Projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach dotyczących ochrony życia i zdrowia obywateli w okresie epidemii COVID-19 zakłada masowe testowanie pracowników i możliwość dochodzenia roszczeń w sytuacji, gdy jeden, który wcześniej nie poddał się testowi na obecność koronawirusa, zakazi drugiego. W takiej sytuacji formalności załatwiałby pracodawca, a procedurę wszczynałby wojewoda.
– Tam są też dobre rozwiązania – broni projektu polityk PiS, wskazując na przepis, który zezwala na poradę telefoniczną lekarza tylko za zgodą pacjenta. Ale sam trzon projektu, o którym opozycja mówi zgryźliwie „lex konfident”, budzi dyskusje w samym klubie PiS. – Nowych ustaw covidowych nie ma z podobnych względów, dla których wciąż nie ma ustaw sądowych – mówi nam osoba z rządu.
Jeszcze wczoraj suchej nitki na projekcie nie zostawiali nasi rozmówcy z Solidarnej Polski, koalicjanta PiS. – Dziurawa, fatalna dla szczepionych, ozdrowieńców i nieszczepionych. To widmo 20 mln testów tygodniowo, kiedy teraz chyba ledwo milion przekraczamy – zwraca uwagę jeden z ziobrystów.
Reklama
Opozycja jest także krytyczna wobec pomysłu. – Ten projekt pogodził zarówno zwolenników, jak i przeciwników szczepień, bo wszyscy są mu przeciwni. To nienaprawialny bubel – mówi Katarzyna Lubnauer z Koalicji Obywatelskiej. Jak podkreśla, zwolennicy boją się, że ustawa będzie oznaczała faktyczny koniec programu szczepień, z kolei przeciwnicy szczepień są przeciwni jakimkolwiek ograniczeniom. Jak podkreśla Lubnauer, związana z ustawą powszechność testów była dobrym rozwiązaniem przy poprzednich mutacjach koronawirusa, natomiast obecnie jej efektem byłby praktyczny lockdown, ponieważ szybkość transmisji Omikrona gwarantuje, że zarazi się nim większość populacji. – Jesteśmy na takim etapie, że ważniejsze jest, żeby jak najwięcej osób się zaszczepiło, co chroni przed ciężkim zachorowaniem czy zgonem – podkreśla Katarzyna Lubnauer.
Nie mniej krytyczną opinię ma PSL. – Dziś decyzja zapadnie na klubie, ale nie widać poparcia dla tej ustawy, w której kuriozum goni kuriozum – mówi poseł PSL i dodaje, że pomysły masowego testowania są spóźnione o kilka miesięcy i podane w nieakceptowalnej formie.

Reklama
Lewica ma własny projekt, idący w zupełnie innym kierunku, proponuje bowiem obowiązkowe szczepienia, a tego PiS nie poprze. – Totolotek ma bardziej sprawiedliwe reguły, głupszej ustawy dawno nie widziałam – recenzuje Anna Maria Żukowska z Nowej Lewicy.
Jak widać, szanse lex Kaczyński na uchwalenie maleją z każdą godziną i trudno znaleźć w Sejmie adwokatów tego projektu. Ale nawet gdyby ustawa została uchwalona w Sejmie, to zanim zajmie się nią Senat, potem znowu Sejm i w końcu trafi do prezydenta, może być już niepotrzebna.
– W połowie marca będzie można odtrąbić koniec Omikrona, stanie się to w ciągu czterech–pięciu tygodni – mówi dr Franciszek Rakowski z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Uniwersytetu Warszawskiego, współautor modelu epidemii. Z wyliczeń ICM UW wynika, że szczyt zakażeń przypadnie ok. 10 lutego, choć w szpitalach pik zobaczymy z blisko dwutygodniowym poślizgiem. Obecnie zajętych jest 15 tys. łóżek covidowych, w czarnych scenariuszach była mowa, że może być zajęte nawet 80 tys. łóżek. Jednak, jak podkreśla Rakowski, dotychczasowy przebieg Omikrona w Polsce, ale także innych krajach, wskazuje, że szczyt hospitalizacji będzie dużo niższy.
Ze zwiększeniem skali testowania Polaków może być o tyle problem, że dopisywanie kolejnych aptek do listy tych, w których będzie można bezpłatnie się przetestować, idzie powoli. Jeszcze wczoraj w systemie widocznych było ok. 180 aptek, spośród ok. 13 tys. istniejących, ale nie wszystkie chcą się zgłosić lub spełniają podstawowe warunki (m.in. wydzielone pomieszczenie na okoliczność przeprowadzenia testów).
Wczoraj pracę nad dokumentem miała rozpocząć sejmowa komisja zdrowia. Jej posiedzenie odroczono jednak na dziś. Przed rozpoczęciem obrad pojawiały się informacje o możliwych poprawkach.
W Sejmie oprócz tego projektu jest także tzw. ustawa Hoca, która zakłada danie pracodawcom możliwości wprowadzenia obowiązku testowania pracowników, ale ona budzi opory w samym PiS, więc szans na jej uchwalenie praktycznie nie ma.
„Lex konfident” budzi dyskusje w samym klubie PiS