Na czym to łamanie miało polegać? „Na wytwarzaniu wrażenia dwuwładzy w Porozumieniu” – odpowiedział mi „gowinowy” poseł Michał Wypij. Ważne były dawne podziały. Wiosną ubiegłego roku Bielan najmocniej kwestionował przekładanie z inicjatywy Gowina majowych wyborów prezydenckich. Oskarżał wtedy prezesa partii z pozycji propisowskich o paktowanie z opozycją i szukanie miejsc na listach PSL.
Pod powierzchnią tlił się od jesieni spór o skład zarządu i prezydium, dwóch organów partii. Zwolennicy Bielana i wiceprezesa Porozumienia Arkadiusza Urbana twierdzili, że Gowin bezprawnie je poszerzył, „napompował” i że pozwolił na przeprowadzanie personalnych głosowań z naruszeniem procedur. Partyjnej opozycji udało się pozyskać dla tej opinii większość sądu koleżeńskiego.
To podobno przy okazji badania tego sporu sąd koleżeński odkrył ostatnio, że na kongresie w listopadzie 2017 r. wybrano wszystkie władze partii, poza prezesem. Gowin miałby od trzech lat prezesować Porozumieniu „nielegalnie”. Dwaj sędziowie (na trzech) uznali za tymczasowego lidera partii Bielana, jako przewodniczącego Konwencji Krajowej. To właśnie gowinowcy nazywają puczem. Odpowiedzią był wniosek Gowina o zawieszenie „konkurenta”.
Bielan ogłosił, że zwołał zarząd partii, a ten podjął uchwałę krytyczną wobec Gowina. Twierdzi, że było kworum. Chyba jednak Bielan rozgrywkę przegrał, skoro 13 na 17 posłów Porozumienia zadeklarowało wierność prezesowi. Może jeszcze postawić na spór sądowy, ale gdyby nawet wypchnął Gowina z jego stanowiska, PiS-owi by nie pomógł. Ta grupa posłów jest języczkiem u wagi w parlamencie. Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski już ogłosił, że to Gowin będzie uznawany za lidera na spotkaniach koalicji.
Wszyscy uważają, że „pucz” był sprowokowany na zlecenie kierownictwa PiS. Mnożą się memy o powstaniu „Porozumienia Jarosława Gowina imienia Jarosława Kaczyńskiego”. Ale tak naprawdę wykazano raz jeszcze, że Zjednoczona Prawica wisi w tej kadencji na Gowinie.
Skądinąd ostatnio większym problemem dla Kaczyńskiego był Zbigniew Ziobro. W sprawie budżetowych negocjacji z Unią Gowin wspierał linię Morawieckiego, choć w zabawny sposób przypisywał sobie część negocjacyjnych zasług. Wicepremier jest zwolennikiem odmrażania życia społecznego w pandemii, ale z reguły firmuje decyzje rządowe. Jeśli rząd się w tej sprawie cofa, to raczej pod naciskiem sondaży niż małego koalicjanta.
Były sprawy, w których postawienie się Gowina popsuło szyki „twardogłowym” z prawicy. Choćby wtedy, gdy nie pozwolił na zmianę zasad obciążania obywateli mandatami. Ale czy Kaczyński zachęcałby do akcji tak kiepsko przygotowanej? Sądzę, że pierwotny był spór w samym Porozumieniu, wzmocniony nonszalanckim stosunkiem Gowina do partyjnych procedur. Prezes PiS mógł słuchać życzliwie zapowiedzi Bielana, że jego koalicjant, który kiedyś zmusił go do ustępstw, będzie miał kłopoty. Ale niczego nikomu raczej nie obiecał.
Co może zyskać na tej awanturze? Jedynie ośmieszenie Porozumienia jako szyldu. Ta grupa zawsze już będzie się kojarzyła z odkryciem, że prezes nie jest prezesem, oraz ze zmianą zamków w partyjnej siedzibie, co przypomina prawicowe awantury z lat 90. Tyle że na razie awantura zaowocowała życzliwymi wypowiedziami polityków PO na temat Gowina jako „ofiary” Kaczyńskiego. Pewnie go to kompromituje w oczach ortodoksyjnie prawicowych wyborców. Ale przypomina o jego kluczowej roli w tym Sejmie.
U podstaw sporu leżą różnice mentalne. Adam Bielan nie przestał się czuć politykiem PiS. Tylko w następstwie personalnych uraz z 2010 r. wylądował u Gowina, a nie u Kaczyńskiego. Przymierzano go do funkcji rzecznika rządu Beaty Szydło, odgrywał ważną rolę w kampanii Andrzeja Dudy w 2020 r. Miękka, obrotowa formuła prawicy Gowina zaczęła mu zawadzać.
Dziś silniejszy jest wicepremier. Ale czy tak samo będzie w 2023 r., kiedy będą układane nowe listy wyborcze? Bielan będzie wtedy w głównym nurcie narodowo-socjalnej prawicy. Gowin pewnie zacznie szukać swego miejsca w kruchych koalicjach z takimi ludźmi jak Władysław Kosiniak-Kamysz czy nawet Szymon Hołownia. Z głównego rozgrywającego w obecnym Sejmie zmieni się w petenta, niekoniecznie skazanego na sukces. No chyba, że raz jeszcze wytłumaczy, że jest niezbędny Kaczyńskiemu. Ale to mało realne.