Jakiekolwiek zmiany w obecnej konstytucji wymagają dużego namysłu i poważnej refleksji - zgodzili się politycy lewicy, którzy uczestniczyli we wtorkowym "spotkaniu obywatelskim", zorganizowanym przez SLD dotyczącym współpracy między prezydentem a premierem. Jak ocenili, należy przede wszystkim rozważyć rozdzielenie władzy wykonawczej.

W spotkaniu, zorganizowanym przez byłego marszałka Senatu, wiceszefa SLD Longina Pastusiaka, uczestniczyli m.in. b. prezydent Aleksander Kwaśniewski, byli premierzy Leszek Miller i Józef Oleksy.

Kwaśniewski - jak mówił - byłby bardzo ostrożny przy ewentualnej zmianie konstytucji. "Ta konstytucja po ponad 10 latach praktykowania pokazuje, że jest lepsza a nie gorsza i poparta dobrą wolą, dobrą współpracą jest skuteczna" - mówił.

W opinii b.prezydenta, ustawa zasadnicza stwarza nie tylko "zakodowany konflikt, który musi mieć miejsce", ale "otwiera szanse, aby dla spraw zasadniczych stworzyć coś ponadpartyjnego i politykę, która będzie odwoływała się do zdecydowanej większości społeczeństwa".

Zdaniem Kwaśniewskiego, gdyby powstała w parlamencie komisja konstytucyjna, do której zaproszono by także byłych prezydentów i premierów, "można by spokojnie, przez rok - dwa, podyskutować jak oceniamy poszczególne rozwiązania". "W takiej debacie mógłby powstać jakiś pomysł na zmianę konstytucji" - podkreślił.

"Brak jest tam ludzi, którzy mniej kochaliby występowanie w telewizji, a bardziej by umieli działać na rzecz porozumienia"

Gdyby taka debata nie miała się odbyć, Kwaśniewski - jak mówił - jest zdecydowanym przeciwnikiem zmian konstytucyjnych. Według niego, obecna ustawa zasadnicza jest wystarczająca.

Zdaniem b.prezydenta, przyczyn konfliktu między głową państwa a szefem rządu nie należy upatrywać w konstytucji, ale w "batalii politycznej". "W moim przekonaniu konstytucja jest ostatnim z powodów, dla których można byłoby mówić, iż jest na tyle nieczytelna, niejasna i powoduje ten rodzaj konfliktu" - argumentował.

Jako źródła sporu pomiędzy Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem wymienił m.in. podtekst wyborów prezydenckich w 2010 roku, spór programowy, podział na Polskę solidarną i Polskę liberalną, a także otoczenie prezydenta i premiera. Jak mówił, otoczenie to "odgrywa rolę jak najgorszą", "brak jest tam ludzi, którzy mniej kochaliby występowanie w telewizji, a bardziej by umieli działać na rzecz porozumienia".

Kwaśniewski podkreślił, że do 2010 roku nic nie da się z tym zrobić. "Trzeba to przeżyć, muszą się pojawić nowe ruchy polityczne, a przynajmniej silne ruchy polityczne, które by stworzyły alternatywę, która oderwie nas od tego sporu premier prezydent" - zaznaczył. "Tutaj bardzo liczę na Lewicę i patrzę z nadzieją na pana Jerzego Szmajdzińskiego" - dodał.

Według niego Lewica ma szanse na powrót do gry. Jak tłumaczył, dlatego że zmęczenie tym konfliktem będzie postępowało, a w sensie programowym, merytorycznym Lewica "może wiele zaoferować i to byłoby istotne".

"Nikt do tej pory nie upartyjnił urzędu prezydenta tak, jak obecny prezydent"

Zdaniem Leszka Millera, to ludzie sprawujący władzę, a nie konstytucja, winni są sporu między prezydentem a szefem rządu. Przepisy konstytucji w niczym nie przeszkadzają w ułożeniu dobrych stosunków między głową państwa a premierem - uważa. Jak dodał, ludzie uczestniczący w polityce nie są "ani aniołami, ani diabłami, ale po prostu ludźmi".

Miller ocenił, że każda konstytucja i jej zmiany mogą być uznane za niedoskonałe. Według niego, problem tkwi nie w ustawie zasadniczej, tylko w ludziach. "Nikt do tej pory nie upartyjnił urzędu prezydenta tak, jak obecny prezydent" - mówił. W opinii Millera, L. Kaczyński nadużywa swojej pozycji.

Jak podkreślił, prezydent nie jest zwierzchnikiem premiera, choć obaj sprawują władzę wykonawczą.

Zdaniem Millera, jeśli już zmieniać obecną konstytucję, to należy przerwać dualizm władzy wykonawczej i wzmocnić pozycję szefa rządu i Rady Ministrów, kosztem prezydenta.

Oleksy opowiedział się za powołaniem "roztropnych, rozumnych i mądrych" ciał, które by pokazywały ciągłość państwa

Miller opowiedział się za zmniejszeniem uprawnień prezydenta, a co za tym idzie za wyborem głowy państwa przez Zgromadzenie Narodowe. Według niego, prezydent powinien nie tyle zajmować się bieżącą polityką, ale przestrzeganiem konstytucji i stanowieniem dobrego prawa.

Z kolei w ocenie Oleksego pomimo faktu, że politycy narzekają na niejasności w konstytucji, one dobrze im służą do walki politycznej. Jak mówił, jeżeli do dziś w Polsce nie udało się uruchomić mechanizmu dialogu czy wyłonić ciała, które by bezstronnie, w dystansie do "bieżączki politycznej" zastanowiły się nad przyszłymi zmianami w konstytucji, to znaczy, że elity polityczne nie czują potrzeby głębszego dostosowywania rozwiązań do strategii państwa.

Oleksy opowiedział się za powołaniem "roztropnych, rozumnych i mądrych" ciał, które by pokazywały ciągłość państwa.

Jak zaznaczył, podstawowa materia konstytucyjna została dobrze rozpoznana i dobrze zapisana. Według niego to, co szwankuje, powinno być przygotowane w dialogu "gron" pozapolitycznych "i bez pochopności wdrażane".

Oleksy zwrócił uwagę, że podczas pracy nad konstytucją z 1997 roku chciano uniknąć wpisania do ustawy zasadniczej zarówno systemu kanclerskiego, jak i systemu prezydenckiego. Nie rozstrzygnięto także - zauważył - sytuacji czy prezydent pochodzący z wyborów powszechnych ma mandat silniejszy niż prezydenta wybieranego przez parlament.

"Ale byli i tacy, którzy nie raczyli odpowiedzieć na nasze zaproszenie"

Jeśli coś postulować, to konstytucyjną zmianę systemu. Albo prezydent jest dalej wybierany w wyborach powszechnych i szczyci się silnym mandatem, silniejszym niż premier. Albo zdecydujmy się na jasność we władzy wykonawczej i skoncentrowanie jej w rękach rządu. Wówczas prezydent powinien być - według Oleksego - wybierany przez parlament.

Zdaniem polityka, konstytucja to są ramy dla życia społeczeństwa, a obecnie "widzimy przechylenie interpretowania konstytucji i jej zapisów jako gry i teatru pomiędzy osobami i ogniwami najwyższych władz w państwie".

Polskie elity - zdaniem b.premiera - nie mają zbyt rozbudowanego poczucia odpowiedzialności za strategię przyszłości. Kończy się także - jak ocenił - era demokracji partyjnej, która powoduje, że obniża się rola demokracji obywatelskiej.

Na spotkanie obywatelskie zaproszeni byli wszyscy byli prezydenci i wszyscy byli premierzy, a także eksperci. Pojawili się jednak tylko politycy wywodzący się z lewicy. Pastusiak zwrócił uwagę, że część osób przebywa za granicą, część "ma inne zobowiązania wcześniej przyjęte". "Ale byli i tacy, którzy nie raczyli odpowiedzieć na nasze zaproszenie" - dodał były marszałek Senatu.