Niespełna godzinne spotkanie z mieszkańcami Szczecinka (woj. zachodniopomorskie) poświęcone było głownie kwestiom związanym ze wzrostem cen. Tusk jeszcze w swym słowie wstępnym upomniał się m.in. o podwyżki dla sfery budżetowej (w tym nauczycieli) i skrytykował prezesa NBP Adama Glapińskiego za brak skutecznej walki z inflacją i 600-tysięczną premię, którą - jak informowały media - przyznał sobie za ubiegły rok (szef NBP zaprzeczał temu). Szef PO zwrócił ponadto uwagę na wysokie ceny nawozów rolniczych, kłopoty finansowe drobnych przedsiębiorców oraz samorządów.

Podczas serii pytań pierwszy głos zabrał niepełnosprawny Tobiasz Carewicz, który mówił, iż marzy o "Polsce, gdzie nie będzie musiał starać się o pieniądze na wózek inwalidzki, walczyć z biurokracją i instytucjami". "Marzę o Polsce, w której takie rzeczy, jak wózek będą dla mnie dostępne" - podkreślił mężczyzna.

Lider Platformy Obywatelskiej ocenił, że "najprawdziwszym testem na ile społeczeństwo jest obywatelskie, a państwo demokratyczne", jest stosunek do osób niepełnosprawnych oraz innych "wyraźnie słabszych". "To nie jest problem Tobiasza. Problemem dużo poważniejszym i rzeczywistym deficytem jest obojętność i okrucieństwo, pogarda - i czy to jest władza, to bez znaczenia - niezdolność wzbudzenia u siebie takiego uczucia czy potrzeby dzielenia się: sobą, swoim czasem, pieniędzmi jak trzeba, uczestniczenia we wspólnocie w tego typu sytuacjach, jak potrzeba wzajemnej pomocy np. wobec niepełnosprawnych" - powiedział Tusk.

Reklama

O problemach osób z niepełnosprawnościami lider Platformy wspomniał także na początku spotkania. Nawiązał wówczas do prezentowanego na początku maja wspólnie z osobami niepełnosprawnymi i ich rodzinami obywatelskiego projektu ustawy, który miałby podnieść rentę socjalną do wysokości minimalnego wynagrodzenia. "Później dotarła do mnie informacja, że PiS nie chce zgodzić się na to świadczenie w wysokości płacy minimalnej - nie tych 600 tys. rocznie Glapińskiego (...) To są takie momenty, kiedy moim zdaniem trzeba też bardzo głośno i kategorycznie zażądać od władzy - ktokolwiek rządzi - żeby myślała o pomocy nie dlatego, żeby wygrać wybory, czy kupić jakieś duże grupy społeczne, tylko żeby naprawdę wniknęła w problemy ludzi, którzy za chwilę nie będą mieli jak dożyć do końca miesiąca" - powiedział Tusk.

Jeden z uczestników spotkania zapytał o sytuację przedsiębiorców. Szef PO ocenił, że dla wielu małych firm "zabójcze" są rosnące ceny gazu. "To nie jest 100, 200 ani 300 procent. Docieram do miejsc, tak jak dzisiaj do Białogardu, gdzie młodzi ludzie prowadzą firmę i mówią: +pandemia wydawała się zabójstwem+. Przetrwali - heroiczną pracą, zaangażowaniem wielu ludzi. (Teraz) uchodźcy, wojna, można wpaść w depresję i oni też byli przerażeni, chociaż zaangażowali się w pomoc. Przychodzi rachunek za gaz, usiedli i mówili: +nie damy rady+. Za styczeń mieli z 3,5 tysiąca rok temu skok do prawie 30 tysięcy. Średnio im cena gazu wzrosła prawie o 800 procent" - mówił Tusk.

Reklama

Do tego - jak dodał - doszła informacja o racie kredytu. "Ale tak naprawdę - jak powiedzieli - boją się kolejnej, 27. wersji +Polskiego Ładu+, bo podobnie, jak miliony innych Polek i Polaków do tej pory nie wiedzą jaki będzie naprawdę podatek pod koniec roku. Na razie do tej pory doczekaliśmy się już między grudniem a lipcem pięciu wersji samego PIT-u" - stwierdził Tusk. "Nie wiedzą jak naprawdę będzie wyglądała składka zdrowotna, gdzie będzie odpis. A jeszcze muszą zapłacić za mąkę, która od lipca o sto procent podrożała. Jak tu prowadzić firmę?" - pytał lider PO.

Zaznaczył przy tym, iż ostatnią rzeczą, którą przedsiębiorcy, z którymi miał okazję ostatnio rozmawiać - restauratorzy, piekarze - chcą zrobić, to podnieść ceny. "Nie tylko dlatego, że są ludźmi przyzwoitymi, ale też wiedzą, że gdyby podnieśli cenę tego, co oferują, adekwatnie do tego, co im PiS załatwił, to nikt by do nich nie przyszedł zjeść, bo to byłaby jakaś kosmiczna cena" - dodał polityk.

To właśnie drobni przedsiębiorcy - jak ocenił - w dużej mierze biorą dzisiaj na siebie ciężar "finansowania głupoty i nieuczciwości" obecnej władzy. "Z drugiej strony też widzą ile tych pieniędzy się marnuje, jak często zdarza się sytuacja, w której ten, kto nie pracuje, ma więcej pieniędzy od tego, kto pracuje 12, 16, 18 godzin na dobę, urywa sobie ręce i czasami słyszy od osoby, która nie pracuje: +a po co ty się tak męczysz?+" - mówił Tusk.

Według niego, w takiej sytuacji są urzędniczki opieki społecznej. "One mówią: +będziemy dalej to robić, ale często łapiemy się na tym, że opiekujemy się ludźmi, których sytuacja finansowa jest lepsza niż nasza, tylko my pracujemy po te 12, 14 godzin na dobę" - powiedział szef Platformy.

Dodał, że trzeba "przywrócić zdrowe proporcje w Polsce". "To znaczy im ciężej pracujesz, tym lepiej zarabiasz. Jakaś premia za robotę, za kreatywność, za to, że harujesz, musi być. Może nie gigantyczna, ale nie może być tak, że praca jest za karę i płaca jest za karę w tej robocie" - podkreślił Tusk. Zastrzegł przy tym, iż nie chodzi o odebranie komukolwiek dotychczasowych świadczeń. "Ludzie nie są winni temu, że władza podejmuje złe decyzje. Poziom pomocy, jaki państwo kiedyś zaoferowało, i tak musi być utrzymany" - zaznaczył.

Spotkanie odbyło się w jednym z kin w Szczecinku. Dyskusji przysłuchiwało się liczne grono polityków Platformy Obywatelskiej, m.in. marszałek Senatu Tomasz Grodzki, rzecznik partii Jan Grabiec, marszałek woj. zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz, senator Stanisław Gawłowski, b. burmistrz Szczecinka, obecnie poseł Jerzy Hardie-Douglas, b. poseł Paweł Suski oraz obecny poseł Piotr Zientarski. (PAP)

autor: Marta Rawicz

mkr/ mark/