Organizacja miałaby zajmować się nadzorowaniem sytuacji w zrównanej z ziemią Strefie Gazy, gdzie obowiązuje zawieszenie broni wynegocjowane przez administrację Donalda Trumpa.
Rada Pokoju miała zajmować się Strefą Gazy. Statut daje jej ambicje globalne
Ze statutu, który rozesłano do potencjalnych członków, wynika jednak, że rada otrzymałaby znacznie szerszy mandat. Mógłby on pozwolić jej rywalizować wręcz z Organizacją Narodów Zjednoczonych i pośredniczyć w innych globalnych konfliktach. Dokument podkreśla potrzebę powołania „bardziej elastycznego i skutecznego międzynarodowego organu budowania pokoju” oraz przekonuje, że „trwały pokój wymaga pragmatycznych osądów, zdroworozsądkowych rozwiązań i odwagi, by odejść od instytucji, które zbyt często zawodziły”.
Polska na liście zaproszonych. MSZ: decyzja wymaga zgody Sejmu
Źródło DGP w Ministerstwie Spraw Zagranicznych odsyła do art. 89 Konstytucji. Zgodnie z nim przystąpienie do tego rodzaju porozumienia wymaga ratyfikacji w formie ustawy. Oznacza to konieczność uzyskania zgody parlamentu. Wśród przedstawicieli obozu rządzącego nie ma jednak woli przystąpienia do rady. Na pytanie, czy MSZ dostrzega w tym jakiekolwiek korzyści dla Polski, wysoko postawiony urzędnik odpowiedział ironicznie: „zasiadanie w jednej radzie z Putinem?”.
Donald Tusk: nikomu nie damy się rozegrać
O tym, że decyzja w tej sprawie nie należy tylko do prezydenta, przypomniał też premier. - Przystąpienie Polski do organizacji międzynarodowej wymaga zgody Rady Ministrów i ratyfikacji przez Sejm. Rząd kierować się będzie wyłącznie interesem i bezpieczeństwem państwa polskiego. I nikomu nie damy się rozegrać – napisał w mediach społecznościowych Donald Tusk.
Donald Trump naciska na sojuszników i grozi kolejnymi cłami
Większość przywódców państw europejskich również podchodzi do inicjatywy Donalda Trumpa z wyraźnym dystansem. Na razie wiele wskazuje, że amerykański prezydent próbuje wykorzystać swoje ulubione narzędzie nacisku, czyli cła, aby skłonić ich do przystąpienia do rady. Gdy dziennikarze poinformowali go, że Emmanuel Macron planuje odrzucić zaproszenie, Trump odparł: - Cóż, nikt go nie chce, bo niedługo nie będzie już u władzy. Nałożę 200-proc. cła na jego wina i szampany. Wtedy się przyłączy, choć nie musi - dodał.
Miliard dolarów „wpisowego” i trzyletnia kadencja w Radzie Pokoju
Państwa przystępujące do rady miałyby pełnić ograniczoną, trzyletnią kadencję, chyba że – jak podkreśla nasz rozmówca z resortu spraw zagranicznych - wpłaciłyby miliard dolarów „wpisowego”. Strona amerykańska nie sprecyzowała dotąd, na co miałyby być przeznaczone te pieniądze.
Decydujący głos w Radzie Pokoju będzie miał Donald Trump
Najwięcej do powiedzenia będzie miał Trump. Statut przyznaje mu jako przewodniczącemu Rady Pokoju szerokie uprawnienia, w tym prawo weta. - Decyzje podejmowane będą większością głosów obecnych i głosujących państw członkowskich, z zastrzeżeniem zatwierdzenia przez przewodniczącego, który może również oddać głos w charakterze przewodniczącego w przypadku remisu – czytamy.
Statut zapewnia mu też „wyłączne uprawnienie do tworzenia, modyfikowania lub rozwiązywania jednostek pomocniczych, w razie potrzeby lub stosownie do realizacji misji Rady Pokoju”, takich jak komitet wykonawczy zajmujący się Gazą lub inne podobne organy tworzone przy rozwiązywaniu innych konfliktów.
Donald Trump od środy przebywać będzie w szwajcarskim Davos. W czwartek na marginesie szczytu ekonomicznego ma oficjalnie zaprezentować Kartę Rady Pokoju. Nie jest jasne, czy amerykański prezydent będzie oczekiwał od przywódców odpowiedzi na zaproszenie już przy tej okazji.
Nawrocki jeszcze nie podjął decyzji. Kancelaria Prezydenta prosi MSZ o opinię
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej zaznacza, że Karol Nawrocki decyzji jeszcze nie podjął. - Trwają rozmowy między Polską, ale także innymi partnerami z Zachodu i z Amerykanami, jaką formułę ta Rada Pokoju ma przyjąć. Oczywiście jest kontrowersja, że zapraszani są tacy politycy, z którymi z całą pewnością prezydentowi Karolowi Nawrockiemu po drodze nie jest – podkreślił w rozmowie z radiem RMF FM Marcin Przydacz.
Jednoznacznie odniósł się do członkostwa w Radzie przywódców Rosji i Białorusi. - Nie uznajemy funkcjonowania w takiej formule Łukaszenki, a z drugiej wiemy, że Putin jest agresorem, ale to strona amerykańska decyduje o składzie – mówił.
Przydacz poinformował też, że Kancelaria Prezydenta wystąpiła do MSZ z prośbą o opinię w tej sprawie. - Rada ma mieć prawie 60 uczestników. Podchodzimy do tego spokojnie. Oczywiście jest to wyróżnienie, że z ponad 200 krajów akurat Polska jest zapraszana, ale z drugiej strony ta sytuacja niesie ze sobą ryzyko. Sejm musiałby się tu wypowiedzieć, w oczywisty sposób konieczna jest tu współpraca – zaznaczył.
Kolejny front sporu na linii prezydent - rząd?
Aleksandra Uznańska-Wiśniewska, szefowa Zespołu Parlamentarnego Polska-USA w przesłanym DGP oświadczeniu ocenia, że do zaproszenia Trumpa należy podejść ostrożnie. "Rada Pokoju nie może stać się narzędziem legitymizacji tych, którzy pokój depczą" - stwierdziła. "Przystąpienie do organizacji międzynarodowej - takiej, w której obok sojuszników mają zasiadać agresorzy i ich satelici - musi rzeczywiście służyć bezpieczeństwu Polski i wymaga suwerennej decyzji rządu oraz ratyfikacji Sejmu" – podkreśliła.
Inicjatywa Donalda Trumpa może więc otworzyć w Polsce kolejny front sporu kompetencyjnego między prezydentem a rządem - tym razem o realną odpowiedzialność za kierunek polityki zagranicznej.