Rozbieżność między deklarowanymi zobowiązaniami a rzeczywistymi inwestycjami wojskowymi to nie tylko kwestia techniczna – to fundamentalne pytanie o podział ciężarów w NATO - pisze Piotr Arak, ekonomista.
W miarę jak NATO zbliża się do przyjęcia ambitniejszych ram wydatków na obronność – potencjalnie zobowiązujących członków do przeznaczania nawet 5 proc. PKB na działania związane z bezpieczeństwem – Sojusz ponownie napotyka znajomą przeszkodę: brak woli politycznej ukrywany pod płaszczykiem kreatywnej księgowości. W tym tygodniu odbył się szczyt w Hadze, który pokazywał te problemy jak na dłoni.
NATO musi się zbroić
Ten cel, w dużej mierze inspirowany oczekiwaniami USA i Donalda Trumpa, ma na celu przekształcenie NATO z organizacji składającej symboliczne deklaracje w struktury rzeczywistej gotowości wojskowej. Choć intencja jest jasna – dozbroić się, zmodernizować i zamanifestować determinację na europejskim terytorium – realizacja okazuje się politycznie problematyczna dla wielu państw europejskich. Brakuje im przestrzeni fiskalnej, więc sięgają po coraz bardziej pomysłowe sposoby wykazywania wydatków.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.