W siedzibie redakcji DGP odbyło się pierwsze, inauguracyjne spotkanie w ramach nowo utworzonej Rady Prawno-Gospodarczej. Gremium to, zrzeszające liderów najważniejszych organizacji reprezentujących pracodawców, ma za zadanie zwracać uwagę opinii publicznej i decydentów na kwestie kluczowe dla stabilności państwa i rozwoju przedsiębiorczości. Tematem otwierającym cykl prac Rady stał się dialog społeczny, a właściwie jego postępujący zanik, który zdaniem uczestników debaty bezpośrednio przekłada się na wymierne straty gospodarcze, chaos prawny i spadek inwestycji prywatnych w Polsce.

Rada Prawno-Gospodarcza DGP o legislacyjnych porażkach

Punktem wyjścia do dyskusji były konkretne przykłady legislacyjnych porażek, których wspólnym mianownikiem było zignorowanie głosu partnerów społecznych. Joanna Makowiecka-Gatza, prezes Pracodawców RP wskazała na Polski Ład jako przykład szkodliwego działania legislacyjnego. Jak zauważyła, w procesie tym głos strony reprezentującej gospodarkę nie był słuchany, co doprowadziło do wdrożenia wadliwego systemu, z którego później etapami się wycofywano. - Ciężko nawet policzyć wynikające z tego koszty. Nie tylko te bezpośrednie, wynikające ze zmiany stawek podatkowych, ale również te związane z utratą zaufania i chaosem, który został wygenerowany – podkreśliła Makowiecka-Gatza.

Drugim, palącym przykładem nieuwzględniania głosu partnerów społecznych jest reforma Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). - Słowo dialog było przez resort pracy odmieniane przez wszystkie przypadki, ale faktycznie go nie było. Jako przedstawiciele przedsiębiorców, nie byliśmy nawet poważnie traktowani – mówiła Makowiecka-Gatza, dodając, że projekt był procedowany z determinacją polityczną lub światopoglądową, mimo druzgocącej oceny Rządowego Centrum Legislacji.

Wątki te rozwinął także Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców BCC, który przypomniał, że środowisko biznesowe początkowo z entuzjazmem podchodziło do samej idei reformy podatkowej. - Była naprawdę duża wola po naszej stronie, ja pamiętam ten entuzjazm wręcz w RDS-ie po obu stronach społecznej strony, żeby zreformować system podatkowy w ramach zapowiedzianego wówczas Polskiego Ładu. Jak się skończyło? Bez konsultacji wprowadzono odgórnie rozwiązania, które potem trzeba było kilkaset razy nowelizować – wyliczał.

I zaznaczył, że podobnie było w przypadku PIP, kiedy resort rodziny, nie słuchał stron dialogu społecznego, forsował własne pomysły, po czym premier projekt ustawy wyrzucił do kosza. Bernatowicz ostrzegł jednocześnie, że fiasko tego projektu to nie tylko problem z dialogiem w Polsce, ale ryzyko utraty części środków z KPO, ponieważ reforma inspekcji pracy stanowi jeden z kluczowych kamieni milowych.

Rada o fasadowych instytucjach

Uczestnicy debaty zgodnie uznali, że obecna aktywność Rady Dialogu Społecznego, czyli forum negocjacji rządu, pracodawców i związków zawodowych, ma charakter fasadowy. Marek Górski, prezydent Konfederacji Lewiatan wskazał na brak wzajemnego zaufania jako fundament problemu. - Dialog oznacza spotkanie stron w atmosferze wzajemnego zaufania, wsłuchanie się w głos pozostałych partnerów i próbę zrozumienia tych argumentów oraz uwzględnienia ich tam, gdzie to jest możliwe - wyjaśniał.

W jego ocenie, w ostatnich latach dialog w RDS stał się pozorny, a urzędnicy zbyt często wypełniają jedynie ustawowe formuły, nie wykazując chęci do merytorycznej debaty. – Większość ministrów unika Rady Dialogu Społecznego, rzadko uczestniczą w jej posiedzeniach. Skuteczność dialogu zależy dziś także od postawy szefostwa danego resortu, czyli od tego, czy konkretny resort jest otwarty na konsultacje, czy też ignoruje postulaty partnerów społecznych, a dzieje się tak mimo formalnych zobowiązań, które zapisane są w ustawie o radzie dialogu społecznego. Dlatego bezpośredni dialog z poszczególnymi resortami wygląda już znacznie lepiej – dodał Marek Górski.

O skutkach takiego podejścia mówił również Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. Według niego problem leży w mentalności rządzących, którzy nie rozumieją roli RDS. - Rządzący absolutnie nie wykorzystują potencjału RDS, a mieliby silniejszy mandat, gdyby przeprowadzali konsultacje - zaznaczył. Zwrócił uwagę na to, że w dojrzałych demokracjach ministrowie gospodarki traktują przedsiębiorców jako naturalnych testerów prawa. - To zasługa tego, że nie jesteśmy teoretykami. Znamy gospodarkę od praktyki – mówił przewodniczący FPP.

W dyskusji zwrócono również uwagę, że rządzący często czują się nieomylni. Marek Kowalski zauważył, że dopóki po stronie władzy nie pojawi się pokora i potrzeba sprawdzenia projektu u praktyków, dialog pozostanie martwy.

Koszty braku dialogu

Brak rzetelnych negocjacji to nie tylko kwestia kultury politycznej, szacunku dla zobowiązań konstytucyjnych i ustawowych, ale przede wszystkim realny koszt dla PKB. Marek Górski przypomniał niespełnione obietnice dotyczące wzmocnienia inwestycji. - Dzisiaj stanowią one zaledwie 17 proc. PKB, a miało być 25 proc. To nie wygląda dobrze - zaalarmował, zestawiając polskie wyniki z unijną średnią na poziomie 22 proc. Według lidera Lewiatana, głównym hamulcem jest brak stabilności i przewidywalności prawa oraz krótkie vacatio legis. Choć udało się wywalczyć zapisy o sześciomiesięcznym okresie dostosowawczym w Konstytucji Biznesu, to w praktyce są one ignorowane lub omijane.

Joanna Makowiecka-Gatza dodała, że nieprzewidywalność przepisów bezpośrednio przekłada się na decyzje biznesowe. Najnowszy raport Pracodawców RP „Jak pobudzić inwestycje w Polsce” jasno wskazuje, że zmienność prawa obok wskaźników ekonomicznych jest największą barierą dla inwestorów.

Z kolei Marek Kowalski zwrócił uwagę, że większą wolę słuchania resort finansów wykazuje w przypadku KSeF, ale system ten rodzi obawy o chaos, zwłaszcza w sektorze mikroprzedsiębiorstw. - Wprowadzamy w 2026 r. własny KSeF, nie wiedząc, jakie będą narzucone rozwiązania unijne w tym zakresie w 2027 r. Będziemy mieli zafundowane następne zamieszanie, bo Unia będzie widziała inaczej te rozwiązania. Czy nie warto było poczekać te dwa lata i wejść w jednolity system europejski – zapytał szef FPP.

Recepty ekspertów

Uczestnicy debaty zastanawiali się, jak uzdrowić system dialogu, by przestał zależeć od charakteru i dobrej woli konkretnego ministra. Łukasz Bernatowicz zauważył, że obecna ustawa o RDS jest dobrze napisana, ale brakuje egzekucji jej przepisów. - Np. ustawa wymienia ministrów, których obowiązkiem jest branie udziału w posiedzeniach. I co z tego, skoro regularnie tego obowiązku nie wykonują. Może warto rozważyć jakiegoś rodzaju sankcje za nieobecność? – zastanawiał się prezes BCC. Zauważył, że często zamiast decydentów na posiedzenia przychodzą wiceministrowie bez pełnomocnictw do podejmowania wiążących decyzji, co czyni dyskusję jałową.

Joanna Makowiecka-Gatza zaproponowała stworzenie listy systemowych rekomendacji dla premiera i prezydenta oraz „publiczne piętnowanie” absencji ministrów. - Czyli szerokie informowanie opinii publicznej o tym, kto się nie pojawił przez cały rok i nie wypełnia swoich obowiązków. Myślę, że by to zadziałało po stronie tych, którzy powinni uczestniczyć w dialogu, byłaby mobilizacja - uważa.

Z kolei Marek Kowalski zasugerował wykorzystanie narzędzi parlamentarnych. Przypomniał, że uchwały RDS powinny być obligatoryjnie dołączane do projektów ustaw w Sejmie i Senacie, o czym urzędnicy często zapominają. - Jeżeli jest uchwała Rady, to powinniśmy pilnować, aby była przedstawiona parlamentarzystom, a członek danego zespołu RDS mógłby być referentem na sali sejmowej. To byłoby narzędzie zmuszające ministrów do liczenia się z nami – wskazał Marek Kowalski.

Konsolidacja pracodawców

Debata dotknęła również problemów wewnętrznych strony społecznej. Łukasz Bernatowicz i Marek Górski podnieśli kwestię zbyt łatwego uzyskiwania reprezentatywności przez nowe organizacje, co prowadzi do rozdrobnienia, a tym samym osłabienia głosu pracodawców i pozwala rządowi nastawiać partnerów przeciwko sobie. - Wystarczy w KRS-ie złożyć oświadczenie, które nie jest w żaden sposób przez sąd weryfikowane. Dopóki sąd nie będzie mógł powołać biegłego, który je zweryfikuje, to nie ma najmniejszego sensu zmieniać kryteriów – powiedział Łukasz Bernatowicz.

Marek Górski dodał, że zjednoczona i reprezentowana przez największe organizacje strona pracodawców byłaby traktowana poważnie. - W naszym interesie jest, aby strona pracodawców miała jednolite stanowisko, wzmacniające spójny przekaz - podkreślił.

Na koniec Marek Kowalski zwrócił uwagę na niepokojący trend ideologizacji życia gospodarczego. Skrytykował on retorykę niektórych resortów, która jego zdaniem uderza w wizerunek przedsiębiorcy. - Pani minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk nas osłabia, nagrywa spoty, w których atakuje przedsiębiorców i pokazuje nas w najgorszej możliwej postaci, czyli tych, którzy wyzyskują pracowników. To jest typowe działanie populistyczne, które zmierza bardziej do szkalowania przedsiębiorców niż do załatwienia problemu pracowników - ocenił Marek Kowalski. Podkreślił, że bez wzajemnego szacunku i zaufania między państwem a biznesem, Polska nie będzie w stanie skutecznie konkurować na rynkach międzynarodowych nowymi technologiami, a jedynie niskimi kosztami pracy, co jest ślepą uliczką dla gospodarki.