Podczas konferencji prasowej pod Sejmem Rutka mówił o wynikach swoich kontroli poselskich w pogotowiu ratunkowym w Warszawie i Gdańsku. "Te kontrole ukazały bardzo zły stan, wręcz momentami katastrofalny stan obsad załóg pogotowia ratunkowego, czyli tzw. zespołów ratownictwa medycznego" - podkreślił poseł.

Poinformował tez, że zwrócił się do resortu zdrowia z interpelacją dotyczącą kosztów lotów śmigłowców pogotowia ratunkowego w kontekście protestów ratowników m.in. w Warszawie i Gdańsku, kiedy nie wyjechała część załóg karetek, a do poszkodowanych wysyłano właśnie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe.

W odpowiedzi wiceminister zdrowia Waldemar Kraska poinformował, że średni koszt 24-godzinnego dyżuru śmigłowca to 42 tys. 288 zł 45 gr, średni koszt dyżuru śmigłowca od godz. 7 do 20 to 22 tys. 906 zł i 24 gr, a średni koszt godziny lotu podczas dyżuru (zarówno 24-godzinnego, jak i w godz. 7-20) to 8 tys. 900 zł.

"Każde wysłanie śmigłowca zamiast karetki kosztuje tyle, co dwa dni służby zespołu pogotowia ratunkowego" - podkreślił Rutka. Jak wyliczał, w momencie, kiedy LPR był rozdysponowany dziewięciokrotnie, jest to równe pracy 20 dni służby załogi pogotowia ratunkowego.

"Naszego polskiego państwa nie stać na te luksusy" - oświadczył Rutka. "Zwracam się do ministra zdrowia, aby podjął rzeczowe, konkretne rozmowy z załogami i z pracownikami systemu ratownictwa medycznego, bo na luksus wysyłania śmigłowców nas po prostu nie stać" - mówił poseł Lewicy.