O planach ws. projektu poinformowali na poniedziałkowej konferencji prasowej posłowie Lewicy: Wanda Nowicka i szef klubu Krzysztof Gawkowski.

Nowicka oceniła, że w polityce kobiety na wysokich stanowiskach - takich jakie zajmuje na przykład marszałek Sejmu Elżbieta Witek - są wyjątkami od reguły i są w niej na ogół "używane" do ocieplenia wizerunku obecnych w niej mężczyzn i by tworzyć pozór normalności w życiu publicznym. Przekonywała, że partie prawicowe "sięgają" po kobiety głównie w czasie okołowyborczym, by potem zapominać o nich przy rozdziale ważniejszych, kluczowych stanowisk.

Posłanka Lewicy zaznaczyła, że w obecnym rządzie jest jedna kobieta w randze ministra - minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg - na ponad dwadzieścia takich stanowisk; oceniła, że to "patologia".

Reklama

"52 proc. populacji to kobiety. Ale ja w swoim projekcie ustawy parytetowej nie idę tak daleko. Na listach wyborczych do parlamentu ma być pół na pół, pięćdziesiąt procent kobiet i pięćdziesiąt procent mężczyzn. Proponuję też na tych listach mechanizm suwakowy, umieszczanie na nich naprzemiennie: kobieta, mężczyzna" - powiedziała Nowicka.

Podkreślała, że więcej kobiet na listach wyborczych to więcej kobiet w polityce, a to z kolei oznacza "politykę robioną z szerszej perspektywy niż tylko męska". "A przecież decyzje, które podejmujemy w parlamencie dotyczą nas wszystkich" - wskazywała.

Nowicka podkreśliła, że obecnie Kodeks wyborczy gwarantuje kobietom 35 proc. miejsc na listach wyborczych. "Ale po 10 latach obowiązywania już wiemy, że to nie wystarczy. Dlatego by zapobiec tej nierówności i niesprawiedliwości składam projekt ustawy parytetowej" - oświadczyła, dodając, że projekt dotyczy wyborów do PE, samorządu i parlamentarnych.

Podkreślała, że jej zdaniem przyjęcie takich regulacji jest konieczne w nowoczesnym i sprawiedliwym państwie.

Gawkowski zaznaczał, że "odpowiedzialność polityków to też odpowiedzialność za reprezentację" i czas już na równy dostęp obu płci do ław parlamentarnych. Wyraził nadzieję, że będzie to "przyczółek do mówienia o równym traktowaniu w każdej sferze życia" i przeciwdziałania w nich dyskryminacji.

Wymóg, aby na liście wyborczej znajdowało się co najmniej 35 proc. kobiet i 35 proc. mężczyzn, Sejm wprowadził pod koniec 2010 roku. Projekt ustawy - pierwotnie wprowadzającej parytety, czyli równy udział kobiet i mężczyzn na listach wyborczych - był obywatelską inicjatywą zgłoszoną przez Kongres Kobiet. W toku prac parlamentarnych przyjęto poprawkę zamieniającą parytet na 35-procentową kwotę.