Co po orzeczeniu TK, który rozpatrując wniosek premiera, uznał nadrzędność prawa krajowego nad unijnym, który zaostrzył nasze relacje z Brukselą?

To percepcja, jakiej chciałby Donald Tusk: że jest jakiś nowy spór, że wyrok TK coś zmienił. Jak widzimy – nie zmienił. Będziemy z uporem przypominać i podkreślać, że to nie jedyny wyrok tego typu w UE.

Tusk nie jest osamotniony w tej swojej percepcji. Były reakcje innych stolic europejskich czy Komisji Europejskiej.

Nie spodziewam się, żeby politycy Europy Zachodniej z lubością wczytywali się w wyrok TK albo sprawdzali historię orzecznictwa polskiego i innych krajów europejskich. Reagują na przedstawianą im fałszywą narrację. Teraz naszą rolą jest pokazać, jak wygląda sytuacja.

To jak wygląda?

Wyrok TK jest wyrokiem zakresowym. To coś zupełnie innego niż uchylenie normy prawnej. Trybunał stwierdza, że to interpretacja normy – w określonym zakresie - nie jest zgodna z konstytucją. Po drugie inne trybunały krajów członkowskich wyraźnie stwierdzają, że w przypadku kolizji konstytucyjne prawo krajowe ma wyższość nad prawem unijnym.

Nie żałujecie, że premier w ogóle złożył ten wniosek do TK?

Spójrzmy na to długoterminowo. Gdyby UE starała się wkraczać w kompetencje niezastrzeżone dla Unii, to mielibyśmy do czynienia z sytuacją, w której organy unijne stopniowo, krok po kroku, przekraczają granice, których przekraczać nie powinny.

Tyle że po stronie europejskiej pojawia się argumentacja, że robimy coś w rodzaju Unii à la carte. Że chcielibyśmy mieć pieniądze unijne, ale nie pozwalamy Unii reagować, gdy jej zdaniem coś niedobrego się dzieje w państwie członkowskim.

Od kiedy powstała Wspólnota Europejska na bazie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali i Europejskiej Wspólnoty Gospodarcza istnieje dylemat - czy to ma być superpaństwo, czy federacja państw? A może wspólnota suwerennych państw, które działają w ramach umowy międzynarodowej? Ta ostatnia koncepcja jest nam najbliższa i ona literalnie wpisana jest do unijnych traktatów. Ona wynika z tez głoszonych przez ojców założycieli UE. To nie jest Europa à la carte, tylko Europa, która realizuje zadania wpisane wprost do traktatów. To choćby np. kwestie prawa handlowego, gospodarczego, częściowo środowiskowego itd.