Skierowanie z napisem „MEN” trzymali w rękach nie tylko pedagodzy z podstawówek, z których część faktycznie pracuje w szkołach. Papiery uprawniające do wkłucia dostało też ok. 90 tys. wykładowców akademickich. Wykładowców, których większość murów uczelnianych nie widziała od marca zeszłego roku. Czemu zostali wciągnięci na listę priorytetową? Skorzystali z tego, że nauczyciele to jedna z najgłośniejszych i najskuteczniejszych grup zawodowych.
Ktoś powie, że 100 tys. przy 30 mln dorosłych Polaków to niewiele. Ale każdego dnia na COVID-19 umiera kilkaset osób, a perspektywy na poprawę sytuacji epidemicznej nie są duże. W takich okolicznościach 100 tys. dawek zaczyna robić większe wrażenie. Tym bardziej że do zaszczepienia najbardziej narażonych na śmierć seniorów wciąż daleka droga.