OPINIA
Można zrozumieć niezadowolenie części Amerykanów z tego, że Donald Trump wygrał. Nie był idealnym kandydatem – podobnie jak jego konkurentka – ale kolejne protesty pod hasłem „Not my president” są niczym więcej niż tylko naiwnym zaklinaniem rzeczywistości. Choćby trwały codziennie, Donald z ich powodu nie zrezygnuje. A pojawiające się wśród przegranych pomysły, by elektorzy oddali prezydenturę Hillary Clinton, bo dostała o ponad milion głosów więcej niż Trump, lub by znieść kolegium elektorskie i wybierać prezydenta bezpośrednio, są głupie i szkodliwe.
Czy się to komuś podoba, czy nie, Trump wygrał w sposób uczciwy i demokratyczny. Wygrał, bo zdobył więcej w głosów kolegium elektorskim. Takie zasady obowiązują od 22 8 l at, obie strony znały reguły gry i miały równe szanse. Kolegium elektorskie wcale nie jest bezsensowne ani nie jest zaprzeczeniem demokracji. Wymyślone zostało, by zapobiec nadmiernemu rozrostowi władzy federalnej kosztem stanów, zdominowaniu małych stanów przez duże oraz sytuacji, w której kandydaci zabiegają o głosy tylko w wielkich miastach, pomijając resztę kraju. (Gdyby kiedyś UE doszła do takiego etapu, że prezydenta wybieraliby obywatele państw członkowskich, to warto pomyśleć nad skopiowaniem tego rozwiązania). Argument, że elektorzy powinni zagłosować zgodnie z wolą większości obywateli kraju, czyli na Clinton, jest kompletnie chybiony.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.