi uzgodnionymi z Komisją Europejską, geriatria będzie wracała na poziom powiatu. Owszem, mamy prezydencką ustawę o szczególnej opiece geriatrycznej zakładającą tworzenie centrów zdrowia dla osób 75+, którą popieraliśmy, ale ona nie ma narzędzi. Pilnie więc musimy z minister Izabelą Leszczyną poprawić ją tak, by była skutecznym aktem prawnym. Bon na opiekę doskonale wpisuje się w tę strategię.

W kampanii były różne koncepcje bonu. Ostateczna mówi, że będzie to bon na opiekę dla osób starszych?

To będzie bon na opiekę dla seniorów w miejscu zamieszkania. A systemowo – narzędzie deinstytucjonalizacji. Mam przygotowany projekt ustawy, kryteria. Niebawem ruszą konsultacje w tej sprawie. Jestem za tym, by osoby starsze nie musiały stawać przed komisjami orzeczniczymi. Wolę skorzystać z systemu, który już istnieje, na podstawie ośrodków pomocy społecznej. Chodzi o sytuację, kiedy rodzina zgłasza się po pomoc. Pracownik socjalny, koordynatorka opiekunek, w porozumieniu z lekarzem oceniają, ilu godzin wsparcia wymaga dana osoba.

Nie boi się pani uznaniowości przy ocenie tej potrzeby pomocy?

Nie ma dziś możliwości, by pracownik socjalny decydował według swojego widzimisię. To doświadczona osoba, działająca we współpracy z medykiem, a dodatkowo świadoma, ile w systemie jest opiekunek. Innymi słowy: jaka ta pomoc może być realnie. Między innymi dlatego bon nie będzie od razu dla wszystkich po 65. roku życia. Musimy dać czas na stworzenie rynku usług, pomyśleć o ścieżce zdobywania prostych kwalifikacji dla opiekunów.

Bon będzie do wykorzystania na rynku komercyjnym?

Nie chcę przesądzać przed zakończeniem konsultacji. Na dziś jest tak, że samorząd jest zobowiązany do organizacji usług opiekuńczych. I jako zadanie własne może je realizować bezpośrednio lub zlecać je innym podmiotom.

Czyli strumień bonów byłby kierowany do ośrodków pomocy społecznej i tam zapadałyby decyzje, co dalej?

To byłby przede wszystkim nowy, celowany strumień pieniędzy, którego samorządy nigdy nie miały.

Jak duży? I co na to minister finansów?

Minister Andrzej Domański wie, że bon na opiekę dla seniorów jest jednym z naszych „konkretów”. To na pewno są miliardy złotych, dlatego wdrożymy bon sukcesywnie. Poza tym ma to uruchomić miejsca pracy dla opiekunów, z których część wyjdzie z szarej strefy, a bliskim seniorów pomóc utrzymać zatrudnienie. To ma być wsparcie aktywizacyjne osób 45+, których rodzice teraz się starzeją, stają się niesamodzielni. Musimy stworzyć przestrzeń do tego, by pracowali dalej, bo ich podatki są potrzebne państwu.

To będą wielkie pieniądze. W poprzedniej ekipie były pomysły wywodzące się głównie z ZUS, by przygotować koncepcję dodatkowej składki pielęgnacyjnej. Pani też o tym myśli?

Znam te pomysły i wiem, że np. w Niemczech podobne funkcjonują. Nie rozważamy jednak dziś takiej opcji.

Bon będzie wprowadzany sukcesywnie, czyli jak?

W pierwszej kolejności pomoc ma trafić do opiekunów osób, których wiek rodzi największe ryzyko niesamodzielności. Najpierw obejmie więc osoby po 75. roku życia. Dalsze etapy rozpiszemy na kolejne lata. To wymaga wyliczeń i, raz jeszcze podkreślam, przeszkolenia opiekunów.

Ile będzie wart taki bon?

Dzisiejsze założenia mówią, że maksymalna kwota bonu to połowa minimalnego wynagrodzenia. Czyli w granicach 2 tys. zł miesięcznie na kilka godzin opieki dziennie. Pamiętajmy, że organizowanie i finansowanie opieki to jest składanka. Po pierwsze, to zadanie własne gminy, po drugie, odpłatność ponoszona przez samą osobę potrzebującą wsparcia, po trzecie – ich najbliższych. I tu w przypadku opiekunów pracujących dochodzi nasz bon. Gdy rozpoczniemy rozmowy z samorządami, na pewno będziemy patrzeć jeszcze bardziej całościowo. Samorząd będzie musiał mieć kontrolę nad tym, kto jakiej liczby godzin potrzebuje, bo to się będzie wiązało z pieniędzmi. Idziemy w kierunku rozwiązania, by o bon na opiekę nad bliskim występowała osoba pracująca. Choć nie chcę przesądzać o ostatecznej konstrukcji.

Co docelowo z DPS-ami? Chce je pani zlikwidować?

Droga do deinstytucjonalizacji musi wieść przez dawanie narzędzi do organizacji opieki w miejscu zamieszkania. Deinstytucjonalizacja to bardzo trudny, ale realny proces. Na pewno przy swoim urzędzie powołam nową radę ds. polityki senioralnej i jej rekomendacje będą fundamentem przy tworzeniu takich projektów. Do tego zasadą będą szerokie konsultacje. To dwa bezpieczniki dla jakości przepisów.

W jakim stopniu pani głos będzie miał znaczenie w takich kwestiach, jak kształt systemu emerytalnego, waloryzacja świadczeń?

W kwestii ubezpieczeń społecznych mamy konkretne przepisy, Fundusz Ubezpieczeń Społecznych. I cały ZUS ze swoimi oddziałami, które są dobrze zorganizowane i funkcjonują. Weźmy obecny stan. Mieliśmy niedawno wypłaty 13. i 14. emerytury, które nie wchodzą jako jednorazowe świadczenia do podstawy emerytury, przez co w przyszłorocznych waloryzacjach nie będą uwzględnione. W rezultacie prowadzi to do ubożenia seniorów, czyli do rosnącej różnicy między tymi, którzy mają minimalne wynagrodzenie, a tymi, którzy pobierają najniższą emeryturę. Chciałabym zapobiec temu problemowi. Między innymi dlatego wprowadzimy drugą waloryzację, która zresztą znalazła się w naszych 100 konkretach.

Konkretnie – jak ona będzie wyglądała?

Jeśli w czerwcu danego roku inflacja przekroczy 5 proc., to na jesieni będzie właśnie druga waloryzacja.

Los „13” i „14” nie jest zagrożony?

Nie. Powiedzieliśmy jasno: nic, co dane, nie będzie odebrane. Chcemy de facto dać więcej. Druga waloryzacja będzie rozwiązaniem systemowym, bo wpłynie na wartość emerytury w przyszłości.

Rozdział spraw dotyczących seniorów od tych związanych z osobami z niepełnosprawnościami był konieczny?

Na pewno seniorzy potrzebują osobnego produktu. Dlatego oprócz ustawy o asystencji osobistej osób z niepełnosprawnościami powinniśmy postawić na rozwiązania dotyczące asystentów opiekunów osób wymagających wsparcia ze względu na wiek. Jestem po pierwszych rozmowach z minister Agnieszką Dziemianowicz-Bąk i będziemy wspólnie decydować nad ostatecznym kształtem tych propozycji. Tak, by były komplementarne i dotarły do właściwych grup jednocześnie. Tak samo, jak bon ma być komplementarny wobec wchodzącego od stycznia 2024 r. nowego świadczenia wspierającego. Jestem za tym, by trzeba było wybierać między jednym a drugim rozwiązaniem. ©℗

Rozmawiali Paulina Nowosielska, Grzegorz Osiecki