Ponad 90 tys. – tyle osób wracających od 28 grudnia do Polski z egzotycznych podróży zostało uwięzionych w domach. Najbardziej rozgoryczeni są rodzice uczniów. Powód? Na stronie internetowej Komendy Głównej Straży Granicznej cytującej rozporządzenie Rady Ministrów wyraźnie jest napisane, że „z kwarantanny są zwolnieni uczniowie pobierający naukę w Polsce i ich opiekunowie, którzy przekraczają granicę wraz z uczniami w celu umożliwienia tej nauki”. A wszystko rozbija się o interpretację.
– Byłam zaskoczona, kiedy celnik na przejściu granicznym na lotnisku w Warszawie poinformował mnie, że na mnie i moją rodzinę zostaje nałożona kwarantanna. Nie pomogło powołanie się na wytyczne ze strony internetowej. Usłyszałam, że straż ma swoją interpretację przygotowaną w porozumieniu z sanepidem – tłumaczy jedna z pasażerek wracających w ubiegłym tygodniu z Egiptu.
GIS przyznaje, że zgodnie z jego stanowiskiem wyjazd na ferie do ciepłych krajów z dziećmi nie jest podstawą do zwolnienia z kwarantanny. Dotyczy to tylko osób, które udowodnią, że powodem powrotu do Polski była wyłącznie nauka dziecka. Są sytuacje, że rodzice dzieci uczących się w Polsce są cudzoziemcami i przywożą dzieci do naszego kraju, aby te mogły zacząć naukę.
Kłopot polega na tym, że nawet w samym sanepidzie nie ma spójności co do tego, jak interpretować ten zapis o kwarantannie. Zdarza się, że zwolnione zostają z niej tylko dzieci, a opiekunów zostawia się w domu, czasem zwolnienie otrzymują całe rodziny albo wręcz odwrotnie – wszyscy dostają nakaz pozostania w domu. – Byliśmy przekonani, że ponieważ mamy dzieci w I i II klasie, zostaniemy wpuszczeni bez kłopotu – mówi jeden z rodziców. Dopiero na lotnisku dowiedzieli się, że zostaną wpisani do systemu. I jeszcze tego samego dnia otrzymali powiadomienie od sanepidu, że mają kwarantannę. Teraz walczą o zwolnienie, bo dzieci nie mogą wrócić do szkoły, a zdalne nauczanie nie jest już możliwe. Jak dowiaduje się DGP, dziś urzędy zostały wręcz zalane prośbami od rodziców, którzy wrócili z zagranicy i posłano ich na kwarantannę.
Pracownicy sanepidów mówią wprost, że mają zagwozdkę. Ich prawnicy analizowali przepisy i wykładnia nie jest jednoznaczna. – Trzeba udowodnić, że powrót jest związany z rozpoczęciem przez dziecko edukacji. Przy powrocie z ferii, teoretycznie, powodem jest także rozpoczęcie szkoły. Jednak zdaniem GIS jest to zwykły powrót do domu – mówi jeden z naszych rozmówców z sanepidu. Jego pracownicy mają za złe, że przepisy przygotowane przez rząd są nieprecyzyjne, a na nich zostało zrzucone odgrywanie złego policjanta.
Od jakiegoś czasu obowiązuje interpretacja głównego inspektora, mówiąca wprost, że nie można odpuszczać rodzicom i dzieciom, którzy wyjechali na ferie. Chodzi o to, jak mówią nasi rozmówcy, żeby oddać sens przepisów – mają ukrócić rekreacyjne wyjazdy z kraju. Tym bardziej, że w Polsce hotele są zamknięte.
Brak spójności widać też przy interpretacji przepisów dotyczących przekraczania granicy. Sprawdzani są wracający samolotem z krajów poza UE. Ci, którzy jadą samochodem wewnątrz Unii, mają szanse uniknąć kwarantanny. Jak mówi przedstawiciel straży granicznej, kwarantanna obowiązuje tych, którzy przemieszczają się transportem zbiorowym. Jednak i w takiej sytuacji można jej uniknąć. Są bowiem osoby, które pociągiem dojeżdżają do granicy z Polską, przekraczają ją taksówką, by potem wsiąść znowu do pociągu i jechać dalej. W ten sposób unikają przymusowej izolacji. Czy wirusa też, tego nie wiadomo.