Chodzi o ubiegłoroczne, zaplanowane na 10 maja wybory prezydenta PR, w których Polacy, ze względu na pandemię COVID-19, mieli głosować wyłącznie drogą korespondencyjną. Wybory ostatecznie nie odbyły się, mimo zaawansowanych przygotowań. Wydrukowane zostały m.in. pakiety wyborcze; ich dostarczeniem miała się zająć Poczta Polska. Sprawę organizacji wyborów korespondencyjnych skontrolowała Najwyższa Izba Kontroli.

"Zobaczymy oczywiście, jaka będzie treść tego raportu. Ja mam niestety wrażenie, że część działań Najwyższej Izby Kontroli obecnie nie tyle realizuje konstytucyjne zadania, a raczej ma służyć do politycznych ataków. Być może to wynika z faktu, że prezes NIK (Marian Banaś) ma jakieś poczucie krzywdy czy żalu z tego powodu, że były podejmowane próby jego odwołania, ale te próby też były uzasadnione okolicznościami" - powiedział wiceszef MSZ.

Podkreślał, że należy pamiętać, w jakiej sytuacji Polska była ponad rok temu. "Wtedy przepisy o głosowaniu korespondencyjnym już obowiązywały, jeśli ktoś chciał je przygotowywać, to była odpowiedzialność rządu, by je przygotować" - mówił. Zaznaczał, że wybory to "podstawowy element demokracji". Mówił, że choć w tamtym czasie pandemia już trwała i były głosy, by zorganizować wybory we wrześniu, to ostatecznie okazało się, że jesienią sytuacja epidemiczna była w kraju jeszcze gorsza.

Reklama

Jabłoński podkreślał, że należy analizować sprawę, biorąc pod uwagę nadzwyczajne warunki, jakie wówczas obowiązywały.