W poniedziałek Kancelaria Prezydenta poinformowała na swojej stronie internetowej o wecie prezydenta do trzech kolejnych ustaw. Są to: nowelizacja ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, zmiana w przepisach dotyczących emerytur i rent z FUS oraz ustawa upoważniająca prezydenta do ratyfikacji Konwencji ds. kontaktów z dziećmi. Tylko w listopadzie Lech Kaczyński odmówił podpisania łącznie ośmiu ustaw, w tym trzech ustaw z pakietu zdrowotnego oraz zmian w Prawie o ustroju sądów powszechnych.
Premier mówił w poniedziałek wieczorem w programie "Tomasz Lis na żywo" w TVP2, że spodziewał się, iż weto będzie używane przez prezydenta nie tylko wtedy, gdy ustawa mu się nie podoba, ale też jako "broń polityczna przeciwko rządowi".
"Wiedzieliśmy dobrze, że konstytucja, która wymusza kohabitację, czyli współpracę prezydenta i rządu, może być konstytucją utrudniającą dobre rządzenie wtedy, gdy między prezydentem, a rządem nie ma porozumienia" - podkreślił szef rządu.
Zaznaczył, że przy każdej ustawie, którą uznaje za istotną, a która może być potencjalnie zawetowana, rząd zastanawia się nad wariantem zastępczym.
"Jeśli chodzi o relacje rządu z opozycją, czy to z SLD i PiS, czy z prezydentem Lechem Kaczyńskim, to ja mniej więcej przewidywałem, że to tak będzie wyglądało" - stwierdził Tusk.
Jak dodał, ma czasem wrażenie, że jest wzorem cierpliwości jeśli chodzi o relacje z głową państwa.
Premier oświadczył, że chce doprowadzić do tego, by sytuacja, w której "jeden drugiego blokuje" trwała nie dłużej niż dwa lata (tyle zostało do wyborów prezydenckich).
"Jeśli znajdziemy inny sposób na znalezienie harmonijnej współpracy prezydenta i premiera, jestem gotów natychmiast taki projekt realizować" - zadeklarował.
Dopytywany, czy byłby gotów zrezygnować z ubiegania się o urząd prezydenta (w wyborach w 2010 roku) powiedział, że Polska potrzebuje nie konkretnego prezydenta z imienia i nazwiska, tylko sytuacji, w której i premier i prezydent dobrze współpracują. Zasugerował, że wystartuje w wyborach prezydenckich, jeśli - jak mówił - "uzna razem ze współpracownikami, że daje gwarancję, mówiąc wprost, zwycięstwa, zmiany sytuacji, która politycznie jest dla Polski niedobra".(PAP)